Jakub Godzic: And Oscar for music goes to…

22 grudnia 2016
Jakub Godzic: And Oscar for music goes to…

O Czarodziejskim flecie Mozarta w reżyserii Suzanne Andrade i Barrie Koskyego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie Czarodziejski flet to nie jest klasyczna opera. To singspiel, znany również pod nazwą śpiewogra, utwór sceniczny, który opiera się na tekście mówionym i do którego dodane są wstawki muzyczne ograniczające się głównie do pieśni ze zwrotkami oraz prostych arii. Śpiewogra jako gatunek rozwinął się w Niemczech w połowie XVIII pod wpływem angielskiej opery balladowej i francuskiego wodewilu. Popularność tego gatunku nie uszła uwadze Mozarta, który często po niego sięgał. Jego najsłynniejszym singspielem jest właśnie Czarodziejski flet z 1791 roku, który do dziś cieszy się niesłabnącym uwielbieniem publiczności. Ciekawych elementów w tej operze jest wiele, daje ona szeroki wachlarz interpretacji. Reżyserzy doszukują się w niej niezliczonych znaczeń, widząc w niej motywy masońskie oraz wiele filozoficznych odniesień, oświeceniowych ideałów o potędze rozumu, o wtajemniczeniu i społeczeństwie idealnym. Warszawska inscenizacja jest odmienna. Realizatorzy, Suzanne Andrade i Barrie Kosky, ustawili śpiewaków na tle białego ekranu, na którym...
Czytaj   »

Julia Gładkowska: Fikcyjna prawda

22 grudnia 2016
Julia Gładkowska: Fikcyjna prawda

O spektaklu Mokradełko w reżyserii Mikołaja Grabowskiego Mokradełko to reportaż Katarzyny Surmiak-Domańskiej opowiadający o Halszce Opfer, autorce autobiografii Kato-tata. Nie-pamiętnik, w której opisuje ona traumatyczne dzieciństwo, w którym była molestowana fizycznie i psychicznie przez swojego ojca. Surmiak-Domańska bada przede wszystkim to, jak zmieniło się życie Halszki po opublikowaniu książki. Interesują ją reakcje jej najbliższego otoczenia: matki, sąsiadów i bratowej. Pokazuje mechanizmy przemilczenia, wypierania prawdy oraz odrzucenia przez małą społeczność. Tekst jest świetnie napisany, w dosadny sposób zwraca uwagę na ważny, często ukrywany problem. Spektakl Mikołaja Grabowskiego, adaptacja sceniczna tego reportażu, mógł stać się ważnym głosem w dyskusji o przemocy w rodzinie, mógł wstrząsnąć widzami, mógł być obrazem na długo pozostającym w pamięci. Właściwie – czy aby na pewno mógł? Podstawowym problemem tego spektaklu jest chyba to, że reportaż, gatunek dziennikarski, literatura faktu, nie jest w stanie obronić się na teatralnej scenie. To, co na papierze, przy czytaniu, wstrząsa swoją prawdziwością, w teatrze traktowane...
Czytaj   »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 20 grudnia 2016

22 grudnia 2016
Mateusz Kaliński: Bełkot. 20 grudnia 2016

Wydawałoby się, że święta, a raczej okres świąteczny, który rozciąga się tak ładnie od początku listopada do początku stycznia, to czas specjalny, czas wyjątkowy. A tu nic. Nic w sensie najobszerniejszym, nic absolutne, ponieważ ani świąt, ani przedświąt dotąd nie zauważyłem. Nie zauważyłem właściwie już kolejny raz z rzędu. Nie było Bożego Narodzenia rok temu, nie było Wielkanocy (tej akurat prawie nigdy nie było), o świętach mniejszych aż głupio wspominać, ponieważ mało kto je zauważa. Czuję irracjonalną presję, aby się na ten temat wypowiedzieć, ale co można jeszcze o tym napisać? Wspominać? To, że zacierając zmarznięte ręce wypiło się co nie co w parku po północy? Swego czasu była udana seria pasterek na mrozie. Na jednej nawet stawiłem w kościele skuszony barokową oprawą, ale (a jakże!) tak pijany, że wytrzymałem w zaduchu tłumu raptem pół godziny. Spacerowałem potem po opustoszałej starówce i zaglądałem do witryn antykwariatów, jednak wtedy, mimo wszystko, święta jeszcze czułem. Odczuwanie świąt nigdy...
Czytaj   »

