Martyna Bielińska: Rozmowa z Teatrem Studenckim Cezar

13 lipca 2012

Martyna Bielińska: Czym jest dla Was teatr studencki?
Teatr Studencki Cezar: Wszystkim a jednocześnie niczym szczególnym. Teatr jest wszystkim gdy stoisz na scenie. Jest żywą emocją, gestem, myślą. Zbiorem tego, co czyni mnie tym, kim jestem. Jest także odzwierciedleniem osób, które znam lub nie znam. To zapach drewnianej podłogi, energia osób stojących obok i siedzących naprzeciwko, ciepło reflektorów i bicie własnego serca. W tym momencie teatr jest wszystkim aż się nim zachłyśniesz. Ale gdy ta przysłowiowa kurtyna opada, każdy z nas idzie w swoją stronę, a teatr staje się tylko kolejnym punktem w planie dnia. Łatwo o patos myśląc o teatrze, a przecież to też forma spędzania wolnego czasu, poznania nowych ludzi. Ta granica pomiędzy zatraceniem się a powrotem do rzeczywistości jest ważna i dla każdego z nas znajduje się gdzie indziej.

Co było bodźcem do własnych teatralnych poczynań?
Każdy z nas już wcześniej miał apetyt na teatr. Kółka teatralne, akademie szkolne. Byle się gdzieś pokazać, kreatywnie spędzić czas. To przecież świetna frajda tak wejść na scenę i udawać kogoś innego. Poczuć ten dreszcz tuż przed spektaklem. Usłyszeć owację. Móc poplotkować o tym, co się nie udało. Czasem bodźcem jest jakaś nieokreślona wewnętrzna potrzeba, a czasem zbieg okoliczności czy namowa innej osoby. Bo do teatru tak samo często trafia się z przypadku jak i z ogromniej potrzeby serca.

Skąd czerpiecie inspiracje?
Aby zbudować role czerpiemy z siebie i innych, a więc z własnych doświadczeń, przemyśleń i emocji, ale też z doświadczeń innych osób które poznaliśmy, widzieliśmy lub tylko czytaliśmy o nich. Scenariusz naszego spektaklu „Jestem tylko Ja” mimo że opowiada historie fikcyjnych osób, to inspiracją dla nich były fragmenty maili, przebytych rozmów i zasłuchanych wywiadów.

Jaką rolę pełni widownia w Waszej koncepcji teatru?
Dla nas definicja teatru zawsze zakłada pewną wymianę się tą energią z widownią wszystko nabiera sensu, staje się całością.

Z jakimi problemami borykają się teatry studenckie?
Jednym ze smutnych przykładów jest brak funduszy. Gdy zaczynaliśmy naszą przygodę z teatrem studenckim byliśmy nastawieni do braku pieniędzy jako wyzwania, które da się ominąć zwykłą pomysłowością. Ale prawda jest taka, że bez wsparcia finansowego nie ma co marzyć o odpowiednim oświetleniu, nagłośnieniu i akcji promocyjnej. Skserowane plakaty bledną w cieniu ogromnych banerów promujących piana party w pobliskim klubie. To się wiąże z drugim problemem, a mianowicie z mobilizacją studentów, których niełatwo namówić do pofatygowania się wieczorem na spektakl, który przecież z myślą o nich jest realizowany. A teatr nie jest przecież pożywką dla wysublimowanych koneserów sztuki klasycznej i do tego trudno przekonać brać studencką.

Co jest najważniejsze w pracy nad spektaklem?
„Nie udawaj, bądź” to najważniejsze słowa w naszym teatrze. Zamiast zagrać złość. Naprawdę się zdenerwuj. Nie układaj twarzy w znany grymas smutku, tylko znajdź w sobie tę emocję. Każdą postać trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze i znaleźć w niej punkty styczne, znaleźć w niej siebie. Naprawdę czuć.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fourteen − 12 =