Mateusz Kaliński: Bełkot. Ulisses przeklęty

1 kwietnia 2017
Mateusz Kaliński: Bełkot. Ulisses przeklęty

Jest jeden wyjątkowo silny afrodyzjak, powiedzmy, intelektualny. Otumania on i już sama myśl o nim przewierca na wskroś. Perspektywa zbliżenia upija niczym pierwszorzędny alkohol i wcale nie trzeba zbliżać się do tej podniety w sensie fizycznym. Można zostać w sferze rojeń i fantazji; to właśnie tu rozkłada na łopatki spotkanie z tą niecną nieskończonością. Mowa oczywiście o Ulissesie Joyce’a. Po co to czytać? Wystarczy, że po prostu jest w bliżej niezmierzonym zasięgu. Wystarczy mówić o Nim, poruszać się po orbicie Jego legendy. Wystarczy znać sam tytuł i tą znajomością się odurzać. Po co więcej? Ta właśnie subtelna perspektywa jest najistotniejsza. Może się zdawać nawet ściśle erotyczną i, proszę mi wierzyć, to prawda! Podsłuchałem ostatnio rozmowę pewnej parki, która przez Ulissesa wyzwalała wzajemną fascynację. Wyczuwałem to napięcie przy sąsiednim stoliku, ale drażnił mnie fałsz, w który popadali. Zbyt przestraszeni byli narastającym w nich erotyzmem, zdjął ich zbyt wielki wstyd, by móc mu podołać. Dlatego te wszystkie spojrzenia,...
Czytaj   »

Natalia Kamińska: W cieniu Doppelgängera

31 marca 2017
Natalia Kamińska: W cieniu Doppelgängera

O spektaklu Berlin Alexanderplatz w reżyserii Natalii Korczakowskiej z Teatru Studio w Warszawie Franz Biberkopf wyszedł z więzienia. Po odbyciu wyroku za zamordowanie swojej dziewczyny wreszcie jest czysty i gotowy na to, by zacząć od nowa. Wchodzi na scenę z pełną świadomością tego, gdzie się znajduje – i nie chodzi bynajmniej o stację berlińskiego metra, ale o scenę teatralną właśnie. Od początku jest świadomy fasadowości i umowności otaczającej go rzeczywistości – i ta właśnie świadomość będzie budulcem najnowszego spektaklu Natalii Korczakowskiej. Prosto ze stacji Alexanderplatz trafia do świata alfonsów, prostytutek i drobnej gangsterki. Wpada w towarzystwo bandy Pons – grupy przestępców żywcem wyjętych z gangsterskiego kina spod znaku Quentina Tarantino. Odnalazłszy się już jako tako w brutalnej rzeczywistości Berlina Franz przechodzi swoisty rytuał przejścia. Odsiedział swoje cztery lata za morderstwo ukochanej i ma się stać zupełnie nowym człowiekiem. Przysięga, biorąc na świadka publiczność, że od tego momentu będzie dobrym obywatelem. Przemiana (w duchu kampowym, jak wszystko w tym spektaklu) jest przypieczętowana...
Czytaj   »

Weronika Ostrowska: Myszkinów już dzisiaj nie ma?

26 marca 2017
Weronika Ostrowska: Myszkinów już dzisiaj nie ma?

O spektaklu Idiota w reżyserii Pawła Miśkiewicza z Teatru Narodowego w Warszawie Wybierając się na sztukę z Dostojewskim w tle zawsze nieco się obawiam. Po pierwsze dlatego, że jego twórczość jest niewyczerpanym źródłem pytań o sprawy w życiu najistotniejsze, które – jak zawsze może nieco naiwnie zakładam – podejmie reżyser. Po drugie dlatego, że twórcy muszą dokonać wyboru karkołomnego i brzemiennego w skutki, bo Bracia Karamazow, Biesy czy Zbrodnia i kara to utwory rozmiarowo potężne, praktycznie niemożliwe do przeniesienia na scenę w całości. Owszem, kwestia wyboru w realizacji przedstawienia teatralnego nie dotyczy tylko dzieł Dostojewskiego. Każdy spektakl jest wyborem, ale uważam, że przy sięganiu po twórczość tego rosyjskiego pisarza uproszczenia, nieuzasadnione skróty, karykaturalne portrety postaci szczególnie rażą. Na szczęście Idiota Miśkiewicza nie tylko nie razi, ale nawet zachwyca. Świat wykreowany w tym spektaklu wciąga i domaga się natychmiastowej analizy, ciągłego patrzenia z różnych perspektyw: raz z bliska, by dostrzec najmniejsze, ale znaczące elementy scenografii – anioły i diabły na podłodze, innym razem z daleka,...
Czytaj   »

