Mateusz Kaliński: O selfie

7 września 2016

Popularne obecnie jak mało co. Raz kontrowersyjne, a raz naturalne. Czy pojawiło się wraz z nadejściem współczesnego społeczeństwa i człowieka, czy może jedynie odpowiedziało na odwieczną potrzebę?

Selfie Mateusza Kalińskiego

Selfie Mateusza Kalińskiego

Pierwsza myśl: przypomina selfie mit o Narcyzie, który wpatrywał się urzeczony w swoje odbicie. Zdumiał się nad swą pięknością i z owego zdumienia zrodziła się najzwyklejsza miłość[1]. Czyli fotografowanie samego siebie można uznać za równoznaczne z zakochaniem w sobie? Już postawienie tego pytania pokazuje, jak mylne jest porównanie fotografowania samego siebie z Narcyzem. Czym więc taka fotografia, znana szeroko jako selfie, w istocie swojej jest? Wydaje się, że skoro uwiecznianie przedmiotu ma oddać lub utrwalić jego cechy, obraz, to celem tego typu autoportretu byłoby to samo.

Selfie najczęściej wykonuje się aparatem dostępnym w telefonie komórkowym, co jest teoretycznie warunkiem pierwszym. Smartfon daje możliwości szybkiej edycji oraz szybkiej publikacji. Cały proces, czyli wykonanie zdjęcia, kadrowanie, nakładanie filtrów według uznania i pokazanie go światu, odbywa się błyskawicznie. Możemy śledzić reakcje oraz na nie odpowiadać. Zdjęcie w każdej chwili możemy skasować. Innymi słowy mamy iluzoryczną kontrolę. Bogaty wybór prostych w obsłudze środków edycji sugeruje, że jest to nawet kontrola nad rzeczywistością.

Narcyza oraz autora selfie łączy obiekt zainteresowania, czyli „ja”. Jednak osoba fotografująca/fotografowana, wykorzystując narzędzia kontroli, próbuje wpływać na obraz, czyli obiektowi niejako przeczyć, co stoi w wyraźnej opozycji do intencji Narcyza. Publikowanie zdjęcia poddanego obróbce to nic innego jak utrwalanie wizji. Dodatkowo telefony komórkowe dały nam możliwość tworzenia całej narracji (w stopniu o wiele bardziej zaawansowanym, niż wcześniej pozwalały możliwości techniczne), której bohaterem jest wykreowane „ja”. Narracja tego typu opiera się w dużej mierze na wysokim poziomie subiektywizmu oraz czasie publikacji i reagowaniu na odbiór.

Należy zastanowić się nad subiektywizmem takiej narracji. Jeśli fotografujemy zielone jabłko, to uwieczniamy je nie tyle takim, jakie jest, ile takim jakie my, czyli autorzy fotografii, je widzimy. Obraz przedmiotu jest zapisem jego postrzegania. Czy w takim razie selfie jest zapisem tego, jak sami siebie postrzegamy? W pewien sposób realizuje to narcystyczną miłość własną, jednak pojawiają się wątpliwości co do tak jednowymiarowego rozstrzygnięcia. Bo czy nie jest też tak, że taki autoportret jest zapisem tego, jak chcielibyśmy być postrzegani oraz jak sami siebie chcielibyśmy postrzegać? Rozwija się to w obrębie pojedynczej fotografii, lecz także (a może nawet przede wszystkim) w obrębie całej serii zdjęć, które, biorąc pod uwagę ich opisy oraz kolejność umieszczania, sprawiają, że platformy takie jak Facebook czy Instagram, ze względu na wszechobecną autokreację, stają się zbiorami fotograficznych autobiografii/autoreportaży. Zataczam coraz szersze kręgi i w tym miejscu mógłbym stwierdzić, że selfie niekoniecznie musi być fotografią samego siebie. Owszem, teza wymaga rozszerzenia pojęcia selfie, jednak wysoki poziom subiektywnego postrzegania sprawia, że fotografując dowolny przedmiot, tematem zdjęcia pozostaje „ja” lub rozwija się w „ja wobec rzeczy/świata”. Można nawet zaryzykować i powiedzieć, że selfie przestało być wyłącznie techniką wykonywania fotografii, lecz stało się wytworzonym samoistnie nurtem.

