Piotr Sterczewski: To nie ty

7 grudnia 2011

O spektaklu Amfitrion w reż. Wojtka Klemma w Starym Teatrze w Krakowie.

Amfitrion / fot. B. Sowa

Amfitrion (według Kleista, który nawiązywał do Moliera, a ten z kolei do Plauta) w reżyserii Wojtka Klemma z jednej strony wykorzystuje rozrywkową warstwę mieszczańskiej komedii sobowtórów i omyłek, a z drugiej nie rezygnuje z ambicji krytycznych. Właśnie udane połączenie tych dwóch aspektów jest największym atutem spektaklu ze Starego Teatru w Krakowie.

Fabuła sztuki opiera się na wątku mitologicznym: Amfitrion, generał tebański (w tej roli Błażej Peszek), wraca po zwycięskiej bitwie do domu i swojej kochającej żony Alkmeny (genialna jak zwykle Małgorzata Hajewska-Krzysztofik). Jednak zaraz przed tym spodziewanym powrotem Alkmenę odwiedza bóg Zeus (niepokojący Adam Nawojczyk) pod postacią Amfitriona i spędza z nią noc; kobieta nie poznaje się na doskonałej iluzji i kiedy jej mąż wraca naprawdę, oboje są równie zdumieni przy próbach ustalenia, co się w istocie wydarzyło ostatniej nocy. Amfitrion oskarża o zdradę i szykuje sąd, Alkmena próbuje bronić się i zrozumieć sytuację, Zeus powraca, żeby komplikować sprawy jeszcze bardziej. Główną intrygę kontrapunktują podobne, podane w trochę lżejszym tonie, perypetie sługi Amfitriona Sozjasza (Marcin Kalisz), pod którego z kolei dla zabawy podszywa się bóg Merkury (Arkadiusz Brykalski), oraz jego zdezorientowanej żony Charysy (Beata Paluch).

Wojciech Klemm i odpowiedzialny za dramaturgię Igor Stokfiszewski zachowują – z dużą pomocą świetnych bez wyjątku aktorów – komediowy charakter sztuki, ale też wyciągają z jej tekstu poważne i daleko idące konsekwencje (co jest zresztą częstą taktyką przy współczesnych interpretacjach klasyki). Według zamieszczonych na stronie teatru deklaracji twórców, „toczy się krwawa rzeź panowania i uległości, cynizmu i zniewolenia, otwarta wojna między władzą boską i świecką – męską władzą bezwzględnych i bezmyślnych zwierząt – w której grabionymi terytoriami są kobiece ciała”. Zwiastun wideo spektaklu także podsuwa jasne tropy interpretacyjne. Dwoma podstawowymi tematami są zatem tożsamość i przemoc. I o ile w przypadku tego drugiego deklaracje twórców wydają mi się trochę przestrzelone, o tyle z tożsamością faktycznie dzieją się rzeczy frapujące.

Klemm i Stokfiszewski nie tylko zrezygnowali z popularnego w przypadku komedii sobowtórów zabiegu obsadzenia jednego aktora w obu rolach, lecz także wszelkiego fizycznego upodobnienia postaci do siebie. Dla widza zatem (przynajmniej od pewnego momentu) oczywiste jest, kto jest prawdziwym, a kto fałszywym Amfitrionem lub Sozjaszem, ale fakt, że nie jest to oczywiste dla Alkmeny lub Charysy, prowadzi do interesujących napięć. Zamiast ontologicznej czy chociaż fizycznej podstawy tożsamości (którą mogłoby zasugerować wizualne podobieństwo), istotne staje się jej ciągłe powoływanie i negocjowanie w aktach komunikacji. Tożsamość okazuje się być tworzona przez ocenę innych, językowe przyszpilenie przez zaimek „ty”: ty jesteś moim mężem, ty jesteś moim kochankiem, ty jesteś moim sługą, ty nie jesteś mną. „It’s not you, it’s me” – głosi wielki biały napis nad scenografią, która przypomina studio teleturnieju. „To nie ty, to ja”, albo w innym tłumaczeniu „nie chodzi o ciebie, tylko o mnie” – zdanie banalne, jak z opery mydlanej, ale pokazujące ciągłą grę roszczeń, która sama siebie próbuje ukryć. Dialogi w spektaklu często obnażają automatyzmy komunikacyjne, szczególnie w rozmowach małżeńskich; na manowce może zwieść zarówno wyrafinowana mowa wiązana Alkmeny, jak i proste komunikaty służącej Charysy.

Mam natomiast wątpliwości, czy temat przemocy wobec kobiet jest tu przedstawiony aż tak dobitnie, jak zapowiadają twórcy w tekstach wokół spektaklu („męska władza bezwzględnych i bezmyślnych zwierząt”). Faktycznie, Zeus i Amfitrion, bóg i generał, reprezentują dwa potężne porządki władzy, ich dominację podkreślają też znaczące męskie stroje (odpowiednio: drogi garnitur i skórzana kurtka). Kobiety, szczególnie Alkmena, miotają się w siatce wymagań, podejrzeń i wymuszonych deklaracji, a finał spektaklu jest dość ponury jak na komediową fabułę. Jednak Amfitrion czy Sozjasz też są ofiarami intryg bogów, a przemoc wynikająca z walki płci nie wydaje się być tu istotniejsza niż ta związana z wbijaniem w określone role społeczne (lub wybijaniem z nich).

Na szczęście Amfitrion bardzo dobrze broni się jako spektakl nawet pomimo tego, że nie wszystkie ideologiczne deklaracje twórców znajdują w nim pokrycie; równowaga pomiędzy walorem rozrywkowym a ambicjami krytycznymi satysfakcjonuje i pozwala znaleźć wspólny język z różnymi odbiorcami. Warto zobaczyć – albo dla komedii, albo dla refleksji o tożsamości, a najlepiej dla tego i tego.

Piotr Sterczewski

 

Amfitrion
Heinrich von Kleist

reżyseria:
Wojtek Klemm

scenografia:
Mascha Mazur

obsada:
Alkmena – Małgorzata Hajewska-Krzysztofik
Amfitrion – Błażej Peszek
Charysa – Beata Paluch
Jupiter – Adam Nawojczyk
Merkury – Arkadiusz Brykalski
Sozjasz – Marcin Kalisz
oraz
Piotr Żyła (laptop, instrumenty różne)
przekład: Jacek St. Buras
dramaturgia: Igor Stokfiszewski
kostiumy: Julia Kornacka
muzyka: Dominik Strycharski
ruch sceniczny: Efrat Stempler
reżyseria świateł: Andreas Fuchs

Premiera:
2010-02-27 scena kameralna

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

thirteen − 10 =