Marcin Miętus: Trudne sprawy Króla Leara

11 lipca 2015

O spektaklu Kto wyciągnie kartę wisielca, kto błazna? w reżyserii Pawła Miśkiewicza w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie 

Kto wyciągnie kartę wisielca.../fot. Grzegorz Mart

Kto wyciągnie kartę wisielca…/fot. Grzegorz Mart

Paweł Miśkiewicz w autorskim spektaklu opartym o Króla Leara Szekspira konfrontuje obraz młodości ze starością, pytając o ewolucję pokoleniowych relacji. Podjęty problem wyrażony został w krakowskim przedstawieniu między innymi poprzez aktorstwo.

 

Z szampanem gotowym do wystrzału czekamy na wejście króla. Zgromadzeni na scenie aktorzy wyraźnie oczekują czyjegoś przybycia, kierując spojrzenia w tym samym kierunku – w stronę drzwi, którymi przed sekundą wchodzili widzowie. Władca jednak nadejdzie z przeciwnej strony, od kulis, popychając przed sobą urządzenie na kółkach zostawiające po sobie ślad w postaci ciągłej białej linii. Dokonuje podziału królestwa.

 

Pierwsze słowa w Kto wyciągnie kartę wisielca, kto błazna? należą do Edgara (Michał Wanio), który przystrojony w hełm i  nagolenniki przemawia w ojczystym języku Szekspira. Aktor po napełnieniu plastikowych kieliszków musującym trunkiem, bawi się słowem, akcentując konkretne wyrazy. Zapowiada show. Mruga do publiczności, od samego początku wprowadzając dystans.  Z językowych wygłupów wytrąca go ojciec Gloucester (Tomasz Międzik); poznajemy również jego przyrodniego brata – Edmunda (Paweł Tomaszewski).  Na scenie znajdują się także trzy córki Leara – ubrana w elegancką, szarą garsonkę Goneryla (Dorota Godzic), Regana w dresie à la Ewa Chodakowska (Dominika Bednarczyk) oraz najmłodsza z nich – Kordelia (Monika Frajczyk), przebrana w tiulowy kostium wróżki z dołączonymi do niego niewielkimi skrzydłami. Miśkiewicz ubiera więc Króla Leara w kostium współczesny. Lear nosi czarny garnitur, podobnie jak jego słudzy Gloucester i Kent (Jerzy Światłoń). W tle, oparty o ścianę, czai się błazen (Grzegorz Mielczarek).

 

Podział królestwa będzie początkiem jego rozpadu. Miśkiewicza bardziej jednak interesują relacje rodzinne i międzypokoleniowe niż problem polityki i władzy. Córki swe kwestie dotyczące miłości do „odchodzącego na emeryturę” króla wygłaszają niczym w szkolnym teatrzyku przygotowanym z okazji dnia ojca, przekonując Leara, że kochają go bardziej niż w rzeczywistości. Brzmią sztucznie, chyba nawet Lear się na to nie nabiera. Goneryla siada ojcu na kolanach, Regana zachowuje większy dystans. W końcu głos zabiera Kordelia, która ma najmniej do powiedzenia, a wszystkie swe słowa wypowie z uśmiechem na ustach, z przekorą w głosie. Ojciec karze ją za brak potwierdzenia uczucia i lekceważący stosunek, każe więc najmłodszej córce opuścić królestwo.

 

Lear u Miśkiewicza jest znudzonym starcem, grymaszącym nad niedobrą zupą i niewygodnym posłaniem. Zmęczony tułaczką od jednej nieprzychylnej mu córki do drugiej w pewnym momencie przysiądzie na chwilę na brzegu szpitalnego łóżka, by obejrzeć w telewizji western.  Jego bezradność kłuje w oczy, tym bardziej, że Lear w wykonaniu Jerzego Treli podejmuje działania, które nie przynoszą rezultatów, pozostając pustymi znakami. Od wspomnianego urządzenia wyznaczającego granice król przesuwa po szynach dużą klatkę wypchaną krzesłami, rozrzuca bilardowe kule na wysypanym na fragmencie sceny żwirze. Wszystkie te czynności rażą beznadziejnością, ponieważ nic nie zmieniają, nic nie uruchamiają. Wytyczone poprzez białą linię granice zostaną zamazane, klatka stanie się jedynie chwilowym schronieniem, a następnie bezużytecznym elementem scenografii.

