Wojciech Małachowicz: Bunt wobec Buntu

8 maja 2017
Wojciech Małachowicz: Bunt wobec Buntu

O filmie Captain Fantastic w reżyserii Matta Rossa Kino spod znaku indie stało się w ostatnich latach nieznośnie schematyczne, choć nie jest to gatunek filmowy w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ugruntowanie poetyki indie nie musi być zresztą czymś jednoznacznie negatywnym. Dzięki temu o wiele prościej i skuteczniej można prowadzić stylistyczne gry i kompromitować środki łatwo rozpoznawalne dla widza. Właśnie takich przewrotnych formalnych zabaw spodziewalibyśmy się po najnowszym filmie Matta Rossa w kontekście jego wygranej w konkursie Un Certain Regard w Cannes. A jednak reżyser nie tym nas zaskoczył. Formalnie i wizualnie Captain Fantastic to film poprawny, ładny, dobrze skomponowany – żadnych dziwactw i wymyślności. To, co najciekawsze, zawiera się w warstwie fabularnej. Film Rossa opiera się w przeważającym stopniu na tytułowym bohaterze. Bynajmniej nie jest to zarzut. Ben jest świetnie skonstruowaną, skomplikowaną postacią, która ma kluczowy wpływ na wymowę całego filmu. Wszystkie elementy fabuły są przez niego napędzane. Wynika to w dużej mierze z mnogości...
Czytaj   »

Paulina Trzeciak: Nijakość, płycizna i mieszczańska komedyjka

7 maja 2017
Paulina Trzeciak: Nijakość, płycizna i mieszczańska komedyjka

O spektaklu Ślub w reżyserii Anny Augustynowicz z Teatru Współczesnego w Szczecinie i Teatru im. J. Kochanowskiego w Opolu w ramach 37. Warszawskich Spotkań Teatralnych ,,W swym przedstawieniu Anna Augustynowicz odzierając Ślub z jego onirycznej poetyki, niepewności statusu miejsca, w którym się znaleźliśmy wraz z Henrykiem i Władziem, może paradoksalnie dokonuje radykalnego odczytania tego dramatu” – ten wycinek recenzji Przemysława Skrzydelskiego widniał na stronie tegorocznych Warszawskich Spotkań Teatralnych zapewne jako zachęta do obejrzenia Ślubu w reżyserii Augustynowicz. Cytat ten wzbudził we mnie spory niepokój, przecież niecodziennie słyszy się o nowatorskim odczytaniu Gombrowicza, który, jak wiemy, do najprostszych pisarzy zdecydowanie nie należy. Z tezą o obdarciu z oniryczności nie ma jak polemizować, bo jest całkowicie słuszna, natomiast końcowe stwierdzenie o radykalnym odczytaniu tego dramatu jest najbardziej nietrafioną i mylącą interpretacją, jaką kiedykolwiek czytałam. Ślub Augustynowicz nawet w jednym calu nie ociera się o radykalność, a wręcz prezentuje całkowitą kapitulację przed ogromem możliwości i interpretacji, jakie oferuje nam Gombrowicz....
Czytaj   »

Julia Gładkowska: Śmieszki-heheszki, tylko co dalej?

4 maja 2017
Julia Gładkowska: Śmieszki-heheszki, tylko co dalej?

O spektaklu Triumf woli w reżyserii Moniki Strzępki z Narodowego Starego Teatru w Krakowie pokazywanego w ramach 37. Warszawskich Spotkań Teatralnych Jako fanka duetu Strzępka-Demirski na Triumf woli czekałam niecierpliwie – miał to być spektakl, który uratuje ten, jak do tej pory, dość rozczarowujący sezon teatralny. Gdy ogłoszono program 37. WST, wiedziałam, że to pozycja, której przegapić nie mogę. Wieczór w Teatrze Dramatycznym okazał się jednak niezbyt udany, a moje nadzieje zawiedzione. Pytanie – co się stało? Na wstępie warto zaznaczyć: Triumf woli to nie jest bardzo zły spektakl, jednak również nie jest w jakości, jakiej można było oczekiwać od tej pary twórców. Ktoś, kto nie miał wymagań wobec nich i nie znał ich dotychczasowej twórczości, z teatru wyjdzie zadowolony. Dla tych, którzy przyzwyczaili się już do pewnego stylu duetu, wieczór będzie sporym rozczarowaniem. Oczywiście można mi zarzucić, że nie potrafię otworzyć się na nowości, dać się ponieść pozytywnym emocjom. W odpowiedzi na te zarzuty...
Czytaj   »

