Marcin Miętus: Badman

30 listopada 2014

O spektaklu Goodman w reżyserii Agaty Dyczko w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Goodman/materiały prasowe

Goodman/materiały prasowe

Jesteśmy w potrzasku. Rzędy widowni umieszczone zostały w klatce wykonanej z metalowej siatki. Zamknięta przestrzeń sięga do połowy sceny, za którą znajduje się podest i niewielki pokój w głębi. Za naszymi plecami, przy jednym z ostatnich rzędów, umocowane zostało drzewo, na którym wiszą owoce. Czy to drzewo poznania dobra i zła? Te dwa etyczne pojęcia w spektaklu wyreżyserowanym przez Agatę Dyczko pojawiać się będą z dużą częstotliwością.

 

Goodman to adaptacja opowiadania izraelskiego pisarza, poety i reżysera, który w naszym kraju stał się ostatnimi czasy bardzo popularny. Zwany mistrzem krótkiej formy Etgar Keret lubi czerpać pomysły z bliskiej mu rzeczywistości, opowiadać o ludzkiej kondycji w różnych jej wymiarach. Pisarz sprawnie potrafi uchwycić niejednoznaczność otaczającego nas świata, konstruując jednocześnie swoje teksty w sposób prosty i pozbawiony patosu. W opowiadaniu, które zostało zaadaptowane na potrzeby Teatru im. Słowackiego, bohater – narrator całej opowieści, zastanawia się „jak to się stało, że młody chłopak, dobry żołnierz, żaden tam kryminalista, wstaje pewnego dnia i rozwala głowy dwojgu całkiem obcym ludziom w jakiejś zabitej dechami dziurze w Teksasie?”

 

Pytanie jest punktem wyjścia również dla twórców spektaklu. Otwiera go scena zabójstwa dokonanego za pomocą pistoletu przez zamaskowanego bandytę. Ofiarami są mężczyzna i kobieta, małżeństwo z prawdopodobnie niemałym stażem. Konwencja ich banalnego dialogu zostaje przełamana językiem – mówią oni po angielsku. Żona otwiera okno i zapala papierosa, mąż siedzi na kanapie i ogląda telewizję. Kobieta w pewnym momencie prosi męża, aby wyrzucił śmieci. Ten, mimo krótkich oporów zilustrowanych głębokim wzdychaniem, z uśmiechem na ustach zawija czarny plastikowy worek wokół nadgarstka i wychodzi za drzwi w kierunku metalowego kubła na śmieci. Przeczuwamy zbrodnię; ile razy widzieliśmy podobną sytuację w lepszym czy gorszym kinie. Mężczyzna wraca do pokoju, do ukochanej kanapy i telewizora, za chwilę dołączy do niego żona, zamknąwszy okno. Wydają się być szczęśliwi. Nagle do mieszkania wbiega mężczyzna w kominiarce. Strzela. Wszystko dzieje się bardzo szybko, nie uświadczymy żadnych krzyków czy zbędnej gadaniny. Zabójca, jakby zmęczony wykonaną robotą, siada na kanapie i rozprostowuje kości. Rozbrzmiewa wesoła muzyka ze znanej dziecięcej animacji Looney Tunes. Wszelkiej maści bandyci lubują się w amerykańskich kreskówkach; na dowód proszę przypomnieć sobie czarne komedie braci Coen.

 

Co ta scena – mocno w gruncie rzeczy filmowa – nam mówi? Czy to oznacza, że jesteśmy niewolnikami amerykańskiej kultury? Kraju, gdzie jak dobitnie pokazywał Michael Moore w Zabawach z bronią, dochodzi do największej liczby zabójstw, gdzie broń palna w wielu stanach południa wciąż jest ulubioną zabawką, niemal fetyszem. Zabójca będzie sądzony właśnie w Ameryce, w dodatku w konserwatywnym Texasie, gdzie wciąż wykonywana jest kara śmierci. Mieszkanie w danym kraju nie oznacza jednak, że jesteśmy skażeni przemocą. Co więc wyzwala tkwiące w człowieku zło? Czy odpowiedzialność za nie można zrzucić na czyjeś barki?

 

Głównym bohaterem opowiadania Kereta i spektaklu Dyczko jest Tomi Perez (Rafał Sadowski). Kilka lat spędził w wojsku wraz ze swoim przyjacielem, tytułowym Amirem Goodmanem. Z pierwszego monologu Tomiego dowiadujemy się, że to właśnie Goodman jest sprawcą opisanego wyżej zabójstwa. Co kierowało chłopakiem przy dokonaniu zbrodni? Czy okropności wojny wypaczyły jego psychikę? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Amir i Tomi mają na koncie szczeniacki wybryk, który do nich powraca w postaci wielkiego wyrzutu sumienia. Prowodyrem brutalnego żartu dokonanego w dzieciństwie nie był Amir, a Tomi, stojący przed nami i zastanawiający się na głos, co mogło pokierować Amira do tak brutalnej zbrodni. Jaka wyższa instancja kieruje ich życiem, sprawiając, że znaleźli się w tym, a nie w innym miejscu. Powracają wspomnienia z wojska. Uruchomione zostają retrospekcje, w których centralną postać stanowi Amir Goodman (wyróżniający się z całej obsady Antoni Milancej). Oś historii stanowić będzie męska przyjaźń oraz plany wspólnej dezercji, a także związek Amira z poznaną w wojsku Dafne (Karolina Kamińska)i jego relacja z matką Tomiego (Lidia Bogaczówna).

