Paulina Trzeciak: JAx10000

5 stycznia 2017

O performansie To. Marta Ziółek w Nowym Teatrze w Warszawie

 

TO. Marta Ziółek/mat. Nowego Teatru

TO. Marta Ziółek/mat. Nowego Teatru

W rozpędzonym kapitalizmie nie ma miejsca na bezpłciowość, nijakość czy przeciętność. Kult indywidualizmu został wyniesiony na piedestał, a „bycie sobą” zastąpiono sztucznie generowanymi kreacjami, które są tylko cieniami tego, kim jesteśmy. Przecież możesz być kim chcesz, przecież jesteś kowalem własnego losu, zaprojektuj siebie, wyróżnij się z tłumu, bądź inny, wyjątkowy.

Na scenie jest trójka performerów — Marta Ziółek, Robert Wasiewicz i Korina Kordova. Przepychają się pomiędzy sobą, każdy z nich chce zaprezentować swój mini-układ taneczny, wykrzykując przy tym wszystkim słowo „TO”. Jest to walka, które „JA” okaże się najlepsze, ciągłe nadążanie za ruchami współzawodników. Choreografia nie ma wyraźnego początku ani końca, po wejściu widzów od razu trwa. Kończy się wtedy, gdy wszyscy opuszczą salę. Scenografia składa się tylko z kilku prostych elementów. Z boku ustawiono biurko, na nim macbook, obok wieszak na ubrania i roślina. Pierwsze skojarzenia wiodą nas do korporacyjnego open space’u, którego generyczność miesza się z post-internetową estetyką wyciągniętą z „DIS Magazine”. Na scenie atrybutami artystów stają się selfie-sticki, telefony i tablety, które przyczyniają się do pomnażania i zwielokrotniania naszego „ja”.

Bezlitośnie otoczeni technologią, poruszamy się w cyfrowej przestrzeni, automatycznie przenosząc tam swoje tożsamości. Uciekamy w fikcyjne sfery projektowania siebie, arbitralnie nadając sobie status artysty. Korina Kordova wygłasza krótkie przemówienie na wzór manifestu, którego główną tezą jest dewaluacja roli twórcy we współczesnym świecie. Modernistyczny etos artysty charakteryzujący się poważaniem społecznym, nadaniem rangi „kapłana sztuki”, odpływa w niepamięć. Ponieważ teraz każdy z nas może być artystą, ponieważ możemy kreować i powielać swoje ja, ja, i ja. Najłatwiej wykorzystać do tego swojego ciało, które staje się naszą wizytówką, na którą nanosimy własny wizerunek.

Kolejna rozgrywka między performerami przy Lean on. Dynamiczność performansu podbudowana jest poprzez wykorzystanie powszechnie znanej muzyki Biebra czy Major Lazera, kojarzonej z estetyką („artyzmem”) instagrama czy snapchata. Popkultura, życie społeczne, Internet, sztuka. Granice pomiędzy tymi sferami zaczynają się zacierać, generują napięcia. Ziółek podnosi krytyczną debatę o tym, co obecnie znaczy „być artystą”. Jeśli każdy może projektować swoje „ja” poprzez masowe rozpowszechnianie go w postaci zdjęć na portalach społecznościowych (przypadek Amalii Ulman[1]) lub publikowanie kilkunastosekundowych filmów? Czy już jestem artystą/artystką? Gdzie leży i czy istnieje jeszcze granica pomiędzy nowymi formami ekspresji społecznej i artystycznej?

Uważniejsi z siedzących na sali dostrzegą na biurku różową czaszkę, którą w pewnym momencie podnosi Marta Ziółek. Jakie zastosowanie znalazłaby teraz uniwersalna maksyma wypowiadana przez Hamleta — „być albo nie być”? Uległaby całkowitemu przedefiniowaniu, czy raczej stawiałaby nas przed wyborem — ślepo podążać za sztuczną indywidualnością czy po prostu „nie być”?

Paulina Trzeciak

To. Marta Ziółek

Kreacja i performans: Korina Kordova, Robert Wasiewicz, Marta Ziółek

Występują: Ramona Nagabczyńska, Robert Wasiewicz, Marta Ziółek

Goście specjalni:

Piosenkarka: Maria Kozłowska

Saksofonista: Natan Kryszk

Voguerka: Magdalena Marcinkowska

[1] http://www.telegraph.co.uk/photography/what-to-see/is-this-the-first-instagram-masterpiece/

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

14 − two =