 

Kolejne gesty podkreślają beznadziejność istnienia, absurd egzystencji – tematktóry reżyser rozwija, wkładając w usta Błazna monolog Lucky’ego z Czekając na Godota. Błazen, oddawszy już swą czerwoną czapkę Learowi, którą ten z przekory przybiera, teraz pojawia się w czerwonych butach, mało przystających do jego czarnego garnituru. Z książką pod pachą (Teatr Becketta) i w obecności Treli Mielczarek recytuje najeżony frazesami bełkot. Do Leara i Błazna dołączy Kent, któremu przypadnie rola beckettowskiego Estragona. Błazen-trickster, który burzy dotychczasowy porządek, przemienia się w pewnym momencie w wisielca, zarzucając sobie pętlę na szyję. Estetyka spektaklu przechodzi z serialowo-telewizyjnej w kierunku teatru absurdu. I tu pojawia się problem, bowiem niektóre zamysły i założenia reżysera wpisane w taki kontekst rozmywają się, tworząc efekt połowiczny. Miejscami ma się wrażenie, że Beckett nieco uwiera, a niektóre rozwiązania sceniczne wydają się chybione. Dlaczego na przykład Goneryla wchodzi na scenę z bębnem na plecach i co mają sugerować papierowe torby na głowach orkiestry? Czy obraz pomarańczowego słońca nad wielką dmuchaną zjeżdżalnią ma sygnalizować nam zmierzch panowania króla, a może coś zupełnie innego?

 

Jerzy Trela jako Lear zaskakuje temperamentem – beznadziejna sytuacja, w której się znalazł, niekiedy go bawi, kiedy indziej wzbudza lęk. Jego gesty są oszczędne, ale zdecydowane. Reżyser umiejętnie podkreśla obecność aktora na scenie, co odpowiednio oddziałuje na widza. Lear ze swoją świtą – „chórem starców” składającym się z emerytowanych aktorów i amatorów, stanowi niewątpliwy kontrast dla młodych aktorów. Miśkiewicz prowadzi ich nieco inaczej niż pozostałych, pozostawiając szersze pole do popisu. I tak Edgar Michała Wanio nabiera interesującego parodystycznego wymiaru, jego machanie szabelką wzbudza mimowolny śmiech. Świetny jest ekspresyjny i rozedrgany Paweł Tomaszewski, zwłaszcza jako Szalony Tomek, postać będąca rewersem Leara, którego szaleństwo unaocznia wszystkim nadchodzący rozpad świata. Znakomita jest debiutująca Monika Frajczyk jako Kordelia, początkowo nieco enigmatyczna, potem poraża w mocnej scenie sądzenia córek Leara. Jej obecność na scenie wydaje się być bardzo świadoma.

 

W finale przedstawienia na tylnej ścianie widnieją ostatnie słowa wypowiadane przez Edgara: „Dźwigać mu­simy smutnych czasów brzemię / mówiąc o fałszu to, co w sercu drzemie”. Miśkiewicz nie stawia optymistycznych diagnoz. Przepaść między młodszym a starszym pokoleniem pogłębia się, a reprezentanci żadnego z nich nie mają nawet ochoty tego zmieniać, zasklepiając się w sobie, we własnych kryjówkach. Podobnie jak Lear, który pożałuje tego dopiero na łożu śmierci.

 

Marcin Miętus

 

Kto wyciągnie kartę wisielca, kto błazna?

Według Króla Leara Williama Szekspira

 

Reżyseria i opracowanie muzyczne: Paweł Miśkiewicz

Scenariusz: Paweł Miśkiewicz

Scenografia i kostiumy: Barbara Hanicka

Reżyseria świateł i projekcje: Marek Kozakiewicz

Dramaturgia: Joanna Bednarczyk (PWST)

Obsada: Jerzy Trela, Tomasz Międzik, Monika Frajczyk (PWST), Dorota Godzic, Dominika Bednarczyk, Grzegorz Mielczarek, Michał Wanio, Paweł Tomaszewski, Jerzy Światłoń oraz Stanisław Cichoń, Stanisław Faliński, Adam Haraburda, Hubert Schaffer, Włodzimierz Żurek

Muzycy: Andrzej Czechowski, Ryszard Osiak, Eugeniusz Studnicki, Marek Włodkowski

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

premiera: 26.06.2015

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 + 2 =