Mateusz Kaliński: Bełkot. 25 września 2016

29 września 2016

Właściwie to planowałem napisać tekst o czymś zupełnie innym. Dlaczego więc zamierzam podjąć omawiany burzliwie w dniach, tygodniach i miesiącach ostatnich temat aborcji? A konkretniej, ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne? Czy z potrzeby serca? Poczucia obywatelskiego obowiązku? Wściekłości?

A wściekłość jest i to niemała.

26 września 2016

Czy wściekłość dziś podburza? I to jak jeszcze! Lecz w inny sposób. Okrzepła nieco się wydaje, acz w rzeczywistości jest wielokrotnie głębsza. Sytuacja wydaje mi się na wskroś kafkowska i trudno mi w to uwierzyć. Z ust wielu prominentów wylewają się potoki żółci i absurdu. Potoki głupoty, które jakby ożywione, pragną zająć telewizory i ekrany komputerów, zaś strony gazet, pierwsze i następne, zabarwić zgniłozieloną breją. Zdaje się maleć człowiek wobec ogromu durnoty, lecz co mu zostaje, jak nie próby ochrony resztki tożsamości? Bo walka toczona nie jest jedynie walką o prawo do aborcji, lecz także o prawo do tożsamości. Cóż zostaje na tym świecie, kiedy ktoś odbierze ciało?

Wściekłość i smutek przeciwstawiam barbarzyństwu i głupocie. Dużo to czy mało? Pójście na manifestację coś znaczy? Pokazać się w tłumie, większym lub mniejszym ma jakiś sens? Wszak najprawdopodobniej protest nie zostanie wysłuchany. Zastanawiałem się nad tym podczas kwietniowych manifestacji, a szczególnie w czasie pierwszej, zorganizowanej trochę naprędce, na chybcika. Jednak brak niedociągnięć wcale nie umniejszał znaczenia, a może nawet wręcz przeciwnie – pokazał zdolność do szybkiej reakcji. Zebrał się niemały tłum i w tym tłumie czuło się moc. Może nie od razu moc zmian, lecz niezachwianego sprzeciwu. Publiczna dyskusja na temat aborcji w mojej opinii przeprowadzana jest na zasadzie czarno-białych cięć szermierczych. A to, o czym tak chętnie wydajemy sądy bezsporne problemem jest diabelnie skomplikowanym, względnym i wielopoziomowym. Bo jak to rozstrzygnąć? Dać wolność i wybór zostawić sumieniom kobiet? Szukać kompromisu? Czy zakazać kompletnie? A do takich rozwiązań teoretycznie prowadzi droga. Co prawda jedna ustawa wylądowała w koszu, co trochę pachnie arogancją. Należy także pamiętać, że nie tylko o aborcji tu mówimy, ale między innymi także o in vitro, które również wzbudza emocje.

Rozbija się dyskusja o skrajne postawy, a skrajność chyba nie jest rozwiązaniem. Trudno też o wypracowanie (i słowo „wypracowanie” podkreślam wielokrotnie) własnej postawy, kiedy zalewa nas wspomniana fala nieczystości. Schopenhauer napisał, że stosując chwyty erystyczne każdą dyskusję można wygrać. Owszem, można. Tylko po co?

29 września

Kilka dni temu siedziałem z niejaką M. przy kawie w kawiarni w centrum i mieliśmy okazję obserwować manifestujących pracowników wszelkich zawodów medycznych. Kilka ulic dalej odbywał się marsz KOD-u. Odczytywano także nazwiska posłanek i posłów, którzy zagłosowali za odrzuceniem projektu obywatelskiego łagodzącego ustawę antyaborcyjną. To burza w szklance wody czy jednak coś dużego się dzieje? 3-ego października ma odbyć się „Ogólnopolski strajk kobiet! Polish woman on strike!”, na którym obecność zadeklarowało 61 tysięcy osób, zaś kolejne 76 tysięcy oznaczyło się jako „zainteresowanych”. Niewątpliwie przyjdą osoby o różnych przekonaniach. W rozmowach z wierzącymi i praktykującymi katolikami, ludźmi, którzy zgodnie ze stanowiskiem kościoła właściwie powinni odrzucać aborcję, wielokrotnie wyczuwałem niepewność. Bo i trudno tu o jakąkolwiek pewność. Zgodnie ze słowami ks. prof. Stanisława Warzeszaka kościół co prawda dopuszcza aborcję, gdy chodzi zagrożenie życia matki (dotyczy tylko życia, a nie zdrowia), lecz wskazuje potrzebę heroizmu. Trudno mi się zgodzić z postulatami Ordo Iuris. Dlatego też utożsamiam się z tak zwanym „czarnym protestem”, który tak naprawdę jest żądaniem prawa do życia, zdrowia oraz wyboru i wyrażam sprzeciw. Sprzeciw wobec ustawy antyaborcyjnej oraz wobec wielu innych działań, które w mojej opinii są atakami na moją i innych wolność i tożsamość. Atakami rozpaczliwymi, ponieważ mają zapobiec wymykaniu się rzeczywistości spod ciasnych i sztucznych norm kulturowych. Każe to zastanowić się, czy świat jest taki, jakim go opisujemy?

W momencie pisania tych słów słucham Warszawy Davida Bowiego. Utwór ten zawsze wywoływał we mnie silne oraz depresyjne uczucie przytłoczenia i teraz odnajduję pewne podobieństwo z Warszawą obecnie. Zastanawiam się, czy nie wyolbrzymiam i jest to jedynie kwestia emocji towarzyszących mi przy pisaniu, czy może przytłoczenie staje się realne. I zastanawiam się także, do czego to wszystko prowadzi?

Mateusz Kaliński

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 + 9 =