Maria Gustowska: Quo vadis, teatrze muzyczny?

15 listopada 2014

O spektaklu Rent w reżyserii Jakuba Szydłowskiego w Teatrze Rampa w Warszawie  

Rent/fot. Kinga Taukert

Rent/fot. Kinga Taukert

W 1996 roku odbyła się na Broadway’u premiera nowo napisanego przez Jonathana Larsona musicalu pt. Rent. Poprzez poruszanie takich tematów tabu jak homoseksualizm, narkotyki, transseksualizm oraz AIDS, miał skandalizować i zmuszać do myślenia. Sztuka odniosła ogromny sukces – zdobyła cztery nagrody Tony, nagrodę Pulitzera i wiele innych. Od tego czasu wystawiana była na całym świecie. Dwudziestego czwartego  października odbyła się wyczekiwana przez warszawskich fanów teatru muzycznego premiera spektaklu w Teatrze Rampa.

 

Można by pomyśleć, że spektakl, szokujący w 1996 roku, nie będzie w 2014 nikogo oburzać. We współczesnym teatrze tematyka AIDS czy homoseksualizmu nie jest niczym niespotykanym, a wręcz nagminnym. Jednak, chyba wciąż szokuje ona niektórych widzów teatru Rampa, w którym przed spektaklem z nagrania puszczana jest prośba o wyłączenie telefonów „ze względu na specyfikę miejsca”. Pocałunek dwóch mężczyzn wzbudził wśród niektórych obrzydzenie, które zostało przez nich wprost wyrażone okrzykami typu „O fu!”. Taka reakcja może być dowodem na to, że polscy widzowie „teatrów popularnych” nie są jeszcze na wszystko otwarci i spektakle takie, jak Rent mają rację bytu, zwracając uwagę na to, czego się nie zauważa w codziennym życiu. Zresztą widać, że Jakub Szydłowski starał się wydobyć z libretta tę społeczną tematykę, eksponując historię miłości Angela i Toma, a także nawiązując do nie tak dawnego „sporu o tęczę”. Gdyby tylko przy tej wizji pozostał…

 

Rent w swym założeniu nie jest jednym z komediowych musicali. Jest dowodem na to, że teatr muzyczny może poruszać również poważne problemy. Może lepiej by było, gdyby w taki tylko sposób podeszła do niego ekipa z Rampy. Niestety, w spektaklu dało się odczuć dziwny rozdźwięk między tematyką społeczną a dodanymi jakby na siłę elementami komicznymi, które powodując wybuchy gromkiego śmiechu, były bardziej żenujące niż zabawne. Wyglądało to, jakby uznano, że na tak smutny spektakl nikt nie będzie chciał przychodzić i w związku z tym trzeba wprowadzić fragmenty dostarczające widzom rozrywki, której mogą się po musicalu spodziewać. Można odnieść wrażenie, że autorzy spektaklu nie byli w stanie w pełni zaufać widzowi i odejść od popularnego w Teatrze Rampa repertuaru komediowego. Musieli więc w jakiś sposób Rent przetransformować.

 

Dodane na siłę również zostały elementy ściśle związane z XXI wiekiem. Nie ma nic złego w zamianie kamery Marka na smartfona, ale już scena z robieniem sobie „selfie” przez bohaterów-artystów, członków bohemy krytykujących komercję, zdawała się być sprzeczna z ich ideologią. Można odnieść wrażenie, że autorom spektaklu bardziej zależało na stworzeniu ładnie opakowanego, „fajnego”, ale pustego w środku produktu, niż naprawdę porządnego, przekonującego spektaklu. Wbrew opinii niektórych, wydaje mi się, że spektakle muzyczne mogą być czymś więcej niż tylko efektownym show.

 

Problemem, z którym zmagało się też „targówszczańskie” Rent jest kwestia zaplecza technicznego. Niestety, w niektórych piosenkach trudno było zrozumieć tekst śpiewany przez aktorów ze względu na muzykę zagłuszającą słowa. Jednakże, niewielka w porównaniu do innych teatrów muzycznych scena Rampy, w przypadku utworu Larsona okazała się atutem pozwalającym budować kameralną prawie atmosferę. W pomysłowy sposób wykorzystano loże i przerwę między rzędami VI i VII, w której aktorzy wykonali buzujące emocjami  La vie bohème, nawiązując bezpośredni kontakt z widzami.

 

W polskich inscenizacjach amerykańskich musicali zdarzają się niezgrabne tłumaczenia piosenek. W przypadku Rent nie było takiego problemu. Przetłumaczone przez Andrzeja Ozgę piosenki brzmiały bardzo dobrze i oddawały to, co ich anglojęzyczne pierwowzory.  Profesjonalni aktorzy-wokaliści, jak chociażby świetna Ewa Lachowicz (w roli Mimi) czy Łukasz Talik (jako Tom Collins), sprawili, że spektakl był taki jak być powinien: w pewnych momentach wzruszający, a w innych emocjonujący.

 

Rent może stać się pretekstem do podjęcia dyskusji o polskim teatrze muzycznym, który często jest niezauważany, nietraktowany poważnie i spychany na dalszy plan. Czy jest on w stanie poruszać ważne aktualnie tematy i autentycznie liczyć się jako dziedzina sztuki zaangażowanej? Może powinien pozostać wyłącznie sporadyczną rozrywką dla przedstawicieli klasy średniej? Czy powinien opierać się na jakiejś głębszej wizji, a może wystarczą tylko dobre piosenki i grupa świetnie śpiewających aktorów? Rent w Teatrze Rampa jest naprawdę dobrym widowiskiem, które czasami rozbawi, a czasami wzruszy.  Pytanie tylko, czy o to jedynie w teatrze muzycznym chodzi?

Maria Gustowska

Rent Jonathan Larson
Przekład: Andrzej Ozga
Teatr Rampa w Warszawie
Premiera: 24.10.2014
reżyseria: Jakub Szydłowski
kierownictwo muzyczne, aranżacje: Tomasz Filipczak
choreografia: Santiago Bello
scenografia: Grzegorz Policiński
Obsada: Jakub Wocial, Rafał Drozd/Konrad Marszałek, Ewa Lachowicz/Kamila Boruta, Łukasz Talik, Krzysztof Broda-Żurawski, Brygida Turowska, Agnieszka Fajlhauer, Julian Meere, Santiago Bello, Dominika Łakomska, Daniel Zawadzki, Weronika Bochat, Joanna Górniak, Mieczysław Morański, Maciej Gąsiorek, Małgorzata Duda-Kozera, Piotr Furman, Robert Tondera, Adrian Wiśniewski.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nine + 13 =