Robert Mróz – Opowieść o artyście

21 marca 2011

o filmie Młyn i krzyż w reż. Lecha Majewskiego.

Młyn i krzyż

Nowy film Lecha Majewskiego na pierwszy rzut oka może wydać się jedynie tanią błyskotką – mimo wyjątkowej warstwy wizualnej interpretacja obrazu Pietera Bruegla starszego nie jest zbyt odkrywcza. Jednak po dokładniejszym badaniu okazuje się, że za tym wszystkim kryje się wnikliwa, subtelna opowieść o losie artysty, która pozwala filmowi Polaka awansować do rangi dzieła wyjątkowego.

Wraz z pierwszym ujęciem przekraczamy sztywne ramy dzieła sztuki i znajdujemy się wewnątrz obrazu Pietera Bruegla starszego Droga krzyżowa. Wieloletnia praca nad filmem zaowocowała niespotykanym dotąd efektem – mimo, że z pewnością siedzimy w sali kinowej, mamy wrażenie, jakbyśmy jakimś cudem przenieśli się do wiedeńskiego Kunsthistorisches Museum i uczestniczyli w interaktywnej prezentacji dzieła niderlandzkiego malarza. Komputerowa technika CGI pozwoliła na przeniesienie faktury obrazu na celuloidową taśmę, łącząc dwuwymiarowe, „wycięte” bezpośrednio z obrazu tła z grą aktorską, kreując nowy świat – będący równocześnie filmową „rzeczywistością” i malarskim dziełem sztuki, tak samo jednym, jak i drugim.

Akcja filmu rozgrywa się w roku 1564, w okupowanej przez Hiszpanów Flandrii, kiedy to Bruegel malował swój obraz. Majewski pokazał proces twórczy przede wszystkim jako reakcję na ucisk i brutalność, stanowiące w tym czasie codzienność dla mieszkańców nizinnego regionu. Spośród kilku setek obecnych na obrazie postaci skupił się na kilkunastu, poprzez ich losy opisując szarość ówczesnego życia, a przewodnikiem uczynił samego Bruegla (Rutger Hauer). Z nieodłącznym szkicownikiem pod pachą oprowadza on swego przyjaciela i mecenasa Nicolaesa Jonghelincka (Michael York) po świecie, który równocześnie staje się uwiecznionym na papierze obrazem, gotowym do wypełnienia żywymi, charakterystycznymi dla malarza kolorami. Dzięki przenikaniu się historii i autorskiej kreacji, kolorystycznych cech dzieł niderlandzkiego mistrza nabiera cały świat przedstawiony w filmie. Poprzez ten zabieg na oczach widza dokonuje się zachwycająca estetyzacja wszelkich aspektów życia. Nieważne, czy właśnie obserwujemy ścinających drzewo drwali, sprzedającego chleb wędrownego handlarza, baraszkujące dzieci czy biczowanego i krzyżowanego Chrystusa – bogate, malarskie barwy zrównują każde z tych wydarzeń, nierozerwalnie wiążąc mistyczną religijność z codziennością, zaprzeczając jakiejkolwiek możliwości rozdzielenia tych aspektów życia. Przeplatanie się diametralnie, wydawałoby się, odmiennych sfer ludzkiego doświadczenia, widoczne jest w interpretacji poszczególnych elementów Drogi krzyżowej – zielone, bujne drzewo życia przeciwstawione wbitym na pale kołom, na których umieszczano skatowanych Flandryjczyków; młyn – z potężnymi, skrzyżowanymi ramionami – górujący nad całą kompozycją, z obserwującym wszystko uważnie Bogiem-młynarzem, skontrastowany z niemal niewidocznym, choć umieszczonym w samym centrum, krzyżem. Pod ciężarem krzyża upada Chrystus, ale jego twarzy nigdy nie poznamy – pozostanie dla nas mistyczną Tajemnicą, ale może ukryty jest głównie dlatego, że akurat wszyscy patrzą na Szymona z Cyreny, przymuszanego do pomocy Jezusowi.

Mimo że jest to wszystko niezmiernie ciekawe i przedstawione tak, że nie sposób oderwać oczu od ekranu, to nie wykracza poza standardowe interpretacje Drogi krzyżowej. I ostatecznie film  okazałby się niczym więcej, jak intrygującym, ale koniec końców męczącym eksperymentem, gdyby nie dodatkowa, głębsza warstwa opowieści, dotycząca już nie świata, ale tego, kto ten świat tworzy. Bruegel jest w stanie jednym ruchem ręki zmusić młynarza – Boga! – do zatrzymania mechanizmu, jednym gestem unieruchamia świat tylko po to, by dokładniej mu się przyjrzeć. W takim momencie jest prawdziwym panem wszelkiego stworzenia, nieograniczonym w swojej kreacji, tym, który nie przejmuje się żadnym doczesnym prawem, ponieważ może zmienić je, kiedy tylko zapragnie. Jednak już za chwilę świat musi wrócić na zwykłe tory, a twórca, jeszcze chwilę temu wszechpotężny, nie może zrobić nic, by powstrzymać śmierć niewinnych, by pocieszyć Marię (Charlotte Rampling) i zmienić bieg wydarzeń. Pozostaje mu tylko rola uważnego obserwatora. Wszechmocny Kreator, a zaraz potem, doskonały warsztatowo, ale jednak tylko Odtwórca: dualizm postaci artysty niemożliwy do przezwyciężenia. Wystarczy, że zawieje wiatr, a ze szkicownika wypadają kartki – nie można ich utracić, ale w tym czasie na świecie tyle się wydarzy, tyle kluczowych chwil nie zostanie uwiecznionych! I Bruegel u Majewskiego zdaje się doskonale wiedzieć o tej odwiecznej walce sprzeczności, o boju między spływającym z Niebios Natchnieniem a Materią, której barier nie jest w stanie przekroczyć.

Tym samym, podobnych ograniczeń własnej twórczości świadomy jest i Lech Majewski. Korzysta więc z dorobku mistrza, który, jak się wydaje, był jednym z tych, którym w największym stopniu powiodła się unifikacja sprzeczności. Reżyser nie tylko komentuje dzieło sztuki, ale zdobywa się też na refleksję na metapoziomie, tworząc w ten sposób nową jakość i uwalniając się z więzów miernego naśladownictwa. I, co równie ważne, wraz z nieocenionym operatorem Adamem Sikorą, tworzy świat przedstawiony, który jest po prostu – nadzwyczajnie! – piękny.

Robert Mróz

 

Młyn i krzyż

Reżyseria: Lech J. Majewski

Scenariusz: Lech J. Majewski, Michael Francis Gibson

Zdjęcia: Lech J. Majewski, Adam Sikora

Muzyka: Lech J. Majewski, Józef Skrzek

Występują: Rutger Hauer, Michael York, Charlotte Rampling, Joanna Litwin, Marian Makula i inni

Produkcja: Polska, Szwecja

Dystrybucja: ITI Cinema Sp. z o.o.

Data premiery: 18 marca 2011r.

Czas trwania: 85 minut

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

four + eleven =