Michał Rogalski: Z przytupem

20 października 2010

Kurtyna przedstawiająca wnętrze renesansowego pałacu – to pierwsze z czym styka się widz. Obiecuje ona energię, dosadność czy wręcz frywolność, charakterystyczne dla elżbietańskiego teatru. Realizatorzy włożyli z pewnością sporo pracy, aby tę energię na scenie pokazać. Wielka szkoda, że stało się to wbrew tekstowi i właściwie zniszczyło maszynerię dramaturgiczną Webstera. Powstał spektakl nie wiadomo za bardzo o czym. A szkoda.

Scena ze spektaklu / fot. Krzysztof BielińskiRozczarowanie przychodzi już w trakcie pierwszej sceny. Reżyser, chcąc pokazać namiętność, rodzącą się między główną personą dramatu – Księżną (dopiero co owdowiałą) a jej zarządcą dworu – szlachcicem niskiego rodu Antoniem, rozpoczyna od zbiorowej sceny tańca całego dworu płynnie przechodzącego w turniej zapaśniczy. Walkę wygrywa Antonio. Zostaje za to nagrodzony przez nieco już pijaną Księżną gorącym agresywnym pocałunkiem (bynajmniej nie na stronie). Pożądanie Władczyni zasugerowane jest niedwuznacznie.

Problem w tym, że świadkiem tego zdarzenia jest cały dwór oraz Ferdynard i Kardynał (bracia Księżnej, krew szlachetna książąt Aragonu i Kastylii). Jacek Głomb, reżyser spektaklu, niszczy na samym wstępie wątek będący źródłem napięcia i osią konstrukcji pierwszych trzech aktów dramatu. U Webstera, gdzie sceny zapasów nie ma, bracia Księżnej nie życzą sobie powtórnego ożenku siostry i choć dowiadują się o jej ukrytym romansie, nie są w stanie przewidzieć kim jest jej wybranek. Napięcie w dramacie tworzą między sobą szpiegowskie wysiłki braci i maskujące posunięcia księżnej. Tu mamy do czynienia raczej z przepychankami, których sensu widz nie pojmuje, skoro od początku wszystko wiadomo.

Owa pierwsza scena pokazuje sposób w jaki została zarysowana postać Księżnej. Opętana pożądaniem kobieta. Pełna emocji i zdecydowanie nadekspresywna władczyni. U Głomba nie jest ona politykiem pełnym klasy, która dokonuje wyraźnego rozdziału pomiędzy tym, co publiczne (gdzie nie ma miejsca ani na przyjaźnie, ani na emocje, a dookoła czekają wrogowie żądni potknięcia) a tym, co ukryte w alkowie (gdzie władca okazuje się pełnowartościowym, cierpiącym i kochającym człowiekiem). Konsekwencją braku takiej granicy jest też brak wyraźnego przełamania w samej Księżnej, kiedy w wyniku dramatycznych wydarzeń przeobraża się z charyzmatycznej władczyni w zastraszoną żonę i matkę (w dramacie jest nim rozmowa z Bosolą w ostatniej scenie trzeciego aktu, gdzie Księżna od nadmiaru emocji pochopnie obdarza zaufaniem szpiega i tym samym niweczy swoją politykę – scena ta obecna w spektaklu staje się zupełnie bez wyrazu). Aktorka gra swoją postać na jednym tonie, zdecydowanie nadużywając emocji i pomijając istotne niuanse.

Kluczową dla tragedii postacią jest Bosola, powracający z galer szlachcic, który za protekcją Ferdynanda zostaje koniuszym księżnej i szpiegiem Ferdynanda oraz Kardynała. U Webstera przechodzi on poruszającą metamorfozę od żądnego zysku wyrobnika, przez targanego wątpliwościami niewolnika własnych zobowiązań, po głównego mściciela demaskującego nieczyste mechanizmy władzy, który „nawrócenie” przypłaca zupełnym osamotnieniem. W spektaklu Teatru Studio to od początku do końca słaby, zastraszony sługus, którego zemsta jest raczej nielogicznym kaprysem rozwydrzonego dziecka, niż czynem męża chcącego odzyskać utraconą godność.

Podobnie nieracjonalną konstrukcją jest w spektaklu Kardynał. U Webstera (świetnie rozumiejącego politykę włoską przełomu XVI i XVII wieku) to młody hiszpański arystokrata. Zniewalająco przystojny, pełen pasji mężczyzna, który jednocześnie wyrasta na genialnego polityka i świadomie wybiera dla siebie pozycję kontrolującej wydarzenia szarej eminencji. W dramacie, choć pozostaje w politycznym cieniu, jest najważniejszy. Tu, grany przez starego aktora, miał może być bliższy współczesnym realiom. Efekt niestety dość przeciętny

Lubieżny starzec (absurdalna scena erotyczna z dwoma bezpruderyjnymi zakonnicami) w miejsce pełnego charyzmy polityka. Zastraszony pionek zamiast myślącego podwładnego, umiejącego skrytykować nawet swojego przełożonego. Te dwa przesunięcia są dla „Księżnej d’Amalfi” w Teatrze Studio charakterystyczne. Zamiast miłości tylko pożądanie, zamiast mechanizmów władzy gierki na  szczeblu gminnym (no, może powiatowym). Może dokonanie takich przesunięć było celowym zabiegiem reżysera? Może chodziło mu o pokazanie za pomocą dramatu polskich realiów? Nie dopatrzyłem się spójnego zamysłu. Żałuję, ale w takiej sytuacji nie bardzo jest z czym dyskutować.

Moją uwagę zwróciło wycięcie większości tekstu i wielu istotnych wątków (zmarginalizowana w spektaklu przyjaźń Delia z Antoniem, postać Julii – kochanki Kardynała) . Realizator musi oczywiście dokonywać takich cięć. Problem w tym, że powstało wiele miejsc, gdzie tekst zastąpiono pełnymi ekspresji aktorskimi pantomimami, które łączy jeden istotny szczegół. Za każdym razem słychać było nieznośny tupot stóp aktorów po za dużej i nieogranej scenie. Krótko: nuda, ale z przytupem.

Michał Rogalski


John Webster
„Księżna d’Amalfi”

reż. Jacek Głomb
scen. Małgorzata Bulanda
muz. Kormorany
wyst. Lena Frankiewicz, Paula Kinaszewska, Bogdan Grzeszczak, Janusz Stolarski, Stanisław Brudny, Paweł Wolak, Aleksander Bednarz, Mateusz Lewandowski, Krzysztof Strużycki, Jacek Król, Wojan Trocki, Katarzyna Maternowska, Jakub Kotyński, Sławomir Zapała, Robert Zawadzki, Alina Czyżewska, Magdalena Kozińska, Izabela Kała, Agnieszka Wilkosz, Dominik Bąk, Karol i Leon Strzeleccy.
Premiera 25 IX 2010, Teatr Studio w Warszawie.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 − 11 =