Marek Skrzetuski: Specjalistka od głupich sytuacji

3 marca 2011

O spektaklu „Sceny niemalże małżeńskie Stefanii Grodzieńskiej” w Teatrze Ateneum.

Sceny niemalże małżeńskie / materiały teatru

I jak zwykle wszystko się kręci wokół jednego. Nieważne, czy sceny są małżeńskie, niemalże małżeńskie czy zupełnie nie-małżeńskie, i tak chodzi o to samo. Chodziło o TO Stefanii Grodzieńskiej, chodzi o TO Grażynie Barszczewskiej. Wielu zastanawia się, jak opowiedzieć o TYM, nie popadając w przesadny banał, jak by tu umiejętnie zmieszać lirykę i satyrę, by mieszanka ta nie wybuchła widzowi w twarz.

Grażyna Barszczewska wybrała trochę inną drogę. W duecie z dwadzieścia lat młodszym Grzegorzem Damięckim stworzyła spektakl miły, lekki i przyjemny. Nieaspirujący nadmiernie, rzeczywistość raczej opisujący, a nie ją analizujący. Trudno jednak nazwać to wadą – bo opisujący TO w sposób inteligentnie zabawny, pełen paradoksów i poniekąd ponadczasowy. Wielka zasługa w tym oczywiście tekstów Stefanii Grodzieńskiej, które stanowią bazę dla całego przedstawienia. Jednakże ich autorskiej interpretacji, wyborowi i zaprezentowaniu niewiele zarzucić można.

Aktorzy błyskawicznie nawiązują kontakt z publicznością – już w pierwszej, niby-teatralnej scenie, zgrabnie posługując się autoironią, wyzbyci jakichkolwiek kompleksów. Doskonały w swojej roli typowego mężczyzny Grzegorz Damięcki rozśmieszy do łez młodszą publiczność. Postać, jaką kreuje, prezentuje się chyba nawet lepiej od – dobrze wszak zagranej – przerysowanej kobiety, ze wszystkimi jej niezrozumiałymi dylematami, wiecznym nienasyceniem… Mówię tu oczywiście o roli Grażyny Barszczewskiej – która z pewnością rozbawi widza trochę dojrzalszego.

Na zdecydowany plus zaliczyć trzeba dobry głos aktorów w partiach wokalnych. Warto pochylić się chwilę nad tymi piosenkami – bo do powszechnie znanych melodii bez najmniejszego skrępowania dopisuje się tu nowe interpretacje, rozkosznie parodiując żyjące w społecznej świadomości obrazy. Sugestywna mimika, wartka akcja, ogólna „lekkość” dowcipu i gry aktorskiej świadczą o dobrym i przemyślanym układzie tego niedługiego, bo trwającego niecałe półtorej godziny spektaklu.

A sceny z „Scenach niemalże małżeńskich” są bardzo życiowe. Pełne przekomicznych porażek, pomyłek, głupstw. Sama Stefania Grodzieńska nazwała siebie „specjalistką od głupich sytuacji”. Taka też była jej twórczość – i taki jest spektakl w Teatrze Ateneum. To kilka ironicznie pięknych słów o TYM, dlaczego wciąż nam tylko TO w głowie i dlaczego nigdy TEGO się nie pozbędziemy. Bez recept. Bo recepty na TO nie ma, a jej poszukiwanie do niczego dobrego – poza kolejnym ciągiem zabawnych głupstw – nas nie doprowadzi.

I tyle chyba wystarczy. Krótka recenzja krótkiego spektaklu, który nadaje się na każdy humor i każdą porę dnia – niezależnie, czy będzie to mroźny zimowy wieczór, czy ciepłe wiosenne popołudnie.

Marek Skrzetuski

 

„Sceny niemalże małżeńskie”

na podstawie felietonów Stefanii Grodzieńskiej

Reżyseria i scenariusz: Grażyna Barszczewska,

Opieka artystyczna: Andrzej Poniedzielski,

Występują: Grażyna Barszczewska, Grzegorz Damięcki

Premiera: 25 lutego 2011, Teatr Ateneum

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten − five =