Malwina Miziarska: „To wszystko dekoracje raju, dekoracje piekła!”.

2 lutego 2012

O spektaklu Duszyczka w reż. Jerzego Grzegorzewskiego w Teatrze Narodowym  w Warszawie.

duszyczka / materiały teatru

Duszyczka to jedyne przedstawienie  Grzegorzewskiego, które mamy szczęście nadal jeszcze oglądać. Mimo że miną niebawem jej dziewiąte urodziny, zawsze przyciąga komplet widzów. Niestety jest dość rzadko grana, przy zaledwie czterdziestoosobowej publiczności. Dlatego szanse na obejrzenie spektaklu Grzegorzewskiego są bardzo małe, ale za to przyjemność, gdy w końcu się uda- nie do opisania…

Spektakl Grzegorzewskiego to kompozycja dwóch poematów Tadeusza Różewicza: Et in Arcadia Ego oraz Duszyczki. Spektakl piękny i wyjątkowy, chociażby ze względu na miejsce w którym się odbywa – pod ulicą Wierzbową, pomiędzy dwoma budynkami Teatru Narodowego, w ciasnym i długim przejściu. Aktorzy są na wyciągnięcie ręki, widać ich każde drgnięcie, najmniejszy gest, żaden szczegół nie ujdzie uwadze. Z prawej strony leżą na podłodze szyny, urywające się w połowie, często z tego miejsca będzie pojawiało się ostre białe światło bądź czerwona jakby erotyczna poświata. Naprzeciw publiczności są cztery,  kwadratowe otwory, przypominające kadry w filmie. W ich tle ogołocone, rdzawe rury z żółtymi maźnięciami, a na ścianach dominuje błękit. Przestrzeń w przedstawieniu niezwykle malarska, przypomina obraz, który tworzy się wraz ze spektaklem, gdy pojawiają się aktorzy. Główny bohater – R w obliczu zbliżającej się śmierci, dokonuje rozrachunku ze swoją dotychczasową egzystencję. Pojawiają się wspomnienia – kobiety, które odcisnęły ślad w jego życiu. Rozpamiętuje ich wygląd, kształt, zapach, smak. R to miłośnik, koneser płci pięknej, w każdej znajdował coś wyjątkowego. Nie potrafił jednak poprzestać na jednej kobiece: „Ty po prostu jesteś nienasycony!!” wykrzyczy Aktorka W. R słyszy wyrzuty, żale, płacze, przyjmuje to z dystansem, rzucając czasem ad hoc „przecież cię kocham”. Ożywia się w momentach, gdy opowiada o cielesności kobiet, z lubością wspomina ich kształty, opisuje szczegółowo atmosferę zbliżeń, miejsca w których do nich doszło.