Julia Gładkowska: Mewa bez Czechowa

28 kwietnia 2017
Julia Gładkowska: Mewa bez Czechowa

O spektaklu Mewa w reżyserii Wojciecha Farugi z Teatru Powszechnego w Warszawie Czasami w teatrze potrzebujemy odrobiny świeżości, nowego spojrzenia na klasykę i jej interpretacje, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Takie eksperymenty często sprawiają, że odkrywamy w dramacie drugie dno, otwiera się przed nami nowy sposób jego odczytywania, inaczej patrzymy na działania bohaterów. Jednak zdarza się i tak, że tego typu „ulepszenia” kończą się katastrofą, nie tylko nic nie wnosząc do tekstu, ale wręcz odbierając mu głębię i urok. Taka katastrofa przydarzyła się w Teatrze Powszechnym. Nowa interpretacja Mewy Czechowa to trudny test cierpliwości dla tych, którzy jego dramaturgię sobie cenią i czekają na jej kolejne wystawienia. Jeśli dla kogoś było to pierwsze spotkanie z Czechowem, to obawiam się, że na kolejne nie będzie już miał ochoty. A szkoda, bo do tej pory na polskich scenach autor ten bronił się świetnie – wspomnieć wystarczy choćby Mewę Agnieszki Glińskiej z Teatru Narodowego (spektakl niestety już zdjęty z afisza) czy Płatonowa Konstantina Bogomołowa...
Czytaj   »

Julia Ostrowska: Lekcje z empatii

26 kwietnia 2017
Julia Ostrowska: Lekcje z empatii

O spektaklu Witzelsucht w reżyserii Liwii Bargieł z Teatru Collegium Nobilium w Warszawie Określenie „witzelsucht” odnosi się do podwyższonego nastroju, wesołkowatości i beztroski, które często towarzyszą osobom dotkniętym zaburzeniami podstawy płata czołowego. W języku polskim mówi się o moirze, nastroju moriatycznym. Pacjenci w takim stanie silnie reagują na wszystkie rodzaje bodźców, jest to jednak wrażliwość bierna i nieselektywna, beztroska. Mamy więc do czynienia z pewnym paradoksem – przeczulenie pacjentów z zaburzeniami podstawy płata czołowego jest tak silne, że aż oddala ich od brania życia na poważnie, co być może umożliwia im przetrwanie w przeładowanym bodźcami świecie. W jaki sposób można pokazać na scenie takie stany, aby chociaż trochę przybliżyć widzom to, jak mogą się czuć osoby dotknięte podobnymi zaburzeniami? Twórcy projektu zero: Witzelsucht postanowili zbliżyć się do tych stanów bezpośrednio. Nie ma tu słów – jedynie dźwięki i język symboli, bez których nie byłoby próby zrozumienia, a jedynie przedstawienie tego, co widać z zewnątrz. W spektaklu...
Czytaj   »

Paulina Trzeciak: Śmiech kontra kapitał, czyli teatr możliwości, a nie teatr niemocy

25 kwietnia 2017
Paulina Trzeciak: Śmiech kontra kapitał, czyli teatr możliwości, a nie teatr niemocy

O spektaklu Triumf Woli w reżyserii Moniki Strzępki ze Starego Teatru w Krakowie w ramach 37. Warszawskich Spotkań Teatralnych Politycznie podzieleni, dogłębnie skonfliktowani, bez szans na dialog, my i oni, lemingi i oszołomy – to bardzo skrótowy opis spolaryzowanego polskiego społeczeństwa. Morze twittów, zalew informacji, wzrost nastrojów nacjonalistycznych w Europie, kryzys uchodźczy, kryzys Unii Europejskiej, wojny na Bliskim Wschodzie, terroryzm – te hasła, wyrażające poczucie destabilizacji obecnej rzeczywistości, docierają do nas każdego dnia. Dwie narracje – zarówno globalna jak i lokalna – nie napawają powszechnym optymizmem, ale Strzępka i Demirski z powodzeniem, niemalże bajecznym sposobem wyciągają nas na moment z tej pesymistycznej sytuacji. Przenosimy się na wyspę położoną pośrodku oceanu, która staje się miejscem konfrontacji ocalonych pasażerów katastrofy lotniczej. Bohaterowie reprezentują społeczny mikrokosmos – na scenie przedstawiony zostaje przekrój klas społecznych, różnych interesów i poglądów, co zawiera w sobie genialny potencjał komiczny (kogo nie śmieszą utarczki górnika ze zrzędzącą inteligencją?). Wzajemne opowiadanie sobie...
Czytaj   »

