Ryszard Abraham: Dziewczyna z Ewelina

23 listopada 2014

Rozmowa z Pauliną Szostak, tegoroczną absolwentką Wydziału Aktorskiego warszawskiej Akademii Teatralnej, aktorką Teatru Narodowego 

 

1774

Ryszard Abraham: Pochodzisz z Ewelina, miejscowości położonej niedaleko Garwolina. Miałaś kontakt z kulturą  teatralną w swoim rodzinnym mieście?

Paulina Szostak: W Garwolinie działa Teatr Muzyczny „Od Czapy” i Teatr Rękawiczka. Nie należałam do żadnej z tych grup, natomiast uczęszczałam do kółka teatralnego i przez dwa lata chodziłam na zajęcia do szkoły muzycznej. W Ewelinie natomiast nie mamy teatrów, szkół czy nawet sklepów spożywczych, ale to najpiękniejsze miejsce na świecie.

 

Jak byłem mały, zanim wpadłem na to, żeby zajmować się teatrem, przeszedłem całą drogę od chęci bycia policjantem, wojskowym przez lekarza a nawet księdza! Aktorstwo jest spełnieniem Twoich marzeń z dzieciństwa?

Przez jedenaście lat grałam w piłkę nożną i chciałam być piłkarką.

 

???

Aktorstwo wzięło się z tego, że pochodząc z maleńkiej miejscowości marzyłam o podróżowaniu. Myślałam, że aktorstwo będzie przepustką do bliższego poznania świata. Z czasem zorientowałam się, że moja kariera piłkarska nie zajdzie daleko, pomyślałam wtedy, że będąc aktorką, będę również pierwszą w Polsce komentatorką sportową. (śmiech)

 

Miałaś szczęście spotkać na swej drodze ludzi, którzy zmotywowali Cię do aktorstwa?

Na początku była to moja pani od języka polskiego – Anna Szyszka, potem w szkole muzycznej spotkałam Aurelie Luśnia, z którą do dziś się przyjaźnimy. Kiedy zdecydowałam się zdawać do szkoły teatralnej podporą i pomocą w realizacji mojego postanowienia była  Hania Piaseczna.

 

Fenomenem socjologicznym staje się powoli zjawisko egzaminów wstępnych na wydział aktorski. Z roku na rok jest więcej kandydatów. Odnoszę wrażenie, że ludzie ubiegający się o indeks są coraz lepiej przygotowani. Ich przepisem na sukces jest udział w różnych kursach przygotowawczych, konsultacjach, warsztatach. Jak widać z pozytywnym skutkiem. W jaki sposób przygotowywałaś się do tego egzaminacyjnego sita?

Przygotowywałam się głównie sama. Przy doborze tekstów konsultowałam się z Hanią Piaseczną i z nią ostatecznie ułożyłam repertuar do prezentacji przed komisją. Pierwsze w życiu zadanie aktorskie z prawdziwego zdarzenia otrzymałam na egzaminie.

 

Miałaś jakąś alternatywę w razie, gdybyś nie dostała się do Akademii Teatralnej?

Nie złożyłam dokumentów do żadnej innej uczelni. W razie porażki zgłosiłabym się do… wojska (śmiech).

 

 

W wywiadzie ze Stenką, Maciejewski stwierdza: Aktor stara się być atrakcyjny dla widza, popularny. Nie znam nikogo w tym zawodzie, kogo satysfakcjonowałaby anonimowość. Marzysz o sławie z wszystkimi jej konsekwencjami?

Zupełnie nie! Marzę o graniu w dobrych filmach, przedstawieniach, jak każdy aktor. Nie wyobrażam sobie handlowania swoim życiem prywatnym. I powiem ci, że zupełnie mi nie przeszkadza anonimowość, wręcz przeciwnie, widzę wiele jej pozytywnych aspektów.

 

Kończysz w tym roku Akademię Teatralną. Czy jest coś, czego nie ma w programie edukacyjnym uczelni, a jest przydatne w zawodzie?

