Paulina Trzeciak: Nijakość, płycizna i mieszczańska komedyjka

7 maja 2017

O spektaklu Ślub w reżyserii Anny Augustynowicz z Teatru Współczesnego w Szczecinie i Teatru im. J. Kochanowskiego w Opolu w ramach 37. Warszawskich Spotkań Teatralnych

 Ślub/fot. Piotr Nykowski

Ślub/fot. Piotr Nykowski

,,W swym przedstawieniu Anna Augustynowicz odzierając Ślub z jego onirycznej poetyki, niepewności statusu miejsca, w którym się znaleźliśmy wraz z Henrykiem i Władziem, może paradoksalnie dokonuje radykalnego odczytania tego dramatu” – ten wycinek recenzji Przemysława Skrzydelskiego widniał na stronie tegorocznych Warszawskich Spotkań Teatralnych zapewne jako zachęta do obejrzenia Ślubu w reżyserii Augustynowicz. Cytat ten wzbudził we mnie spory niepokój, przecież niecodziennie słyszy się o nowatorskim odczytaniu Gombrowicza, który, jak wiemy, do najprostszych pisarzy zdecydowanie nie należy. Z tezą o obdarciu z oniryczności nie ma jak polemizować, bo jest całkowicie słuszna, natomiast końcowe stwierdzenie o radykalnym odczytaniu tego dramatu jest najbardziej nietrafioną i mylącą interpretacją, jaką kiedykolwiek czytałam. Ślub Augustynowicz nawet w jednym calu nie ociera się o radykalność, a wręcz prezentuje całkowitą kapitulację przed ogromem możliwości i interpretacji, jakie oferuje nam Gombrowicz. Otrzymujemy tu sporą dawkę nijakości, typizacji i infantylności.

Po szybkim wyjściu z teatru wewnątrz mnie kotłowało się wiele myśli, które chciały znaleźć linie ujścia. Gombrowicz pogrzebany, zmieszany z błotem, pokazany jak najgorszy filister i mieszczuch, a do tego ubrany w formę. Przecież to, co właśnie zobaczyłam, nie ma w sobie ani kropli gombrowiczowskiego stylu i jego przewrotnego pisarstwa – to były moje pierwsze, rozważane na gorąco zarzuty wobec tego spektaklu, które już po chwili okazały się nie do końca uzasadnione. Sama nie jestem zwolenniczką wystawiania spektaklu w całkowitej zgodności z literą dramatu, a wręcz przeciwnie – raczej cenię modyfikacje i ubieranie tekstu w jakąś interesującą interpretację. Niestety Augustynowicz z tragedii zrobiła komedię (mogłoby to okazać się ciekawym pomysłem, ale nie został on przemyślany), co doprowadziło do całkowitego spłycenia przekazu dramatu. Po prostu nie zaproponowała interesującego sposobu na odczytanie Gombrowicza.

 Ślub/fot. Piotr Nykowski

Ślub/fot. Piotr Nykowski

Zerwanie z onirycznością (jednocześnie też z patosem Ślubu) mogłoby być ciekawą konwencją, ale w tym wypadku wyłącznie doprowadziło do absolutnego zubożenia zarówno formy, tekstu, jak i kreacji aktorskich. Matka i Ojciec są u Gombrowicza chodzącymi widmami, strzępkami ludzkości po traumatycznych doświadczeniach wojennych. Nie wiadomo, czy to nadal ludzie, czy raczej wymiędlone z człowieczeństwa nagie i obnażone uosobienie wyczerpania się języka, który do tej pory opisywał rzeczywistość. Są podmiotami obdartymi z jakichkolwiek funkcji poznawczych. Za to Augustynowicz proponuje nam wesołą, komiczną parkę odwzorowującą polskie przywary. Obydwie postacie zostają poddane całkowitej typizacji. Porywczy, patriarchalny i sceptyczny ojciec, którego kreacja współgra z satyryczną figurą nieufnego Polaka oraz matka – trochę prześmiewczo obłąkana, ale też popychadło i katolicka dewotka wydłużająca jękliwie mantrę „Alleluja” przez cały spektakl. Śmichy-chichy, genialna zabawa i satyra na polskość.

Oczywiście Ślub zawiera w sobie potencjał komiczny i nie zawsze musi być wystawiany „mrocznie”, ale na pewno trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co to za śmiech, z czym go się je i co wyraża, a nie wydestylować z dramatu tylko śmieszne elementy, jednocześnie przemieniając go w komedię typów. Postać Henryka (Grzegorz Falkowski) jest kolejnym utrapieniem tego spektaklu – nieciekawa, jednostajna i nierozwijająca się rola. Dziwaczność i niepokój sytuacji, w jakiej znalazł się Henryk (powrót po wojnie do rodzinnego domu, w którym nic nie jest tak, jak było i przypomina sen) też jest poddana komiczności. Żartobliwe podejście aktora do całej sytuacji oraz jego zwroty do widowni jawnie podważają tajemniczość świata, w jakim się znalazł.

Jednak przy tych wszystkich powyższych zarzutach – zrobienia ze Ślubu słabej jakości komedii, wydobycia tylko prześmiewczych wątków, bezbarwnej postaci Henryka czy typizacji postaci, to jednak największym minusem tego spektaklu jest po prostu bijąca z niego nijakość. Nawet jeśli wydobyto z tego tekstu komiczność, to nie została ona konsekwentnie i przemyślanie przeprowadzona (na zasadzie utarczki z Gombrowiczem). Odrzucenie koncepcji snu mogłoby być jakimś punktem wyjścia, ale w tym wypadku spłyciło cały tekst.

Ślub oferuje nam szeroki wybór tematów i interpretacji – od trudnej i niejednoznacznej postaci Henryka po zbudowanie świata przedstawionego, rzeczywistości w rozpadzie czy wyczerpania się języka i samej jego kategorii. Jeden z ważniejszych powojennych dramatów polskich u Augustynowicz zostaje zredukowany do kompletniej mazi bez wyrazu.

Paulina Trzeciak

Witold Gombrowicz

Ślub

Premiera: 10 września 2016 (Opole), 21 października 2016 (Szczecin)

Reżyseria: Anna Augustynowicz

Scenografia: Marek Braun

Kostiumy: Wanda Kowalska

Muzyka: Jacek Wierzchowski

Reżyseria światła: Krzysztof Sendke

Obsada: Grzegorz Młudzik, Joanna Matuszak, Grzegorz Falkowski, Jędrzej Wielecki, Magdalena Żak / Magdalena Maścianica, Arkadiusz Buszko, Michał Świtała

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 − two =