Ryszard Abraham: Kino jak narkotyk

17 marca 2014

Rozmowa z KATARZYNĄ OSTROWSKĄ – teatrolożką, autorką książki Ewa, czyli o tej Wiśniewskiej, pomysłodawczynią cyklu Heroina Polskiego Kina Mężczyźni MoJego Kina

Ryszard Abraham: Pamiętasz swoją pierwszą fascynację gwiazdą filmową?

Katarzyna Ostrowska: Był to Tadeusz Łomnicki – miałam wtedy dziesięć lat. Fascynacja ta wynikła poniekąd  z tradycji rodzinnej. Mój ojciec kultywował zwyczaj czytania książek na głos. Najpierw uraczył mnie Panem Tadeuszem, następnie przyszła kolej na Trylogię. W tym samym czasie, kiedy czytał mi Pana Wołodyjowskiego, telewizja wyświetlała film Jerzego Hoffmana. Byliśmy wówczas w połowie książki, kiedy skonfrontowałam swoją wizję Małego Rycerza z ekranowym wizerunkiem Michała w interpretacji Łomnickiego.

Katarzyna Ostrowska

Katarzyna Ostrowska

Pamiętam, że jako dziecko wyklejałem zeszyty zdjęciami gwiazd kina. Zajmowało mi to wiele czasu. Matka szalała, bo zamiast się uczyć, wpatrywałem się w Kim Basinger. Kilka razy napisałem do aktorek, np. do Marleny Dietrich, która zresztą odesłała mi swoje zdjęcie z autografem. Czy jako widz, przenosiłaś swoje zainteresowania filmem na strefę prywatną?

Zdecydowanie tak. W wieku dwunastu lat napisałam list do Łomnickiego, na który odpisał dołączając zdjęcie z dedykacją. W dodatku zaprosił mnie na swoje przedstawienia: Końcówkę Ostatnią taśmę Krappa do Starego Teatru w Krakowie. Następnie przerzuciłam swoje uczucie na Jerzego Trelę, dzięki któremu zainteresowałam się teatrem, osobą Konrada Swinarskiego etc. Zdjęcie Treli zdobiło każdy mój szkolny zeszyt (śmiech).

Gustowałaś tylko w polskich aktorach?

Pamiętam Gregory’ego Pecka z Rzymskich wakacji i Gary’ego Coopera z W samo południe. Wspomnianej przez ciebie Marleny Dietrich jakoś nigdy nie lubiłam. Natomiast w pewnym krótkim okresie swojego życia przeżywałam fascynację fenomenem Grety Garbo. Jeżeli chodzi o gwiazdy światowego formatu, to moją faworytką jest Catherine Deneuve, którą uważam za aktorkę w Polsce niedocenianą. Jej współczesne filmy są w naszym kraju zupełnie nie znane. Powala mnie jej vis comica i niebanalna osobowość.

Z miłości do kina zrodził się pomysł projektu Heroina Polskiego Kina?

To by było za proste. Rozmawiałam kiedyś ze znajomą o Barbarze Horawiance, którą ta przypadkowo zobaczyła na ulicy. Postanowiłam znaleźć powód, dla którego warto by przypomnieć tę cudowną aktorkę. Zrodziła się wtedy myśl cyklicznych spotkań się z  nietuzinkowymi, oddziaływującymi na naszą wyobraźnię i zapadającymi trwale w pamięć aktorkami. Celowo unikam słowa jubileusz, a mówię spotkanie. Nie przepadam za jubileuszami, bo wychowałam się w Krakowie na benefisach, które odbywają się tam co tydzień i mają swoją specyfikę niemożliwą do skopiowania.

Według jakiego klucza dobierasz Bohaterki cyklu?

Niewątpliwie jest to (i nie będę się wypierać) mój bardzo indywidualny klucz, ale jest on konsultowany. Bohaterkami są aktorki niezwykłe, fascynujące, które działają magnetycznie na widza.

Czy każda z przyszłych bohaterek cyklu z entuzjazmem odnosi się do projektu? Spotykasz się z odmową wzięcia udziału w wieczorze poświęconym wybranej przez siebie aktorce?

Spotkałam się z dwiema bardzo uroczymi odmowami. Beata Tyszkiewicz, stwierdziła, że już jest tak utytułowana – począwszy od „Ikony” przez „Damę” po „Legendę kina”, że już więcej tytułów nie udźwignie. Beata z należnym sobie dystansem i humorem powiedziała, że jeżeli zrobię spotkanie z kuchtami polskiego kina, to wtedy ona się pisze (śmiech). Drugą osobą, która nie wyraziła zgody, była moja przyjaciółka Ewa Wiśniewska. Mimo początkowego entuzjazmu wycofała się, twierdząc, że jeszcze nie jest gotowa na podsumowanie swojej dotychczasowej kariery. Ewę rozumiem, jest to jej indywidualny stosunek do rzeczywistości, aczkolwiek bardzo żałuję, ponieważ widzę po dotychczasowych edycjach cyku, że nie jest to podsumowanie, tylko otworzenie nowego etapu.

