Martyna Bielińska: Chodzi o jakość

14 lipca 2012

Rozmowa z Grzegorzem Kwietniem – aktorem, członkiem Jury II Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Studenckich.

Martyna Bielińska: Jakie są Twoje oczekiwania w związku z II Ogólnopolskim Festiwalem Teatrów Studenckich, jako jurora i aktora?
Nie mam specjalnych oczekiwań, ponieważ bycie w jury jest dla mnie wciąż czymś nowym i nie w pełni komfortowym. I ciągle tak się czuję mimo tego, że już w zeszłym roku mierzyłem się z tą funkcją. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Zderzyć się z teatrem, niby tą samą dyscypliną, a jednak w zupełnie innym wydaniu. Liczę na to, że będzie jeszcze ciekawiej niż w zeszłym roku. Chcę być zaskakiwany.

Czy masz jakieś kryterium oceny festiwalowych propozycji teatralnych? Na co będziesz zwracał szczególną uwagę?
W tym jest cała rzecz, że ciężko stworzyć jakieś kryteria. Po pierwsze dlatego, że sztuka jest zjawiskiem niewymiernym. Po drugie – te przedstawienia są tak różne, że porównywanie ich graniczy z cudem. Bardzo interesują mnie takie rzeczy jak praca i jakość wykonania pomysłów. W wydaniu amatorskim to jest najbardziej interesujące, jeśli coś się udaje, może nie na granicy profesjonalizmu, ale jakości. Chodzi o jakość. Jeśli te amatorskie zmagania mają swoją jakość, która wciąga, to mimo że to jest inaczej opowiadane i że widać szwy, to zaczyna mnie to obchodzić.

Tegoroczne przedstawienia są bardzo różnorodne, od teatru rapsodycznego po musical. Czy ważne jest to, że któraś z form jest dla Ciebie bliższa?
Zwycięża jakość. Jeżeli coś jest po prostu dobre to to, czy mówi jest bez znaczenia. Jeśli ktoś, lub grupa, uzyskuje to „coś” na scenie, przykuwa uwagę, wzbudza emocje, prowokuje do zajęcia stanowiska wobec tematu, to wygrywa. Forma nie ma znaczenia.

Jaki masz stosunek do teatrów studenckich, będących przeważnie zjawiskiem mieszanym, mającym znamiona działań amatorskich, ale także profesjonalnych?
Jeżeli wszystkie aspekty tej synkretycznej gmatwaniny jaką jest teatr w wydaniu studenckim, amatorskim są składowymi, które biją do jednej bramki, to jest to wartość, na którą zwracam uwagę. Propozycja przemyślana, rzetelnie wypracowana i konsekwentna jest dla mnie wyznacznikiem wartości, profesjonalizmu w ramach amatorskiego działania. Głównymi walorami studenckiego teatru są pasja i serce wkładane w pracę – to, że człowiek chce, zasuwa i niemal bez środków finansowych itp. udaje mu się osiągnąć to „coś”, co jest ciężko nazwać.

Często podczas rozmów z członkami teatrów amatorskich pada zdanie, że nie dyplom jest wyznacznikiem dobrego aktora. Czy zgodziłbyś się z tym twierdzeniem? Czy jednak za dyplomem kryje się rzemiosło będące bazą aktorstwa?
Ja unikam wycieczek na amatorów. Na to zagadnienie patrzę głównie przez pryzmat doświadczeń „serialowych”. Moim zdaniem ważne jest to, co sobą reprezentujesz. Jeśli ktoś jest lepszy, niech gra. A że bywa z tym wciąż różnie… trudno.

Często ludzie zawodowo związani z teatrem podkreślają, że zaczęli od teatru amatorskiego. Jak jest w Twoim przypadku?
Było coś takiego. Jestem z Rzeszowa i pamiętam, że starsi koledzy zaprosili mnie do współpracy. Byłem jeszcze w ogólniaku, oni byli studentami i w wojewódzkim Domu Kultury przygotowywaliśmy przedstawienie, trochę w rodzaju „teatru studenckiego”. Zrobiliśmy Pierwiastek z minus jeden Mariana Hemara, ja grałem Anioła, Mecenasa. Taka wesoła ramotka, była to jej polska prapremiera. Niezwykle miło wspominam ten czas.

Dziękuję za rozmowę.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen − sixteen =