Dominika Mądry: Życie jest jak pasjans

22 grudnia 2016
Dominika Mądry: Życie jest jak pasjans

O spektaklu Przesilenie w reżyserii Anny Gryszkówny z Teatru Nowego w Poznaniu Spektakl Anny Gryszkówny Przesilenie, którego poznańska premiera odbyła się 14 września 2016 roku, znalazł się w repertuarze Teatru Nowego dzięki głosom widzów podczas konkursu Scena Debiutantów. Reżyserka bierze na warsztat dwa teksty brytyjskich pisarzy, Davida Greiga oraz Gordona McIntyre’a, i za ich pomocą próbuje opowiedzieć o problemach trzydziestopięciolatków. Jednak oglądając tę inscenizację, można odnieść wrażenie, że nie jest ona zbyt trafiona. W barze spotykają się dwie osoby – kobieta sukcesu Helena (Alicja Juszkiewicz) oraz Bob (Łukasz Chrzuszcz), będący raczej przeciętną osobą. Jedyne co ich łączy to samotność i te same oczekiwania wobec nadchodzącej nocy – upić się do nieprzytomności i uprawiać seks bez zobowiązań. Każde z nich wie, jak kończą się takie znajomości. Na początku spektaklu ma się wrażenie, że będzie ciekawie i intrygująco, ponieważ bohaterowie przedstawieni są z różnych perspektyw – raz oni mówią o sobie, a innym razem ktoś...
Czytaj   »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 9 grudnia 2016

15 grudnia 2016
Mateusz Kaliński: Bełkot. 9 grudnia 2016

Dziadek Tadeusz przez szereg lat w okresie wakacyjnym wyjeżdżał – jak sam to niezmiennie nazywał – na wczasy do Świnoujścia. Wracał wiernie każdego roku do pensjonatu Grodek, w którym zawsze zajmował ten sam pokój z dwoma łóżkami na poddaszu. Przewczasował w Grodku okres peerelowski i okres wolnej Polski. Wszystkie lata nieistotne i istotne: był tam w Czerwcu 76’ i Sierpniu 80’, był, kiedy upadał komunizm i kiedy Polska wstępowała do NATO i Unii Europejskiej. Przewczasował Jaruzelskiego, Wałęsę, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, Komorowskiego i załapał się nawet na kawałek Dudy. Grodek w tym czasie nic się nie zmienił, tak jak nie zmieniły się zachodniopomorskie wieczorne rozrywki mojego dziadka, czyli dancingi w lokalu o wdzięcznej – choć mało oryginalnej – nazwie Albatros. Tak jak pokój na poddaszu, Albatros przetrwał lata w niezłomnym trzymaniu się stylu wczesnych lat 70’, zaś dancingowe partnerki dziadka konsekwentnie poruszały się w rytmie starych szlagierów. Kiedy wchodziłem w okres dojrzewania, a ataki zgubnej gorączki młodzieńczej miały...
Czytaj   »

Weronika Ostrowska: Czy publiczność mnie słyszy?, czyli zaklęcia Wróżki Wernyhory

15 grudnia 2016
Weronika Ostrowska: Czy publiczność mnie słyszy?, czyli zaklęcia Wróżki Wernyhory

O spektaklu Wesele w reżyserii Sławomira Narlocha w wykonaniu Teatru Pijana Sypialnia Wkraczają na scenę. Cały zespół. Orkiestra, chór, tancerze i aktorzy. Robi się pełno, gęsto, ciasno. Zamierają w bezruchu, stając się żywą scenografią. Króluje biel i czerń, ale gdzieniegdzie przebijają kolorowe fartuchy kelnerskie przełamujące monotonię. Jeszcze nic się nie dzieje, ale napięcie rośnie z każdą sekundą. Pionowo skierowane smyczki trzymane przez grupę muzyków przypominają zadarte szpady. Cisza przed burzą. Rozbrzmiewa pieśń chóru o zabarwieniu ludowym. Nagle z tyłu otwierają się drzwi i  w statyczną dotąd teatralną przestrzeń bełkocząc wchodzi pijany, pajacujący showman (Sebastian Słomiński), który staje się przewodnikiem po tym niezwykle dynamicznym, fantastycznie barwnym oraz ironicznym świecie. Spektakl na podstawie Wesela Stanisława Wyspiańskiego wyreżyserowany przez Sławomira Narlocha (debiut reżyserski) to widowisko wielopłaszczyznowe, wielowątkowe, komediowe i ironiczne, ale niepozbawione goryczy. Jego premiera odbyła się we wrześniu w Reducie Banku Polskiego w Warszawie, natomiast kolejne wystawienia miały miejsce 3 i 4 grudnia w Białołęckim Domu Kultury,...
Czytaj   »