Bez Wiśniewskiej nie wyobrażam sobie Heroin…

Powiedz jej to. Może ty ją przekonasz (śmiech).

Pierwsza odsłona Heroin Polskiego Kina to benefisy świetnych aktorek, które nieco już odeszły w zapomnienie. Szczególnym dla mnie wieczorem był ten poświęcony Elżbiecie Starosteckiej i to jej słynne zdanie powiedziane na koniec: „Za bardzo zaufałam życiu i to mnie zgubiło”. Czy druga seria będzie się czymś różniła? Planujesz zmianę konwencji, jakieś niespodzianki?

Spotkanie ze Starostecką było bardzo wzruszające. Kiedy ogłosiłam listę Bohaterek cyklu, to nie było tak, że środowisko krzyknęło jednogłośnie: „Fantastycznie!” Przeciwnie, często pytano: „Dlaczego ta?” Na co miałam przygotowaną odpowiedź: „Bo ja tak chcę.” Pokolenie ludzi urodzonych w drugiej dekadzie lat siedemdziesiątych i późniejsze zna  Elżbietę przede wszystkim z Czarnych chmur, Trędowatej, Hotelu Polanów i jego gości. Bez Starosteckiej nie wyobrażam sobie polskiego kina i telewizji. Nie istnieje towarzystwo filmowo-teatralne bez Eli. Jest ona zjawiskiem pod względem urody, talentu i kruchości. I to wszystko składa się na Heroinę, czyli na kogoś, kto nie zostawia cię obojętnym.

Druga edycja ma bardzo silne osobowości: Szykulska, Braunek, Nehrebecka, Szapołowska, Barańska, Zawadzka, Seniuk i Dymna. Koncepcja się nie zmieni, bo mam wrażenie, że zdała egzamin… Widz przychodzi na „Spotkanie z…”.  Lubi słuchać, obcować z Bohaterem wieczoru. Czujemy tę wzajemnie wypełniającą się energię płynącą z obu stron.

Od lutego tego roku zainicjowałaś równolegle z Heroinami cykl Mężczyźni MoJego Kina. Czy w planach są jeszcze inne cykle poświęcone np. artystom estrady? 

Kiedy pojawiły się Heroiny Polskiego Kina to często spotykałam się z pytaniem czy będzie podobna inicjatywa poświęcona mężczyznom. Osobiście uważam, że  i tak dostają bardzo dużą dawkę naszej wszelakiej miłości i zainteresowania. Idąc za oczekiwaniami będą mężczyźni – ale nie Herosi – którzy nas poruszają. W planach są również artyści estrady. Przygotowując Galę zamykającą edycję 2013 oparłam jej motyw na filmie Lata dwudzieste, lata trzydzieste. Po raz kolejny moją uwagę przykuła Ewa Kuklińska. Pomyślałam wtedy o estradzie, ale powiązanej z filmem. A więc będzie Ewa i Alibabki.

Ewa Kuklińska zasłużyła na tytuł Heroiny bezapelacyjnie z racji swojej wszechstronnej osobowości scenicznej, estradowej i filmowej. To artystka o formacie broadwayowskim, światowym. Niezwykle charyzmatyczna, profesjonalna i unikalna.  Mam wrażenie, że ciągle nie powiedziała ostatniego słowa.

Spotkania dotychczas odbywały się w Teatrze Collegium Nobilium, Teatrze Ateneum oraz w warszawskiej siedzibie ZASP-u. Ciesząca się coraz większym zainteresowaniem środowiska i widzów impreza potrzebuje większych pomieszczeń. Pamiętam, że prof. Janusz Majcherek zażartował kiedyś, że jak tak dalej pójdzie to kolejny wieczór odbędzie się na Stadionie Narodowym.  Jakie trudności napotykasz podczas organizacji spotkań z Heroinami?

Rzeczywiście profesor tak powiedział. Chwilę wcześniej podobną uwagę usłyszałam od naszej pani grafik, która stwierdziła, że niedługo będziemy musieli się spotkać w Sali Kongresowej. Heroina… jest projektem opartym na wolontariacie. Nikt nie czerpie z tego korzyści finansowych. Wszyscy pracujemy za darmo, w związku z tym również nie generujemy zysków. Natomiast koszty generujemy. Nie mam prawa żądać od obsługi widowni i sceny, od panów technicznych, dźwiękowców i oświetleniowców, żeby pracowali za darmo. Jednak największym problemem jest lokalizacja, ponieważ teatry nie zawsze posiadają wolne sale, bo mają własne zobowiązania repertuarowe.