Brakuje zajęć z kamerą. Nie ma również zajęć praktycznych związanych z dubbingiem i pracą przed mikrofonem. Zwiększyłabym również ilość zajęć ruchowych, ale to już tylko moje fanaberie…

Zagrałaś podwójną rolę w Szkicach z Dostojewskiego. Najpierw ukazujesz się jako Niemka. Zbudowałaś tę postać na fundamencie zniecierpliwienia i ciekawości, przemieszanego z brakiem porozumienia z otoczeniem z powodu bariery językowej. Natomiast Twoja Liza jest rozkapryszona i pełna wewnętrznych rozterek. Krystyna Janda napisała kiedyś: Aktor nie może dokumentować nieszczęścia, to nie jest jego zadanie, on ma widza przed nieszczęściem ratować. Nie wolno odbierać nadziei; w banalnych sformułowaniach, że trzeba bronić postaci, chodzi w istocie właśnie o to. Nie odbierać nadziei; na tym opiera się moja aktorska wiara. Posiadasz jakiś sposób na budowanie postaci scenicznej?

Dopiero rozpoczynam pracę w zawodzie, moje doświadczenie jest maleńkie, nie mogę powiedzieć, że mam jeden, utarty sposób na budowanie roli, bądź czy w ogóle jakiś mam. Tak naprawdę to po skończeniu szkoły rozpoczyna się praktyczna nauka zawodu. W Akademii Teatralnej jesteś prowadzony za rękę, a po jej skończeniu musisz sobie radzić sam. Myślę, że trzeba mieć w sobie dużą samodyscyplinę żeby co dzień wymagać od siebie więcej.

Co do roli Lizy, to jest to postać do której zawsze będę wracała z ogromnym sentymentem. Praca nad nią bardzo dużo mnie kosztowała, ale tak to już bywa z Dostojewskim. Ktoś kiedyś napisał, że „Dostojewskiego nie da się zagrać, jego można ewentualnie przecierpieć na scenie”.

Cieszę się, że mogłam się spotkać z jego twórczością w szkole. To była piękna praca.

 

Maja Komorowska opisując proces pracy nad rolą, często używa określenia partytura roli. Czym jest owo tajemnicze sformułowanie?

To cele, do których dążysz na scenie, tematy i punkty zwrotne w postaci, które zawsze przeprowadzasz. Partytura umożliwia ci za każdym razem przechodzenie toru myślowego granego przez ciebie bohatera. Pomaga to w tym, że nawet jak masz gorszy dzień, jesteś mniej skupiony, to jak masz dobrze zaplanowaną partyturę, jesteś w stanie zagrać na dobrym poziomie.

 

Fortepian pijany w reżyserii Marcina Przybylskiego to muzyczna odyseja po amerykańskiej prowincji widzianej oczami Toma Waitsa – wykonujesz w tym przedstawieniu jego songi. To Twój debiut w Teatrze Narodowym. Czy łatwo się zaaklimatyzować w tym heretycznym zespole, w otoczeniu wielu wybitych aktorów?

Wchodzenie w nowe środowisko, nowy zespół zawsze jest stresujące, ale osoby z którymi pracowałam/pracuje okazały się nie tylko wybitnymi aktorami, ale również wspaniałymi ludźmi, więc z każdym dniem czuje się pewniej.

 

Jest coś, z czym nie chciałabyś się spotkać w aktorstwie?

Nie chciałabym iść na kompromisy zawodowe, ani robić rzeczy, których będę się potem wstydzić. Na razie czuję w sobie młodociany bunt w tych kwestiach, ale zdaje sobie sprawę z tego, że mówię to mając stałą pracę.

 

Jakie masz plany zawodowe na przyszłość?

Pracuję nad Królową śniegu w reżyserii Piotra Cieplaka. Premiera w styczniu 2015.

 

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

                                                                                    Rozmawiał Ryszard Abraham

 

tagi: | Wersja do druku | |

Jeden komentarz do Ryszard Abraham: Dziewczyna z Ewelina

  1. ATLANTIS, 4 grudnia 2016 o 23:45

    Ja się zakochałem. Obok Jessicy Alby jest drugą osobą, dla której mógł bym zapomnieć o ukochanej żonie ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

20 + 14 =