 

Bohaterowie wojenne ćwiczenia traktują początkowo jako niezłą zabawę, potem wojna i wojskowe zobowiązania staną się realnym koszmarem. Również dla Dafne, na pierwszy rzut oka silnej młodej kobiety, lecz tak naprawdę nie potrafiącej radzić sobie z otaczającą ją męską przemocą. Próba dominacji nad dowódcą i upokorzenie go jako mężczyzny nie kończy się tak, jak to sobie zaplanowała. Będzie czuła odrazę do samej siebie. Po teatralnych retrospekcjach, wiedząc już o dokonanym przestępstwie Goodmana, poznajemy pochłoniętą przez wyrzuty sumienia matkę Tomiego. Wini ona siebie za kochanie innego dziecka mocniej niż rodzonego syna. W swoim cierpieniu próbuje dociec sensu i celu zabójstwa dokonanego przez Amira, który był dla niej jedną z niewielu radości w życiu.

 

Reżyserka stara się nie dawać jednoznacznych odpowiedzi, budując polifoniczną perspektywę narracyjną. Nie opowiada się po żadnej stronie, daje wybrzmieć swoim bohaterom. Uczucie niedopasowania i samotności, ciężące nad każdym z nich, buduje przygnębiający obraz panujących dziś relacji międzyludzkich. Zbrodnia Amira znacząco oddziałuje na każdego z bohaterów, prowokując do zadawania pytań dotyczących zła, wyrządzonego przez każdego z nich. Twórcy sondują widzów. To my zasiadamy w ławie przysięgłych, w procesie toczącym się przeciw Goodmanowi. Płomienna przemowa prokuratora przekonuje nas o jego definitywnej winie. Wyrażona przez postać adwokata-showmana krytyka amerykańskiego sądownictwa, podbudowanego ksenofobią, jest kolejną gorzką refleksja na temat upadku moralnych wartości.

 

Z krótkiego, pełnego niedopowiedzeń opowiadania Kereta powstał obyczajowy teatr konwencjonalny, pozbawiony fajerwerków. Mocno zarysowany problem oraz próba odpowiedzi na tematy etyczno-moralne skutkują tym, że w niektórych momentach nie udało się uciec autorom przedstawienia od pułapki banału. Zło czai się w każdym z nas – zdaje się mówić Dyczko, u niektórych wychodzi na światło dzienne ze zdwojoną siłą. Wszystkie elementy inscenizacji utrzymane są na tym samym – poprawnym – poziomie. Na pochwałę zasłużyć może kompozycja przestrzeni i wykorzystanie ciekawej scenografii. Świetnie zakomponowany został prolog przedstawienia. Nie do końca przekonują monologi bohaterów, aktorzy zdecydowanie lepiej czują się w scenach dialogowych, z silniej zarysowaną sytuacją teatralną. Spektakl powstał w ramach projektu „Wylęgarnia” umożliwiającego młodym twórcom zaprezentowania swoich umiejętności szerszej widowni. I należy przyznać, że jest to spektakl dojrzały.

 

Amir Goodman, usprawiedliwiając przed przyjacielem popełnioną zbrodnię, wini ich wspólne spotkanie z jednookimi Palestyńczykiem. Młody, poturbowany przez życie arab, opowiada żołnierzom o trujących owocach rosnących na znajdującym się nieopodal drzewie. Goodman chciał zakosztować owocu. Opowieść nieznajomego o zagnieżdżonych w nich larwach robaków, mających za zadanie rozwinąć się w gardle człowieka i przebijając skórę wyjść na powierzchnię, odbiera mu apetyt. Wyzwala to w nim niepohamowany gniew skierowany na obcego chłopaka. „To on zesłał na mnie fatum!” – wykrzykuje znajdujący się w celi śmierci Goodman. Próba obarczenia kogoś innego za wyrządzone grzechy nie przekonuje ani Tomiego, ani widzów. Czy sami nie decydujemy o skosztowaniu  zakazanego owocu?

 

Marcin Miętus

 

Etgar Keret, Goodman

Adaptacja sceniczna: Jan Burzyński

Reżyseria: Agata Dyczko

Scenografia i kostiumy: Tomasz Walesiak

Koncepcja światła: Tomasz Walesiak

Muzyka: Wieszcze Niespokojne

 

Obsada: Rafał Sadowski, Antoni Milancej, Karolina Kamińska, Lidia Bogaczówna, Maciej Jackowski, Rafał Szumera

 

Teatr im. Juliusza Słowackiego – Scena Miniatura

Premiera: 22.11.2014

tagi: | Wersja do druku | |

Jeden komentarz do Marcin Miętus: Badman

  1. ddreporter, 1 grudnia 2014 o 20:09

    spoiler. opis fabuly. co to za recenzja?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one × 3 =