Cykle zdjęć opowiadające o własnym życiu poprzez celowy lub przypadkowy montaż mają sprawić, że odbiorca uwierzy w wyjątkowy status autora. Przypomina mi to trochę znane wcześniej związki takie jak pisarz-czytelnik czy zespół muzyczny-widownia. Kiedy myślimy o pisarzu, to wyobrażamy sobie go przy maszynie, komputerze lub piórze. Czasem zaczytanego, czasem zamyślonego. Muzyków widzimy przy nagrywaniu płyty lub na koncercie. Działania przypisane do roli. Podobnie to wygląda przy cyklach dokumentujących życie prywatne. To co jest pokazywane, to narracja od zdjęcia do zdjęcia, a czas pomiędzy nimi nie istnieje. Susan Sontag w zbiorze esejów O fotografii napisała, że fotografie potrafią zapaść w pamięć mocniej niż filmy, ponieważ rejestrują oddzielne jednostki czasu, a nie jego przepływ[2]. Dodatkowo zdjęcia minimalizują przypadkowość – obiekt zainteresowania może pojawić się niespodziewanie, jednak wykonanie zdjęcia jest raczej kontrolowane. Jeżeli głównym tematem zdjęcia jest „ja”, zmienne są jedynie okoliczności. Łatwiej oddać wizję. Łatwiej tą wizją zainteresować i jednocześnie ją zapisać w świadomości odbiorcy. To może być jeden z celów takich cykli, czyli wyidealizowanie własnego życia i utrwalenie tego obrazu zarówno w oczach odbiorcy, jak i nadawcy. Udowodnienie jego ponadprzeciętności.

Przede wszystkim te cykle pokazują, kim autorzy chcieliby być. Pokazują, jakim życiem chcieliby żyć, jakimi ludźmi się otaczać. Wszystkie ujęcia, miny, gesty uwieczniają wizję. Generują poczucie humoru, urodę, atrakcyjność czy aktywność w życiu społecznym. Na podobnych zasadach odbywa się kreowanie wrażliwości, talentu, pasji czy wiedzy, co pozornie wydaje się subtelnym przedstawieniem. Wynika z tego nowa, szersza definicja selfie: jest to zdjęcie, które podmiot wykonuje, aby wykreować swój obraz – podmiot wyimaginowany. To on zostaje przedstawiony, jednak reakcje, które wywołuje, przypisywane są podmiotowi rzeczywistemu. Selfie jest zastępstwem, wizją siebie, którą podmiot tworzy, aby ją zaprezentować i żerować na wzbudzanych przez nią reakcjach odbiorców. Warto zauważyć, że tworzony obraz ponadprzeciętności zazwyczaj wpisuje się w utrwalone kanony. Możliwe, że chodzi o wpisanie się w nurt wyjątkowości, która nie odbiega od najważniejszych trendów. Jestem taki jak wszyscy, co czyni mnie wyjątkowym.

W tym miejscu warto pokusić się o próbę wskazania podstawowych funkcji selfie. Jako że tematem głównym jest „ja”, najważniejszą funkcją byłaby funkcja prezentacji lub/i kreacji, prowadząca w efekcie do funkcji wyróżniającej. Opcjonalnie występuje wartość zaginania rzeczywistości. Skoro selfie jest kreacją, to czy podmiot przeobraża się w przedmiot? Wydaje się, że jest to gra własnym wizerunkiem, co oznaczałoby, że podmiot wyimaginowany tylko markuje podmiotowość.

Fotografować obiekt to nadać mu nową, ważniejszą rangę. Fotografowanie siebie byłoby więc podnoszeniem rangi samego siebie. Jednak skala zjawiska selfie zrównała wszystkie przypadki występowania tych autoportretów. Przy tym zjawisku trudno mówić o inspiracji. O wiele bardziej przypomina to naśladownictwo. Wysyp fotografii konkretnego typu powoduje pojawienie się kolejnych. Użytkownikom Instagrama czy Facebooka nietrudno pewnie zauważyć szybko przemijające trendy na pozy, filtry, przedmioty. W takich wypadkach funkcja mająca wyróżnić zdjęcie przestaje działać. Intencja staje się jeszcze bardziej fałszywa, ponieważ nie jest nią próba oddziaływania na odbiorców, lecz przede wszystkim na siebie samego. To nie publika ma być oczarowana, lecz autor.