Barbara Michalczyk: Arktyczna gorączka

8 grudnia 2016
Barbara Michalczyk: Arktyczna gorączka

O spektaklu Pibloktoq w reżyserii Wojciecha Kościelniaka w Akademii Teatralnej w Warszawie Pibloktoq po eskimosku to nerwowy stan opanowujący całe ciało. Połączona z przekleństwami gorączka, która kończy się rzuceniem do przerębla. Ten kto przeżył, niewiele z tego pamięta. O tym przedziwnym stanie rozedrgania nerwowego stara się, za pomocą piosenek Marii Peszek, opowiedzieć ten spektakl. W całkowitej ciemności nagle na tylnej ścianie zaczyna się projekcja z Placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Rozwierają się drzwi zza których wychodzi Zakonnica (Milena Olchowska), a za nią jej podopieczni. Zatrzymuje się przed publicznością, rozkłada ramiona i zaczyna śpiewać Moje miasto. W tym samym momencie aktorzy za nią rozpoczynają układ taneczny. Wykonują dwa rodzaje figur, na zmianę. Bywają rozproszeni po całej scenie, synchronicznie wykonują te same figury, bardzo czuli na to, co robią pozostali, by po chwili zbić się w gromadkę za plecami zakonnicy. Mają podkrążone oczy, wydają się chorzy i cierpiący. Drżą z zimna lub gorączki, szarpią swoje ubrania, niektórzy pokazują widowni środkowe palce. Są...
Czytaj   »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 4 grudnia 2016

8 grudnia 2016
Mateusz Kaliński: Bełkot. 4 grudnia 2016

Jeśli chodzi o koty, jeśli ktoś mnie o nie spyta, to ja z pamięci wymienię obszerną kocią bibliografię. Pisał o nich Pilch między innymi w Bezpowrotnie utraconej leworęczności, pisał Hugo w Nędznikach, pisał King w Cmętarzu Zwieżąt, coś od siebie dorzucili Bukowski i Hemingway (ten ostatni opiekował się niezliczoną ilością sześciopalczastych kotów w swoim domu na wyspie Key West na Florydzie), o słynnym wierszu Szymborskiej nawet nie trzeba wspominać. Koty w literaturze mają swoje miejsce, ale i tak daleko im do pozycji, która należy się tym stworzeniom z woli najwyższych bytów. Czemu nie pójść dalej? Czemu na półce w moim pokoju miałyby nie stać Kocia góra i Doktor Kotus Tomasza Manna? Albo Anna Kociamina łażącego za mną wciąż Tołstoja? Najsłynniejsza powieść Kundery? Kocia lekkość bytu. Za co świat ceni Dostojewskiego? Przede wszystkim za Braci Kotomazow. Przyglądam się pozostałym książkom i widzę, stoją jak byk ­– Sklepy Kocimiętkowe, Kot i Kociara, Buszujący w kuwecie, Sennik koci, Kotulisses i wiele, wiele...
Czytaj   »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 28 listopada 2016

2 grudnia 2016
Mateusz Kaliński: Bełkot. 28 listopada 2016

Łatwo jest zrecenzować czy w choćby w kilku słowach omówić film dobry lub przeciętny. O słabym obrazie także nietrudno sklecić kilka zdań. Jednak co począć, kiedy przyjdzie zmierzyć się z najgorszym filmem świata? I wcale nie popadam w egzaltację mówiąc „najgorszy”. Jest to słowo – posiłkując się terminologią bokserską – wagi ciężkiej. A „dzieło”, o którym mowa, także do cherlaków nie należy. Nie ma odrobiny przesady w nazywaniu The Room Tommy’ego Wiseau najgorszym filmem świata. Gdybym powiedział, że coś w tym filmie nie wyszło, to byłoby to jedno z największych niedopowiedzeń na jakie mnie stać. Zadziało się – oj zadziało – coś bardzo złego. Leży dosłownie wszystko. Czy reżyseria, czy scenariusz, czy gra aktorska, czy montaż, czy każdy inny możliwy aspekt – położone po całości. Przy czym wszelkie przesłanki wskazują na to, że The Room wcale żartem nie jest, jak widz mógłby się spodziewać. Legendy głoszą, że Tommy Wiseau szykował nawet...
Czytaj   »