Marcin Miętus: Sztuczny mrok

20 listopada 2014

O spektaklu W mrocznym mrocznym domu w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

W mrocznym mrocznym domumat/. prasowe

W mrocznym mrocznym domu/mat. prasowe

Z przedłużającego się mroku, w którym jako widzowie jesteśmy zmuszeni dłuższą chwilę pozostać, wyłania się skulona sylwetka. To Drew, przebywający w zakładzie zamkniętym. Drew na jednej z terapeutycznych sesji zdecydował się ujawnić mroczną tajemnicę z dzieciństwa ciążącą na jego życiu na tyle, że nie potrafi sobie z nim radzić. Równie mroczny – jeśli nie mroczniejszy – sekret skrywa jego brat Terry, który go za chwilę odwiedzi. Ale o tym jeszcze nie wiemy. Sugestywna muzyka, wybrzmiewająca w odpowiednich miejscach, ma pogłębiać uczucie niepokoju. Cały wysiłek żeby wytworzyć mroczną atmosferę, która w zamierzeniu twórców miała zapewne pochłonąć widza, spala na panewce. Zawadza przede wszystkim banalny tekst dramatu.

 

W pierwszej części W mrocznym mrocznym domu panuje nastrój klaustrofobiczny. Czujemy się jak w więzieniu-klinice, w której znajduje się bohater spektaklu. Drew jest spięty. Choć cieszy się z wizyty Terry’ego (ten bowiem ma mu pomóc), nie może przestać nerwowo się zachowywać. Jego nadpobudliwość wzmaga wąska przestrzeńpo której się porusza. Drewniany pomost okalający dwa drzewa (nie zmyślam, w spektaklu o konflikcie dwóch braci na scenie widzimy dwa sztuczne drzewa!) przypomina o bolesnym dzieciństwie dorosłym już mężczyznom.

 

Terry podczas pierwszej rozmowy sprawia wrażenie przede wszystkim poirytowanego lekkomyślnym zachowaniem brata. Jest powściągliwy i skryty, nie chce wracać do przeszłości. Stara się jednak pomóc nieradzącemu sobie z problemami Drew. Otwiera niezabliźnione rany z dzieciństwa, wpędzając samego siebie w kozi róg. W przeciwieństwa do brata, Terry z pułapki przepojonych traumą wspomnień wyjścia nie znajdzie.

 

Jeśli pierwsza długa rozmowa braci jest nas w stanie w jakiś sposób zelektryzować, napięcie opada w drugiej scenie, rozgrywającej się między Terrym a nastoletnią Jennifer. Nietrudno domyślić się, kim jest dziewczyna i czego chce od niej bohater. Dialog, który prowadzą, przeradza się w infantylną grę między wyzywającą lolitką a zdesperowanym mężczyzną, przeżywającym coś w rodzaju kryzysu wieku średniego. Finałem tego nie do końca przekonującego epizodu będzie zbrodnia, o której dowiemy się potem. Spektakl rozpisany został na trzech aktorów. W kolejnych scenach dramatu pojawiają się w parach, co prowokuje do pojedynków aktorskich. Tych niestety brakuje. Aktorzy grają poprawnie, jednak dialogom brak scenicznego napięcia. Ostatni akt, skupiający się ponownie wokół braci, to przede wszystkim dużo krzyku, rzucanie przekleństwami, a także kawałkiem tortu (dwukrotnie!). Dochodzi do eskalacji konfliktu oraz zwierzenia starszego brata, którego domyślamy się od początku.

 

Antagonizm dzielący rodzeństwo to jeden z najstarszych motywów literackich. Jeśli dodać do tego koszmar dzieciństwa, otrzymamy obraz dwojga raniących się nawzajem ludzi, niepotrafiących radzić sobie z przeszłością. Odpowiednia dawka traum, nieprzepracowanych przez dotychczasowe życie, wpędza ich w narkotyki, alkohol, uciechy z młodymi kobietami, wreszcie zemstę. Znamy to bardzo dobrze z lepszej lub gorszej literatury, filmów, seriali.

 

Z banalnego dramatu autorstwa Neila LaBute’a powstał przeciętny spektakl. Hycnar nie wychodzi poza tekst, robiąc teatr spod znaku realizmu psychologicznego, wobec czego widzowie – jak pisał Antonin Artaud w przypadku tego rodzaju widowiska – czują się niczym „zgromadzenie zboczonych podglądaczy”. Całości nie ratuje narzucająca się – zwłaszcza w chwilach wyjawiania mrocznych sekretów – muzyka i nieciekawa scenografia. Wytworzony przez reżysera mrok okazał się równie sztuczny jak trawa pokrywająca wszystko wokół.

 

Marcin Miętus

Neil N. LaBute, W mrocznym mrocznym domu
przekład: Grażyna Kania
reżyseria: Marcin Hycnar
scenografia i kostiumy: Julia Skrzynecka
opracowanie muzyczne: Rafał Kowalczyk
obsada: Karolina Kamińska, Grzegorz Mielczarek, Marcin Sianko
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Scena Miniatura

premiera: 28.09.2013

 

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sixteen + twenty =