Michał Rogalski: Porozmawiaj z sernikiem

4 lipca 2011

Niezwykle zręczni i plastyczni aktorzy amsterdamskiej akademii sztuk przedstawiają widowni dwa fascynujące ćwiczenia z wyobraźni, spektakle na granicy teatru i performance’u, raczej eseje i narracje, dwie opowieści o obecności.

 

*

Trzy białe fotele – jeden z tyłu, dwa po bokach – stoją na czerwonej wykładzinie. Prócz nich widać stolik z kawą i sernikiem oraz podest z księgą pamiątkową. Na scenie trójka aktorów – jedna kobieta i dwóch mężczyzn – wymieniają nieco wymuszone uśmiechy, poruszają się sztywno, niepewni i zawstydzeni sytuacją. Na scenie nie dzieje się nic specjalnego. Tu jakieś kurtuazyjne nalewanie kawy, tu rozmowa o tym, dlaczego palce u stóp są mniejsze niż u rąk. Nic się nie klei. Rozmowa nie wychodzi. Wspólne bycie jest sztywne i męczące. Każda postać gra tylko na siebie. I choć tworzą się konwenanse, społeczne gry, to nie ma szans na prawdziwą komunikację. Do pewnego momentu. Jeden z aktorów zaczyna opowiadać swój sen o otwieraniu drzwi. W pewnym momencie zaczyna się śmiać i nie może opowiedzieć, co mówi do niego postać w jego śnie. Śmieje się długo, śmiech staje się paniczny i znajduje się na granicy płaczu lub histerii. Drugi aktor podchwytuje śmiech, ale jest to śmiech inny – długi, obfity, aż do zapowietrzenia się i kaszlu. Śmiech z czego innego.

Gdy śmiech się skończy, dwie postaci próbują „docisnąć” opowiadającego, aby dokończył opowieść. Mówią, że chcą się z nim skomunikować, że chcą nawiązać kontakt. A on panikuje i zaczyna udawać, że pół kawałka sernika jest telefonem komórkowym i prowadzi sam ze sobą długą, intensywną rozmową, testując wszystkie możliwości wypowiedzenia, wyburczenia czy wybrzęczenia „tak” i „nie”. Cała trójka odwraca się do widowni plecami i płacze. Nie potrafili się skomunikować, czy może nam wszystkim jedynie wydaje się, że rozmawiamy?

**

Na podłodze geometryczna kratka z rur, na rurach uczepieni jak ptaki dwaj aktorzy we frakach i białych miękkich pantoflach spoglądają na siebie z niepokojem. Rozpoczynają gonitwę składającą się z uników i prób naśladowania ciekawszych pomysłów przeciwnika. Nie wiadomo, co ich popycha do działania – ciekawość czy niechęć? Licytują się, które miejsce kto z nich ma zająć, rywalizują, chyba, że któremuś z nich zdarzy się utracić równowagę i spaść. Wtedy krzyczą głośno i jeden do drugiego garną się z przerażeniem. Co chwilę ich ruchy zamierają i obaj patrzą z niepokojem w lewy górny róg sceny (konwencjonalnie sygnalizuje obecność Absolutu, a może to tylko przypadek?). Ich działania kulminują się, gdy rozbrzmiewa fragment z Romea i Julii Siergieja Prokofiewa. Obaj próbują dyrygować muzyką, która zupełnie niezależnie płynie z głośników, ale ich ruchy są idealnie dopasowane do rytmu wykonania i nie zaprzestają ich nawet, gdy muzyka milknie. Fascynująca opowieść, której sens widz musi sam odczytać, a może nawet samodzielnie wymyślić.

 

Michał Rogalski

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten + ten =