Jakub Godzic: Szukajcie, a znajdziecie

23 kwietnia 2017
Jakub Godzic: Szukajcie, a znajdziecie

O spektaklu Turek we Włoszech Gioachina Rossiniego w reżyserii Christophera Aldena z Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie Kiedy myślimy o twórczości Rossiniego, od razu przychodzą nam do głowy takie tytuły, jak Cyrulik sewilski, Włoszka w Algierze czy Wilhelm Tell. Opera Turek we Włoszech należy do tych znanych ludziom uznającym się za koneserów dzieł kompozytora z Pesaro. Tę ekskluzywność zaczyna się rozumieć już przy zawiłym libretto. Młoda i uwodzicielska Fiorilla ma starego męża i zmaga się z problemem dochowania mu wierności. Wprawdzie ma kochanka, ale i ten już ją nudzi. Gdy tylko przybywa bogaty Turek, Selim, kochanek też popada w niełaskę. Obydwoje okazują sobie wzajemne zainteresowanie. W efekcie następuje cały ciąg rozmaitych perypetii, zwłaszcza że trzej rywale o serce pięknej Włoszki ciągle wchodzą sobie w drogę. Pikanterii sprawie dodaje pojawienie się dawnej ukochanej Turka, Zaidy, która staje się rywalką Fiorilli. Jest jeszcze obserwator tych zdarzeń, poeta Prosdocimo, który cieszy się z zaistniałej sytuacji, bo… znalazł temat do własnej...
Czytaj   »

Mateusz Kaliński: Noblista, który nie chciał być nawet głosem pokolenia

19 kwietnia 2017
Mateusz Kaliński: Noblista, który nie chciał być nawet głosem pokolenia

Krótki szkic o Bobie Dylanie oraz o tomie Duszny kraj w wyborze i przekładzie Filipa Łobodzińskiego Mimo że Dylan jest obecny w kulturze od ponad pięćdziesięciu lat, dopiero niedawno doczekaliśmy się panoramicznego zbioru jego tekstów. Całkiem możliwe, że przyczynią się one do odkrycia jego twórczości na nowo, tym razem w kontekście poetyckim. Bo ilu dotąd widziało w nim poetę? Literacki Nobel przyznany Bobowi Dylanowi wywołał dość ciekawą, choć raczej chwilową dyskusję o literaturze. „Czym ona jest?” – pytano. Albo inaczej – czym nie jest? Czy Dylan zasłużył na nagrodę, czy raczej „wytrysła ze zjełczałych prostat podstarzałych, bełkoczących hippisów” jak stwierdził na Twitterze Irvine Welsh? Opinii odmawiających muzykowi miejsca nie tyle w literaturze jako takiej, ile w literaturze wysokiej, w rzeczy samej nie brakowało. Kiedy Bob Dylan nie zareagował na Nobla tak, jak teoretycznie powinien, głosy radykalne się zradykalizowały, a i głosy wyważone także zakręciły nosem. Przez chwilę świat literacki i popkulturowy z leniwym zainteresowaniem oglądał...
Czytaj   »

Julia Gładkowska: To się już nie powtórzy (?)

14 kwietnia 2017
Julia Gładkowska: To się już nie powtórzy (?)

O spektaklu Punkt Zero. Łaskawe w reżyserii Janusza Opryńskiego z Teatru Provisorium w Lublinie pokazywanego w ramach 37. Warszawskich Spotkań Teatralnych Wystawienie Łaskawych Jonathana Litella na scenie wydaje się zadaniem karkołomnym – jak w dwie i pół godziny przedstawić bardzo złożoną narrację, wielość miejsc i postaci, a przy tym nie zatracić emocjonalności przekazu, opisanego okrucieństwa i beznadziei wojny? Januszowi Opryńskiemu się to udaje – tworzy spektakl trudny, miejscami szokujący, pozostawiający widza bezradnego, miotającego się pośród pytań, na które nie ma odpowiedzi. Udowadnia, że wciąż jeszcze nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie skali brutalności II wojny światowej, że nie rozliczyliśmy jeszcze wszystkich win, że to wciąż świeża rana. Punkt Zero. Łaskawe w dosadny sposób ukazuje z jednej strony historię konfliktu: wojenne zbrodnie, niewyobrażalnie chłodne kalkulacje nazistowskich działaczy, całe okrucieństwo eksterminacji, z drugiej zaś – historię jednostki, odrębnego elementu tej układanki, który wyzbywa się człowieczeństwa na rzecz okrucieństwa. Spektakl jest nieustanną grą kontrastów, zaczynającą...
Czytaj   »