Michał Rogalski: Nieufność wobec księżniczki

30 września 2015

O spektaklu Iwona, księżniczka z Burbona w reżyserii Leny Frankiewicz w Teatrze Powszechnym w Warszawie

Iwona, księżniczka z Burbona/fot. Magda Hueckel

Iwona, księżniczka z Burbona/fot. Magda Hueckel

Realizacje współczesnego polskiego dramatu nigdy nie są pomysłem głupim. Trzeba jednak zachować wobec nich krytyczny dystans i nie dać się im uwieść. A Iwona, księżniczka z Burbona niewątpliwie jest uwodzicielska i zwodnicza.

 

Czyś jest duży, czyś jest mały, w tej przestrzeni poczujesz się z pewnością atrakcyjnie. Zamiast aksamitnych foteli – huśtawki na łańcuchach. Zamiast wyraźnego podziału na scenę i widownię – umieszczenie widzów dookoła przestrzeni akcji i zagarnięcie ich przez wydarzenia. Przestrzeń sceniczna w Iwonie, księżniczce z Burbona zaprojektowana została tak, aby pokazać odbiorcy, że wszystko, co dzieje się na scenie tak naprawdę go dotyczy, jest blisko i o nim, a nie gdzieś w oparach abstrakcji czy na koturnach poezji.

 

Nie znaczy to oczywiście, że dramat Magdy Fertacz, który stanowi podstawę spektaklu, nie był poetycki i wpadał w ton reportażowy. Już sam jego tytuł wskazuje, że mamy do czynienia z grą nie tylko z rzeczywistością warszawskiej Pragi czy dowolnie innego miejsca, gdzie zaniedbane spotyka się z nieprzyzwoicie bogatym. Przedmiotem gry są także Gombrowiczowskie tropy, metafory, język i wreszcie sama akcja, bo punkt wyjścia jest w istocie taki sam. Pochodząca z rodziny z problemem alkoholowym Iwona (Karolina Adamczyk) wpada w oko bogatemu młodzieńcowi (Michał Czachor), który postanawia wprowadzić ją na salony swego apartamentowca, wciągając jednocześnie w upokarzającą grę w szyderstwo i obśmianie.

 

Nie wiadomo właściwie dlaczego Iwona trafia do bogatego domu swojego nibychłopaka, dlaczego daje się poniżać jego koleżance Loli (Julia Wyszyńska) i jego rodzicom (Eliza Borowska i Michał Sitarski). Prawdopodobnie to siła inercji, bezwładne poddanie się czyjejś fascynacji, brak czasu, chęci lub pomysłu, aby wyrazić sprzeciw. To zbliża Iwonę w dramacie Fertacz do Iwony Gombrowicza, lecz na tym też owo podobieństwo się kończy. U Gombrowicza Iwona przez swoją niezborność i niedopasowanie powoduje zacinanie się dworskiej machiny, prowokuje wszystkich możnych tamtego świata do roztrząsania sensu jej słów, budzi w nich strach i fascynuje. Iwona z blokowiska jest wcieloną biernością. Każde jej słowo i zdanie zostaje bez problemu skwitowane szyderstwem. Na każdą jej reakcję znajduje się odpowiedź i mimo że budzi zdziwienie, to nie jest dla bohaterów trudne, ale przypomina raczej zdziwienie z zoo, kiedy oglądający widzi wyjątkowo brzydkie zwierzę, ale mimo że się dziwi, to jakoś sobie z całą tą sytuacją radzi i wręcz spodziewa się tego zdziwienia.

 

Tak można by interpretować zresztą leitmotiv całego spektaklu – powtarzane przez bohaterów określenie Iwony: „małpa bardzo brzydka”. Zagęszczenie tego epitetu jest wręcz fizycznie trudne do wytrzymania. Nie stanowi to wcale wady tekstu, ale świadczy raczej o dobrym uchu dramaturżki do polszczyzny, która karłowacieje i ratuje się nieustanną repetycją użytecznych schematów. Zresztą – arystokracja loftów i apartamentowców to nie to samo, co arystokracja postfeudalna z Gombrowicza i przedwojennej rzeczywistości, która z językowej ekwilibrystyki uczyniła jeden z fundamentów swojego istnienia.