Osobną kwestią jest wykorzystanie selfie w celach artystycznych. Wydaje się to o wiele bardziej złożone. Co w takich wypadkach motywuje wykonanie takiego zdjęcia? Czy jest to chęć wpisania się w nurt, czy raczej zaznaczenie swojego ironicznego stosunku? Zastanawiające jest także to, czy intencje są uczciwsze. Jeżeli wykonuję fotografię swojemu odbiciu w lustrze lub szybie aparatem analogowym, to teoretycznie powinienem przeczyć przynajmniej funkcji działania w czasie rzeczywistym. Jednak w końcu wywołam zdjęcie z kliszy, zeskanuję i umieszczę je na jednym z portali społecznościowych. Przyjmuję pozę ironisty czy nadaję temu zdjęciu inne znaczenia? Jakim interpretacjom może ono podlegać? Selfie w zamierzeniu artystyczne cechuje się pewnym poziomem kreatywności. Zmienny jest sposób wykonania, technika, bardziej zaawansowana edycja. Temat, czyli „ja”, także stara się przeobrażać. Może umieścić je w konkretnym nurcie estetycznym, opis może być bardziej enigmatyczny (autorski lub cytowany). Jednak w tym wypadku granica między sztuką a kiczem (pomijam estetykę kampu) jest cieńsza niż w innych wypadkach. Czyniąc siebie tematem, trudniej o trzeźwą ocenę. Oczywiście nie jest moim celem odmawianie selfie artystycznego potencjału. Wszak wiedza o funkcjach jakie ono w sobie zawiera sprawia, że może powstać interesująca fotografia lub nawet cały cykl.

Selfie wydaje się być jednym ze znaków współczesności, co nadaje mu pewną płynność. Selfie może być zarówno mniej lub bardziej świadomą kreacją, lecz między innymi także satyrą, sztuką czy nawet reportażem. W czasach najpowszechniejszego w historii dostępu do fotografii, kiedy niemal każdy korzysta z możliwości rejestrowania rzeczywistości, selfie w dodatku do swoich funkcji podstawowych, umożliwia występowanie także funkcji innych technik lub konwencji fotograficznych. Główny temat pozostaje ten sam, jednak autor ma do dyspozycji względnie dużą przestrzeń do wykorzystania, do przeniesienia innych treści. Kto tworzy, trendy ustalić nietrudno. Są to ­­osoby o największym zasięgu. Jednak, co umożliwiły platformy społecznościowe, dystans zostaje skrócony do stopnia, w którym jest niemal niezauważalny. Co prawda jest to złudne wrażenie, nie zawsze w praktyce funkcjonujące, lecz wciąż pozostaje możliwość bezpośredniego reagowania oraz poczucie bliskości.

Wielokrotnie słyszałem opinie skrajne, które rozciągały selfie grubo ponad materiał, z którego zostało wykonane – od sprzedawania prywatności po jeden z warunków istnienia w świecie. Można wręcz pokusić się o nakreślenie czarno-białej oceny, w której przeciwstawiam sobie ekshibicjonizm i wstydliwość. Myślę jednak, że na prawdę o selfie składa się zarówno ekshibicjonizm oraz wstydliwość. Pozostało odpowiedzieć na pytanie: czy warto robić selfie? Otóż, mimo wszelkich zastrzeżeń, pułapek i fałszów wizerunkowych, dlaczego nie? Wszak unikając jak diabła konkretnej formy, wpadamy w inną.

Mateusz Kaliński

[1] J. Parandowski, Mitologia. Wierzenia i podania Greków i Rzymian, Iskry, Warszawa 1982, s. 99.

[2] S. Susan, O fotografii, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2009, s. 25 –26.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty − eleven =