Mateusz Kaliński: Bełkot. 21 stycznia 2017

26 stycznia 2017

Bełkot/Mateusz Kaliński

Rozkurz pociągowy I

On i On

W pociągu obok mnie dwóch panów w moim wieku. W dłoniach po Królewskim. Nogi podskakują im nerwowo, jak dwa metronomy (tik-tak, tik-tak), jeszcze trochę, a rozbujają cały wagon. Z telefonów puszczają jakieś blokerskie impresje – próbują rapować, ale wychodzi im jedynie mamrotanie pod nosem, kompletnie pozbawione rytmu.

– Ej, czemu nie mieszczą mi się nogi?

– Bo masz za duże jaja, hehehe.

– Hehehe.

Hehehe. Pociąg staje przed zachodnią, ucicha stukot kół. Jeden z nich pyta: co się stało? Kolega odpowiada: nie ma swoich torów, nie ma swojej ścieżki. Zapanowało milczenie, milczą (milczymy) dłuższą chwilę. Nagle jeden z nich krzyczy:

– Gruchę to ty mi możesz zwalić!

Wprawia tym swojego kolegę (i mnie) w konsternację. Kolega pyta: co się stało? Zamiera w oczekiwaniu (ja zamieram także).

­– SMS-a dostałem – wygląda przez okno i dodaje – To jest Ochota, to nie żadna plota.

 

Pociąg/rys. Alicja Szewczyk

Pociąg/rys. Alicja Szewczyk

Rozkurz pociągowy II

Ona i On

On: jest jakiś dziwny, jest artystą.

Ona: no to musi mieć depresję.

On: dlaczego?

Ona: wszyscy artyści mają depresję.

On: naprawdę?

Ona: tak, znałam kiedyś jedną artystkę i miała depresję.

 

Rozkurz balkonowy

(ja)

Stoję na balkonie i nic nie widzę. Słyszę krzyczących wesoło ludzi, słyszę przejeżdżające samochody, ale nie jestem w stanie ich dostrzec. Wszystko okrył smog. Oblepił dokładnie brudnoszarym płótnem, ochronił przed moim wzrokiem. To, co w zasięgu stu metrów, jest ledwie widoczne. Drzewo naprzeciwko mojego balkonu z trudem przebija się swoim ciemnym zarysem przez chmurę, niewyraźne, rozmazane, jak sen pijaka, albo jak inne drzewa, przypadkowo po przydrożnych polach porozrzucane, walczące z mgłą o wschodzie słońca. Wydaje mi się to niezwykle pięknym obrazem. Pięknym, choć zabójczym.

 

Rozkurz w metrze

(ja)

Przepraszam,

czy to Pani nogi?

ładne bardzo,

ale czy na pewno Pani?

ale czy na pewno nogi?

 

Rozkurz w Eufemii

(ja)

Usłyszałem, że całkiem nieźle wychodzi mi opisywanie. Ale przecież nie jest to do końca prawda. Nie jest tak, że ja coś opisuję. Raczej podkradam i modeluję według nastroju. Nie daję zbyt wiele w zamian.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten + four =