Magdalena Konarska: Transseksualne zdarzenia miłosne

21 marca 2017
Magdalena Konarska: Transseksualne zdarzenia miłosne

O spektaklu Roma i Julian w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze STU w Krakowie Jak z kontrowersyjnego społecznie tematu zmiany płci, zrobić brawurową komedię? Odpowiedź na to pytanie znaleźli twórcy spektaklu Roma i Julian. Ich dzieło jest bowiem przezabawną, odważną i kąśliwą opowieścią o odwiecznej wojnie pomiędzy męskością i kobiecością. Tutaj role zostały jednak odwrócone, ponieważ tytułowa Roma dość ma już damskich przebieranek, a Julian dawno odnalazł w sobie Julię. Przyznam szczerze, że wyprawa do krakowskiej Sceny STU na Romę i Juliana była moją pierwszą wizytą w tym teatrze. Teraz wiem jednak, że na pewno nie ostatnią. Dość mała,  kameralna wręcz scena pozwala na intensywniejsze przeżywanie spektaklu, niemal uczestniczenie w nim. Widownia, okalająca scenę z trzech stron, pięknie zamyka cały krąg, a my, widzowie, w każdym miejsca czujemy się jak w pierwszym rzędzie. Oszczędność scenografii na tak małej przestrzeni jest ogromną zaletą, jej nadmiar całkowicie zagraciłby pomieszczenie. Na scenie widzimy więc dwa łóżka, niewielki chodnik zbudowany...
Czytaj   »

Dominika Mądry: Kocham piękno, kocham cię mamo

19 marca 2017
Dominika Mądry: Kocham piękno, kocham cię mamo

O spektaklu Na obraz i podobieństwo swoje w reżyserii Piotra Trojana w Teatrze Nowym w Poznaniu Na obraz i podobieństwo swoje to spektakl w reżyserii Piotra Trojana, który jest równocześnie autorem tekstu. Twórcy poruszają tematy związane z wszechobecnym we współczesnym świecie kultem ciała  i idące za tym problemy psychiczne – anoreksję, depresję czy brak samoakceptacji. Do tego wszystkiego reżyser dorzuca kontekst niezdrowej relacji matki z synem. A jakby tego było mało, dołożono historię prywatnego projektu holenderskiego przedsiębiorcy Basa Lansdorpa „Mars One”, która ma niby współgrać z wyżej wymienionymi tematami. Niestety nie udaje się to i powstają dwa osobne spektakle utrzymane na raczej średnim poziomie. Rzecz dzieje się w prowincjonalnym miasteczku, zostajemy wprowadzeni o tego świata poprzez doskonale skonstruowany film w stylistyce animacji dla dorosłych. Poznajemy historię głównego bohatera – Eryka (Grzegorz Gołaszewski). Przez całe dzieciństwo męczył się z nadwagą i kompleksami, lecz w pewnym momencie postanowił to zmienić. Niewinne ćwiczenia zamieniają się w obsesję, której podporządkował całe swoje dorosłe życie....
Czytaj   »

Julia Gładkowska: Wyzwolenie z kartonu

17 marca 2017
Julia Gładkowska: Wyzwolenie z kartonu

O spektaklu Wyzwolenie w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, koprodukcji Teatru Studio i Festiwalu Nowe Epifanie/Gorzkie Żale 2017 Wyzwolenie w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego to jedna z najbardziej chaotycznych i nieprzemyślanych produkcji teatralnych, jaką oglądałam. Twórcy mieli wielkie plany, porwali się na trudny tekst, który próbowali przenieść we współczesne realia. Ostatecznie dostajemy spektakl, który wbrew zapowiedziom nie jest efektowny i odkrywczy, ale nudny i rozczarowujący. TEKST Na jak dużą swobodę możemy pozwolić sobie przy interpretowaniu i przenoszeniu dawnych dzieł na teatralne deski? Istnieje kilka teorii – można wiernie trzymać się litery tekstu i stworzyć spektakl umieszczony w danej epoce; można, jak Michał Zadara, nie ingerować w słowa autora, ale akcję przenieść w czasy współczesne; można też, inspirując się tekstem, stworzyć coś własnego, nowego. Trzeci wybór jest chyba najtrudniejszy i wymaga naprawdę dużej sprawności językowo-literackiej, której Garbaczewskiemu zabrakło. W opisie spektaklu przeczytałam, że miałam do czynienia z „nowym dramatem narodowym pod tytułem Najnowsze wyzwolenie”, kompilacją tekstów Wyspiańskiego i Witkiewicza. Niestety, w spektaklu na próżno szukać...
Czytaj   »