Aktorka F (Beata Fudalej) to postać najbardziej ekspresyjna i charakterystyczna, pojawia się po raz pierwszy w duecie z Aktorką G. Rozchichotane, lekko pijane, stąpają po szynach ostrożnie by się nie potknąć. Sączą spokojnie szampana. Aktorka F. oznajmia, że zaraz trzeba wracać, bo nastała północ. Nagle chwyta kostki lodu z wiaderka, w którym chłodzi się szampan i rzuca nimi z impetem krzycząc „to wszystko dekoracje raju, dekoracje piekła!”. Nikt nie spodziewał się takiego nieoczekiwanego wybuchu. Po chwili Aktorka F. uspokaja się, dopija szampana i idąc słucha uważnie opowieści Aktorki U. chichocząc się po cichu. Wzrok Beaty Fudalej utkwiony jest w Annie Gryszkównie, ma trochę chochlikowaty, niepokorny wyraz. Patrzą na siebie przez chwilę i uciekają wybuchając śmiechem. Aktorka F. w następnej sekwencji staje przy automacie, który się zapala, wpatruje się w niego chwilę, potem staje przy R. i z butną miną, ostentacyjnie tupie nogą. Siada przy Aktorkach Ch. i U. i zaczyna z goryczą opowiadać „on to tolerował puszczała się niedostępna […] minęły lata opisał tak dokładnie jej ciało wszystko dureń i łajdak”, czuje obrzydzenie, gardzi nim. Beata Fudalej od początku nadaje swojej postaci ostry ton, Aktorka F. jest bezlitosna i sarkastyczna.  W kolejnej scenie z R, jest ironiczna także w stosunku do siebie: „ męża nie ma ja wiem on się panu nie podoba no ja też jemu się nie podobam”. Kwituje mężczyznę krótko – „a może po prostu smutny impotent”. Wkłada sobie do ust długopis, który specjalnie przywiozła dla R i z udawanym zachwytem mówi – „o proszę nim pisać piękne wiersze na podłodze”, wypuszcza go, jakby miała w ustach coś wstrętnego w smaku. Beata Fudalej zachowuje ten sam charakter postaci jeszcze w scenie darcia zdjęcia R, które wcześniej jemu zrobiła. Z nutką erotyzmu w głosie, dostrzega to co ją w nim pociąga… usta, profil, ale ma to nadal odcień pewnej kpiny. Postać Beaty Fudalej dochodzi do szczytu irytacji, gdy R jej kompletnie nie słucha, rozjuszona wypisuje zaciekle coś kredą  na podłodze. „Ten wybitny to chuj” – czyta. R patrzy nią zaskoczony i nie dowierza, że usłyszał taki wulgaryzm w jej ustach. Aktorka F. mówi, że zna tego, co przyjedzie i powtarza dobitnie napis na podłodze. Beata Fudalej w ostatniej scenie z Janem Englertem, zupełnie zmienia oblicze Aktorki F. Wpada na scenę słaniając się na nogach, wypala papierosa, a raczej go pochłania, nie dokańcza, wyrzuca i zaczyna palić następnego. Ledwo może siedzieć, oszołomiona wewnętrznym rozedrganiem, czy też kłębiącym się dymem papierosowym. Jej dłonie trzęsą się, sprawia wrażenie jakby miała zaraz eksplodować. Po chwili w jej głosie słychać rozpacz, tęsknotę i bezradność: „Muszę ciebie objąć i patrząc w oczy zapytać będę wtedy wiedziała nie mogłam na ciebie czekać…”. Beata Fudalej kreuje teraz swoją postać i jej psychikę z całkowicie innej strony. Wstaje powoli, uzmysławia sobie, że R ma urodziny. Podchodzi do ściany, zaczyna wykrzykiwać bolesne wspomnienia i tekst który przewija się przez cały spektakl: „a jeżeli tego miasta nie ma za ścianą, jeśli go tam nie ma, ten pokój, w jakim domu, ten dom w jakim mieście, to odbicie w jakim lustrze”. Beata Fudalej osiąga apogeum ekspresji, gorączkowo, jak w agonii wyrzuca z siebie zdania z niewiarygodną siła. Wycieńczona siada, jej dłonie są miejscami rdzawe, od farby ze ściany, w którą uderzała, przypomina to zakrwawione zadrapania. Zapala R. papierosa, rozmowa schodzi na intymny temat, Aktorka F. pyta zawstydzona i ciekawa zarazem : „ogrzeje cię moim ciałem sobą powiedz co we mnie najbardziej lubisz”, czuje się bardzo samotna, pragnie ciepła, miłości. R i Aktorka F oplatają się nogami, kobieta wspomina bolesne dzieciństwo, wyśmiewa obłudę rodzinnego domu, aż w końcu obnaża swoje uczucia wyznając – „możesz ze mną wszystko”. Później z dziecięcą naiwnością opowiada o magicznym pudełeczku wyglądającym jak z filmu, z wielka czułością dotyka blizny na brzuchu R i po chwili wpada znów w dziwny, nerwowy stan: „mówisz ciągle mówisz”. R milczy, ale Aktorka F. cały czas słyszy w głowie jego głos. Zaczyna niespodziewanie głośno, z egzaltacją śpiewać i opowiada o swojej dawnej miłości, śpiewaku operowym. W słowach kończących spektakl Beata Fudalej, z oczami utkwionymi w jeden punkt, z bolesną szczerością kwituje i streszcza ludzką egzystencje: „obok kochają się dwie ludzkie istoty to my strumienie krwi spermy łez i potu płyną strumień białka źródło tryska w noc we wszechświat stwarza życie w rosnącej pustce… jeszcze…  jeszcze”. Wyciąga scyzoryk i bezwiednie patrzy na ostrze chowające się co chwila.

Duszyczka to spektakl niełatwy w odbiorze i niejednoznaczny. Wymaga od widza czujności i myślenia. W różewiczowskiej wersji to tekst bez żadnej interpunkcji czy podziału, lecz  Grzegorzewski wyrzeźbił z tego potoku słów piękną i wzruszającą historię, będącą jednocześnie bolesnym rozliczeniem. Trudno nazwać Duszyczkę tylko spektaklem, raczej sekwencją obrazów, które reżyser maluje na naszych oczach. Widać każde pociągnięcie pędzla, spod którego wyłaniają się postacie i pozostają w zawieszeniu niczym tytułowa duszyczka. W zawieszeniu między życiem, a śmiercią.

Malwina Miziarska

Na podstawie poematów Tadeusza Różewicza Duszyczka oraz Et in Arcadia Ego

reżyseria i scenografia: Jerzy Grzegorzewski

muzyka: Stanisław Radwan

kostiumy: Barbara Hanicka

obsada:

R- Jan Englert

Aktorka Ch.- Anna Chodakowska

Aktorka F- Beata Fudalej

Aktorka G.- Anna Gryszkówna

Aktorka U.- Anna Ułas

Aktorka W.- Magdalena Warzecha

Świadek-  Waldemar Kownacki

Teatr Narodowy w Warszawie, premiera: 30 stycznia 2004

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 + 15 =