 

W dramacie Fertacz widać dobre wyczucie rzeczywistości, choć muszę przyznać, że ostateczne rozwiązanie akcji budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony to wspaniale, że autorka i realizatorzy spektaklu nie poszli w natrętny dydaktyzm, który kazałby bohaterce wziąć się za siebie i na drodze upartej pracy i wysiłku spełnić sen o dobrym, bogatym życiu. Z drugiej jednak strony, końcowe osunięcie się dziewczyny w swoje pierwotne środowisko i powrót do dawnego chłopaka (Jacek Beler) i jego niecnych tajemniczych sprawek daje się interpretować wielorako. Romantyczna aura, jaka towarzyszy zejściu się pary nasuwa nawet na myśl interpretację, że mamy do czynienia ze swoistym happy endem. Pod spodem siedzi tu oczywiście ironia, ale czy jest ona czytelna dla młodego widza – nie wiem.

 

Nie chcę wchodzić w rolę sumienia narodu i wzywać do dbania o promowanie dobrych wzorców wśród młodzieży, ale w spektaklu Teatru Powszechnego wyraźnie daje się odczuć poważny artystyczny dylemat towarzyszący sztuce adresowanej do młodzieży: jak pogodzić swobodę kreacji artystycznej z walorami edukacyjnymi i dydaktycznymi, ale bez popadania w moralizm czy dydaktyzm.

 

To zresztą najciekawsze pytanie, jakie prowokuje Iwona, księżniczka z Burbona. Potencjał krytyczny zawarty w spektaklu nie jest bowiem szczególnie odkrywczy i bazuje na stereotypowym postrzeganiu rzeczywistości, a artystyczne gry z Gombrowiczem są miejscami mało subtelne. Tam bowiem, gdzie autorzy idą w kierunku bezpośrednich nawiązań do klasyka polskiego dramatu (jazda konna, motyw zamku), robi się ciężko i nienaturalnie, wręcz wbrew subtelnej konstrukcji tekstu, którego siłą jest przetworzenie Gombrowiczowskich napięć, a nie pokazywanie jego motywów w krzywym zwierciadle.

 

Sprawnie wyreżyserowany i bardzo dobrze, choć może nazbyt pastiszowo, zagrany (pastisz zwielokrotniony na poziomie tekstu, inscenizacji i gry aktorskiej robi się niestrawny) spektakl wydaje się być zdecydowanie godny uwagi. Zarówno widz młody, jak i dojrzały zostali tu potraktowanie zupełnie serio i po partnersku, choć nie powinni dać się temu zwieść i do końca pozostać nieufni. Wyprawa, na którą zabierają nas twórcy, nie należy bowiem do zupełnie bezpiecznych.

 

 

Michał Rogalski

Magda Fertacz

Iwona, księżniczka z Burbona

reżyseria: Lena Frankiewicz

obsada: Karolina Adamczyk, Eliza Borowska, Julia Wyszyńska, Jacek Beler, Michał Czachor, Piotr Ligienza, Michał Sitarski oraz dzieci Emilia Kantecka, Maria Malesa, Karolina Szmytke, Barbara Przybylska, Kamila Tyborowska, Adam Gorzeliński, Igor Kacperski, Mateusz Kamiński, Bartłomiej Mika, Bartosz Stachowski, Iwo Wiciński

scenografia: Marcin Chlanda

kostiumy: Arek Ślesiński

muzyka: Marek Karolczyk i Kamil Pater

Teatr Powszechny w Warszawie

premiera: 13 III 2015

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twelve + 4 =