Julia Gładkowska: Poza głównym nurtem, czyli o teatrze bezpieczeństwa i wyobraźni

15 marca 2017
Julia Gładkowska: Poza głównym nurtem, czyli o teatrze bezpieczeństwa i wyobraźni

O spektaklu Księżycowy chłopiec w reżyserii Igora Gorzkowskiego, koprodukcji Studia Teatralnego Koło i Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego Świat, także świat teatru, wciąż pędzi do przodu, nie daje odpocząć, odetchnąć nawet na chwilę. Ciągle chce nas czymś szokować, pokazywać nowe techniki, wpływać na światopogląd, oburzać, wywoływać dyskusje. Warto w tym wszystkim mieć jakąś spokojną przystań –  miejsce, w którym nie trzeba się bać tej gonitwy. W teatralnym światku taką przystanią jest dla mnie teatr Igora Gorzkowskiego. Czasami odnoszę wrażenie, że to jeden z ostatnich ocalałych bastionów prawdziwego, klasycznego teatru. Takiego, w którym liczy się pomysł, tekst i aktorskie rzemiosło, który nie jest zaangażowany w polityczne niesnaski, nie bawi się w publicystykę. Kameralny, nieatakujący efektami specjalnymi, które zagłuszają sceniczną akcję. Ze spektaklami, które bawią i wzruszają, pozostawiając w sercu tęsknotę za prostotą i czymś, co bardzo ogólnie nazywamy „magią teatru”. Księżycowy chłopiec to opowieść osadzona w bardzo odrealnionej przestrzeni parku rozrywki Unipark i jego okolic. Głównym bohaterem...
Czytaj   »

Wojciech Małachowicz: Iluzoryczność bliskości

14 marca 2017
Wojciech Małachowicz: Iluzoryczność bliskości

O filmie To tylko koniec świata w reżyserii Xaviera Dolana Xavier Dolan kolejny raz udowadnia, że jest jednym z najwybitniejszych filmowców swojego pokolenia. Jego ostatni film to obraz dojrzały, skupiony na szerszym problemie. Kwestie relacji rodzinnych, choć wciąż obecne, przestają być tematem istotnym samym w sobie. Więzi rodzinne są nośnikiem, archetypem bliskości, który ujawnia samotność jak żadne inne doświadczenie. Uniwersalny charakter refleksji Dolana zawiera się w samej kompozycji zależności emocjonalnych. O ile w jego poprzednich filmach zwykle przybiera ona kształt liniowy, w To tylko koniec świata zauważyć można jej kłączowy charakter. W ten sposób reżyser nie porzuca bardzo istotnej dla niego relacji matka-syn, ale jednocześnie nie umieszcza jej w centrum narracji. Właśnie to przesunięcie ciężkości sprawia, że film Dolana nabiera rysów studium o kondycji i bolesnej odrębności człowieka. To tylko koniec świata jest historią Louisa, młodego pisarza, który powraca do domu po dwunastu latach z zamiarem oznajmienia swoim bliskim, że umiera. Już od samego początku wyczuwa się...
Czytaj   »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 25 lutego 2017 r.

12 marca 2017
Mateusz Kaliński: Bełkot. 25 lutego 2017 r.

Obudziłem się o świcie – słońce wyrwało mnie ze snu (grube zasłony przepadły) i ni to westchnąłem, ni to stęknąłem: jak ja bardzo chciałbym być debiutantką! Czyli mogiła. Wpadam w żart, żartuję przed sobą i nic to innego jak mogiła. Od razu opanował mnie niepokój, serce zamarło i wpadłem tym w jeszcze większy żart, ponieważ już widziałem siebie we fraku pozującego „na ściance”, z pewnie trzymanym kieliszkiem wyśnionego szampana, podziwiałem w wyobraźni łabędziowatość pannic, triumfowałem obdarzony łaskawym spojrzeniem i delikatnym uśmiechem – bez dwóch zdań wpadłem w wyimaginowany bal jak śliwka w kompot. I to właśnie jest mogiłą ciemną i głuchą, mogiłą dosłowną. Posadziłem na niej fantazyjne kwiaty, kolorowe i plastikowe roślinki, które utrzymują wiosnę przez całą wieczność, i otoczyłem moją ciemną i głuchą mogiłę tłumem aniołków troskliwie pilnujących spokojnego rozkładu. Nie będąc wcale wytrwanym cukiernikiem zabrałem się za pieczenie ciasta i – jakżeby inaczej – wyszedł zakalec. Nie mogłem jednak tego tak zostawić i oblałem...
Czytaj   »