Paulina Ozga: Poza pionem – rozmowa z Liwią Bargieł, reżyserką spektaklu Witzelsucht

8 kwietnia 2017
Witzelsucht, plakat

Witzelsucht, plakat

Paulina Ozga: Oliver Sacks był neurologiem, autorem Mężczyzny, który pomylił swoją żonę z kapeluszem, Antropologa na marsie oraz wielu innych książek, w których opisywał przypadki pacjentów cierpiących na schorzenia neurologiczne. Co zaciekawiło cię w tych historiach?

Liwia Bargieł: Choreograficznie interesują mnie kwestie deformacji i ograniczeń. W momencie, w którym wzięłam na warsztat książki Sacksa, odkryłam, że są one kopalnią pomysłów. W jego opowiadaniach zawartych jest wiele informacji o tym, jak można podejść do deformacji, jak szukać konkretnych ograniczeń w ruchu. Ciekawe dla mnie jest to, że opieram się na prawdziwych historiach ludzi, którzy na co dzień muszą zmagać się z takimi przypadłościami, jak zespół Touretta, różnego rodzaju afazje, nieuwaga połowiczna – nie tworzę zatem sytuacji do końca sztucznych. Korzystam z pewnego rodzaju potencjału kreatywnego drzemiącego w tych chorobach.

Potencjału kreatywnego, który został świetnie wydobyty przez Sacksa.

Właśnie. To, jak widzimy te historie, to zasługa samego autora, który przedstawia je w taki, a nie inny sposób. Pokazuje świat rozwibrowany, żywy. Nie kojarzył mi się on z ludźmi dotkniętymi jakimiś dysfunkcjami – to bardziej tak, jakby się czytało baśnie. Te opowieści są bardzo ludzkie, a jednocześnie mają w sobie coś osobliwego, wyjątkowego. Dlatego pomyślałam, że przedstawienie świata, w którym takie osoby się spotykają i funkcjonują razem, stwarza nam trochę inny wymiar rzeczywistości. Daje okazję do stworzenia świata równoległego do tego, który jest powszechnie znany i widziany.

Jak i społecznie akceptowany. Ludziom z tego typu problemami trudno jest się odnaleźć w społeczeństwie…

Kwestia kreowania własnego ja, poczucia własnego ja względem innych jednostek również pojawia się w spektaklu. Kwestia tego, że to ja ma w sobie wartość. Nasze poczucie ja często zmienia się względem otoczenia, ponieważ nie jesteśmy odporni na wpływy – wiadomo, żyjemy w społeczeństwie. Na scenie zobaczymy plejadę jednostek, które oddziałują na siebie. Niekiedy te oddziaływania są komplementarne, a kiedy indziej zaczynają już zjadać część ja innej jednostki. Zobaczymy, jak wtedy układa się dynamika całej grupy i ich poczucia wobec siebie.

Jak przełożyć język opowiadań Olivera Sacksa na język tańca?

Kwestie ograniczeń związanych z przypadłościami neurologicznymi stworzyły tutaj jakiś rodzaj ramek, były one trampoliną do szukania języka ruchowego, który operuje dużą liczbą złudzeń optycznych. Na przykład: w spektaklu jest scena, kiedy aktorzy tańczą cały czas poza pionem. Inspirację stanowi tutaj historia człowieka, który nieświadomie chodził przechylony w jedną stronę. Było to dla mnie ciekawym wyzwaniem: znaleźć dla aktorów taką płaszczyznę, która jest jednocześnie krzywizną, ale pozwala się utrzymać; pozwala na ruch, ale nie prowadzi do upadku. Z każdej z tych historii – z ograniczeń polegających na widzeniu tylko jednej strony, dostrzegania szczegółu przy jednoczesnym braku umiejętności widzenia całości czy utraty pamięci krótkotrwałej – starałam się wyciągnąć esencję. Wbrew pozorom przy budowaniu choreografii trzeba wyznaczyć sobie jakiegoś rodzaju ograniczenie – daje nam ono dużo więcej wolności. Może dlatego, że zawęża pewne pole poszukiwań, a jednocześnie bardzo ukierunkowuje na konkretne wybory, co z kolei w dalszej pracy pozwala na tworzenie różnych wariantów jednego zadania. W związku z tym widzimy logikę działania danego mechanizmu ruchu, natomiast nie widzimy, że jest to cały czas powtarzanie wariacji na jeden temat.

Która z przypadłości dała ci największy kreatywny impuls?

W każdej było coś wyjątkowego, w każdej znalazłam ten impuls, ale historia o tym, jak się nie widzi całości, w związku z czym sekwencje tracą swój logiczny wydźwięk, dawała mi dużą radość i sporo zabawy, gdy próbowałam znaleźć dla niej rozwiązanie w absurdzie. Do gestów, które znamy z życia codziennego, musieliśmy znaleźć absurdalne zakończenia. W związku z czym powstaje coś zabawnego. Nie chciałam też, żeby ten spektakl był smutny, może on być refleksyjny na pewnym poziomie. Nie jest też oczywiście prześmiewczy. Chodziło mi o pokazanie tego rodzaju inności jako formy nowej jakości.