Przy takim projekcie nie sposób działać w pojedynkę. Z pomocy jakich instytucji korzystasz albo od jakich osób otrzymujesz największe wsparcie?

Przy tym projekcie sposób działać w pojedynkę! Na początku robiłam go sama, tylko z pomocą Fundacji im. Darii Trafankowskiej, która była beneficjentem cyklu. Nasza współpraca zakończyła się wraz z edycją 2013 – w listopadzie. Od listopada mój przyjaciel Jarek Prytycki jest koordynatorem projektu. To jest cały zespół Heroin. Mecenat objął nad nami warszawski oddział ZASP-u. Tyle o organizacji.

Jeżeli chodzi o materiały audiowizualne to ukłon należy się Filmotece Narodowej, która dostarcza zdjęcia i objęła patronat honorowy nad cyklem oraz Telewizji Kino Polska za materiały filmowe. Naszym patronem medialnym jest Radio RMF Classic.

Czy w dzisiejszym kinie istnieją następczynie dawnych Heroin/Herosów? Kto twoim zdaniem jest obecnie najciekawszą aktorką/aktorem współczesnego filmu polskiego?

Na pewno Magda Cielecka, Maja Ostaszewska, Kinga Preis, Dorota Kolak. Agata Kulesza Mężczyźni to Marcin Dorociński, Andrzej Chyra i Mariusz Bonaszewski. Ostatnio widziałam bardzo dobry serial Krew z krwi i ponownie zachwycił mnie Aleksander Domogarow.

Jednak za jedną z największych aktorek filmowych w powojennej historii Polski uważam Grażynę Szapołowską, która jest „zwierzęciem filmowym”, obdarzonym nie tylko urodą, ale i niezwykłą charyzmą i osobowością. Ma specyficzną „chemię z kamerą”. Uwielbiam jej aktorstwo. I – tak, wiem – jest to opinia kontrowersyjna…

Przeglądałem ostatnio ranking najpopularniejszych polskich filmów minionego roku. Na czele listy Drogówka Smarzowskiego. Ku mojemu zaskoczeniu obrazy, które mi osobiście bardzo przypadły do gustu, czyli Papusza, Ida Płynące wieżowce, znalazły się na odległych miejscach w box oficce podsumowującym 2013 rok. Mimo dużej reklamy, kontrowersji i nagród na festiwalach, zgromadziły niewielką widownię. O filmie Szumowskiej W imię…  nawet nie wspomnę, bo przeszedł bez echa. Nadal rządzi kino amerykańskie. Co może być powodem, że polski widz odwraca się od rodzimych produkcji?  

Podstawą tego, że polski widz odwraca się od kina, jest scenariusz. Większość filmów zabija widza sposobem pokazania tematu. Filmy amerykańskie rządzą się bardzo prostym prawem: część filmów cię dobije, zmusi do myślenia a część ci to zrekompensuje. Zadałam sobie  trud, pojeździłam po różnych mniejszych ośrodkach kultury i porozmawiałam z ludźmi, którzy zajmują się sprzedażą biletów. Odpowiedź była jednoznaczna – polski widz chce rozrywki. I dobrze. Rozrywka, jak wiadomo nie oznacza tylko pustego śmiechu. Polskie kino jest depresyjne i może takie być, ale musi też przynosić nadzieję. A w większości nie przynosi! Nie zostawia otwartej furtki. Takim filmem – światłem w tunelu – był np. Mój rower Piotra Trzaskalskiego. Nie mamy dobrego kina obyczajowego. I podobnie jest z teatrem, który jest ostatnio źle napisany, zagrany, wyreżyserowany i zrecenzowany. Muszę to powiedzieć: nie tak dawno przeczytałam w poważnej gazecie recenzję spektaklu, który widziałam. A tam jest napisane: „Fantastyczna reżyseria świateł!” A polegało to na tym, że na tylnej ścianie pojawiło się serduszko! Posługujemy się wielkimi słowami do opisania małych rzeczy. Czego pani recenzentka chciała dowieść? Że się da? Że można? Przepraszam, ale reżyseria świateł to jest u Warlikowskiego, a w tym spektaklu to było: pan świeci, pan gasi! Niektórym krytykom  przydałyby się korepetycje z podstawowej wiedzy o teatrze.

Zastanawiam się czego Ci życzyć? Masz jakiś pomysł?

Mam takie marzenie: żeby obie strony cyklu wychodziły z niego uskrzydlone i rozświetlone wewnętrznym światłem. Do tej pory udało mi się utrzymać Heroiny z dala od polityki, waśni, kontredansów.  Na nasze spotkania przychodzą ci, którzy chcą a nie ci, którzy muszą. I niech tak zostanie!

Dziękuję za rozmowę.

                                                                                              Rozmawiał: Ryszard Abraham

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × two =