Mateusz Kaliński: Bełkot. 25 października 2016

27 października 2016

Słucham Prawego do lewego Kayah i Bregovića. I co? I nic. I w tym „nic” zawiera się istota całego problemu z tą piosenką, ponieważ nie tylko jej wcześniej nie potrafiłem słuchać, lecz całą twórczość duetu omijałem jak najszerszym łukiem. Nie było to wcale spowodowane odmiennym gustem muzycznym. Jako dziecko, młode bardzo dziecko, słuchałem Prawego do lewego z ogromną przyjemnością. Jednak z tym utworem wiąże się jedna z największych traum wieku dziecięcego.

Pisząc lub mówiąc „wiek dziecięcy” mam na myśli epokę w sensie, powiedzmy, historycznym. Nie jest to oczywiście historia w rozumieniu globalnym, czy choćby lokalnym, lecz z dzisiejszej perspektywy widzę ten okres jako odrębny, utracony bezpowrotnie świat. Co prawda czasem lubię zagłębiać się w latach minionych, jednak bliżej temu do zwiedzania rzeczywistości kogoś innego, niż do wspominania jako takiego. Wiek dziecięcy jest niczym Księga Rodzaju, dwa pierwsze rozdziały, tuż przed wygnaniem z Edenu. Jest to mitologia i zdarzenia w niej zawarte są tak samo realne. W wieku dziecięcym miałem okazję poznawać głowy państw i celebrytów dowolnie wybranych i to oni mnie odwiedzali w dużym pokoju postkomunistycznego Olimpu. Czy byłem wtedy bardziej jak Adam, czy bardziej jak Zeus? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Równie dobrze mogłem być Minotaurem lub Kainem. Może już wtedy szykowałem się do opuszczenia Itaki. Najbardziej w zanurzaniu w wieku dziecięcym lubię atmosferę nierzeczywistości, która pozwala mi z tym światem robić co tylko chcę. Kształtować i zniekształcać według własnych pomysłów i potrzeb.

Gdzie w wieku dziecięcym znajduje się Prawy do lewego? Jak wspomniałem, do pewnego momentu podobała mi się ta piosenka, zaś momentem, w którym zmieniło się moje postrzeganie, było pierwsze obejrzenie teledysku, akurat nadawanego w telewizji pewnego jesiennego wieczoru (jedynie zakładam, że była to jesień ze względów stylistycznych). Po emisji klipu puszczono reklamę, która miała mnie prześladować przez kolejne lata. Zobaczyłem portret ślubny w starym stylu ­– delikatnie uśmiechnięci, rumiani państwo młodzi. Nagle twarz mężczyzny zaczęła odpadać jak stary tynk ze ściany i gdy cała odpadła, w istocie została biała ściana. Spot prawdopodobnie (ale brak też pewności) dotyczył kampanii społecznej związanej z chorobą Alzheimera. Przerażające w niej było zdeformowanie rzeczywistości, która mi kojarzyła się z czymś przyjemnym i bezpiecznym. Tego typu portrety zawsze przywoływały fotografię ze starego domu podkarpackich dziadków.

Będąc starszym zastanawiałem się czego tak naprawdę dotyczyło moje przerażenie. Tak samo dziś snuję jedynie domysły. Czy to chodziło o deformację dobrze kojarzącego się obiektu? Właściwie na podobnym schemacie zbudowano kilka filmów grozy. Tylko czy strach przed „ludźmi bez twarzy” był przed obejrzeniem spotu czy po? I czy w ogóle był jakikolwiek spot? Szukałem później wielokrotnie i nic. Czyli możliwe, że wszystko wymyślone. Może to strach przed utratą tożsamości. Tylko czy nie za wcześnie na takie lęki? Nigdy nie zastanawiałem się, kiedy człowiek zaczyna to odczuwać. Kto wie, czy nie rodzimy się z taką obawą. Sama piosenka z czasem przestała wzbudzać dreszcze i niepokoje. Znak dorosłości? Bo czy poważne lęki ot tak mijają? Symbole może i tak, ale lęki?

Słucham Kayah i Bregovića i nic. Dziwne jest to nic. To konkretne pięknie wpisuje się obecną sytuację pogodową. Robi się chłodno, liście spadają, a ja od trzech tygodni chodzę mokry, bo zapominam parasola (zapominam celowo?). Ale i to napawa znudzeniem. Zawsze lubiłem deszcz, a teraz słyszeć o nim nie mogę. Co będzie z ulubioną zimą? Póki co, jednak pozwalam, by jesień wyzwalała duchy minionych wieków. A przy duchach będąc – zbliżają się Dziady. Trzeba świeczki wyciągnąć z szuflad.

Mateusz Kaliński

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 + nine =