À propos nowych jakości. Oliver Sacks w jednym z wywiadów opowiada o swojej podróży na wyspę Pingelap, gdzie co dziesiąty mieszkaniec nie widzi barw. Zapytał miejscowych, skąd wiedzą, że banan jest dojrzały, skoro nie potrafią odróżnić barwy zielonej od żółtej. W odpowiedzi mieszkańcy przynieśli owoc, który był zielony, ale mimo to dojrzały. Sacks zwrócił uwagę jedynie na jeden aspekt, wyspiarze na fakturę, zapach i inne czynniki. Mieli rację. Wystarczyło tylko spojrzeć w inny sposób…

Czytając te historie, myślałam sobie, że niesamowicie byłoby przez moment wiedzieć, jak to jest widzieć, czuć, odbierać świat w taki sposób, w jaki odbierają go pacjenci Sacksa. Oczywiście nie zamieniłabym się z żadną z tych osób, ale jeżeli możnaby było na przykład przez godzinę nie odróżniać barw, nie czuć pionu albo patrzeć na kogoś i go nie widzieć, mimo że się go widzi… W momencie, w którym któryś ze zmysłów wariuje, cała rzeczywistość się zmienia. To jest bardzo ciekawe. Pomyślałam o pewnej dziewczynie, którą opisywał Sacks. Miała ona zaburzony zmysł proprioceptywny, czyli wyczucie orientacji ułożenia własnego ciała, dzięki któremu wiemy, jak ułożone są nasze kończyny bez patrzenia na nie. Ona była pozbawiona tej świadomości. Można więc powiedzieć, że była przykładem takiej czystej żyjącej jaźni. Tylko jej myśl, którą bezpośrednio dotykała swojej ręki, była w stanie tę rękę uruchomić. Nie mogła tego zrobić automatycznie. Musiała na nią spojrzeć i powiedzieć sobie, co ma zrobić. I wtedy w jakiś sposób to się działo – ze względu na jej myśl. Wszystko musiało przejść przez jej logiczne przemyślenie. To daje niesamowitą perspektywę jeżeli chodzi o ruch, o pracę naszych mięśni. Nie należy jednak zapominać o tym, że myślenie o tego typu schorzeniach inaczej niż jako o czymś jedynie negatywnym wymaga dużo odwagi. Sacks dał nam tę perspektywę, odkrył przed nami inny świat.

Rozmawiała: Paulina Ozga


Liwia Bargieł – tancerka, choreografka, absolwentka Trinity Laban w Londynie. Jest autorką choreografii do spektakli teatralnych Ce bordel formidable/ extravaganza, Joanna Szalona. Królowa, Otello (reż. W. Raźniak), Opowiadania Brazylijskie (reż. Marcin Hycnar), Demon Teatru, czyli mniejsza o to (reż. Andrzej Domalik). Od 2012 roku współpracuje z Akademią Teatralną im. A. Zelwerowicza w Warszawie. Jako tancerka występowała w spektaklu Przemiany w choreografii Carolin Finn, Hommage a Tadeusz Kantor Mikołaja Mikołajczyka, Family Affair kolektywu Zimmer Frei, Operze kolejowej Grzegorza Laszuka (Komuna//Warszawa), Sideways Rain Guilherme Botelho. Jej zainteresowania skierowane są również w stronę projektów interdyscyplinarnych. W ramach projektu Modular Light Cloud stworzyła performans Glow. Wraz z Martą Mielcarek współtworzyła performans Pozycja początkowa wertykalna. Reżyserka i choreografka spektaklu Iluminacje wyprodukowanego w ramach projektu zero w Collegium Nobilium.

Witzelsucht, czyli wesołkowatość, jest określeniem na wesołość i ożywienie charakterystyczne dla osób z zaburzeniami podstawy płata czołowego. Jest jedną z wielu przypadłości, które zmieniają umysł człowieka, wpływając tym samym na jego osobowość, a co za tym idzie – również na jego istotę. Biorąc na warsztat opowieści kliniczne Olivera Sacksa, badamy co stanie się, gdy reguły, które definiują nasz świat, ulegną przekształceniom. Co stanie się, jeżeli na nas samych spojrzymy à rebours.

projekt zero: Witzelsucht

Premiera: 11 kwietnia 2017, Teatr Collegium Nobilium

Reżyseria i choreografia: Liwia Bargieł

Muzyka: Aleksander Kaźmierczak

Wideo i światło: Marta Mielcarek

Konsultacje dramaturgiczne: Paulina Ozga

 

Obsada:

Patrycja Grzywińska

Sonia Mietielica

Vova Makovskyi

Błażej Stencel

Piotr Janusz

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 − one =