Ryszard Abraham: Radość i satysfakcja

4 grudnia 2013

Rozmowa z autorką scenariuszy, instruktorką teatralną i reżyserką teatru obrzędowego Pogodna Jesień – MARIĄ ZDUNEK

Ryszard Abraham: W jaki sposób opracowuje pani scenariusze widowisk obrzędowych? Korzysta pani z materiałów i podań historycznych, konsultacji z ekspertami czy ze wspomnień mieszkańców Szamocina?

Maria Zdunek/mat. archiwum

Maria Zdunek/mat. archiwum

Maria Zdunek: Moje scenariusze są przeważnie konsekwencją rozmów, jakie toczę z członkami teatru  Pogodna Jesień. Wysłuchuję i wyłapuję  interesującego mnie wątki, zagadnienia, tematy mało znane i historie niedoświadczone przeze mnie a bardzo frapujące, dociekam szczegółów. Jestem uważnym słuchaczem, potrafię podsycać rozmowę i zachęcać do wspomnień. I właśnie takie dyskusje są bazą. Fakty sprawdzam, weryfikuję i uzupełniam swoją wiedzę.

Inscenizuje Pani tylko zwyczaje i obrzędy lokalne czy może również z innych rejonów Polski?

Inscenizuję wyłącznie zwyczaje i obrzędy ziemi szamocińskiej, która była tyglem wielokulturowym, obszarem mocno zniemczonym. Nasze okolice po wojnach osiedli udzie z krakowskiego, rzeszowskiego, radomskiego, później warszawskiego i zza Buga.

 

Naliczyłem sześć spektakli obrzędowych wyreżyserowanych przez Panią: Rozmowy o chlebie, Kiszenie kapusty, Noc niepojęta, czyli co się przydarzyło pewnemu rządcy w noc wigilijną, Przygotowanie do wieczerzy wigilijnej, Dłubanie szabloku, Tylko zgryzota i frasunek. Co jest najtrudniejsze w przełożeniu obrzędu, który odbywał się często w bardzo kameralnych warunkach wiejskiej izby, na język teatru?

Oprócz wymienionych spektakli obrzędowych napisałam bardzo dla mnie ważną

sztukę Pranie, w której kobiety pokolenia mojej prababki i babki wspominają trudy prania  i wszystkiego, o się z tym wiąże. Zawsze podziwiałam roztropność tamtych kobiet i sposoby  jak radziły sobiez problemami. Były mądre przez swą prostotę, dociekliwość  i zaradność.

Przeglądając scenariusz Rozmowy o chlebie, można dostrzec, że przypowieści o podstawowych wartościach takich jak np. szacunek, gościnność, tolerancja, przeplatają się ze współczesnymi historiami. Jest to komentarzem do obecnej sytuacji społeczno-politycznej w Polsce. Trudno jest połączyć przeszłość z rzeczywistością?

Rozmowy o chlebie  – scenariusz oparłam na dawnych, prawdziwych kolejach losu mojej rodziny ze strony matki. Familia, przez bolesne doświadczenia z racji burzliwych dziejów ojczyzny naznaczonych głodem,  przepełniona jest szacunkiem do chleba. Historia opowiada o czynach wielkich bohaterów, polityków, wojskowych. Ale równocześnie nie mówi nic o doli zwykłego człowieka, o jego zmaganiu się z niedosytem, brudem, niemocą podczas wojen i tuż po nich. Wplotłam w Rozmowy o chlebie wątki współczesne i skonfrontowałam obie epoki. Próbowałam odpowiedzieć na pytanie, gdzie leży wina za taki stan rzeczy? Próbowałam dociec, dlaczego nie szanujemy bolesnych doświadczeń poprzednich pokoleń i nie wyciągamy wniosków z przeżyć naszych przodków? Dlaczego się tak dzieje? Historia zatoczyła koło, a my wciąż powtarzamy te same błędy. Czyżbyśmy byli niereformowalni?

Niegdyś na terenie miasteczka żyły trzy narodowości: polska, niemiecka i żydowska. Ich odrębna tradycja, kultura i religia spokojnie koegzystowała koło siebie. Przyszły łobuzy od historii i poróżniły ludzi. Wielu wyjechało zabierając ze sobą obyczaje. Istnieją obrzędy, których nie da się odtworzyć?

Po I wojnie światowej  wielkopolski tygiel kulturowy jeszcze bardziej został zróżnicowany, bo na nasze ziemie naznaczone  pruską dyscypliną, przyszli uchodźcy spod jarzma austro-węgierskiego ze swymi nawykami i odmiennością. Wielu obrzędów nie możemy i nie umiemy już odtworzyć. Pozostały po nich tylko skrawki wspomnień w ludzkich umysłach, czasem fotografia. Obecnie zachłysnęliśmy się kulturą zachodniej Europy i to co polskie zaczęliśmy usuwać z pamięci. Przeraża mnie fakt, że po odejściu starych ludzi często pali się ich sprzęty, ubrania, fotografie, pamiątki. Chcemy być nowocześni aż do przesady i wypieramy przeszłość. Europejskość na siłę!? Prawie nic nie wiemy o tutejszych Żydach –  ich życiu i kulturze. Dobrym przykładem jest wiele znacząca dla Wielkopolski i Szamocina niemiecka rodzina o żydowskich korzeniach dramatopisarza zamieszkującego nasze miasteczko – Ernsta Tollera.

 

Ile osób obecnie wchodzi w skład Seniorskiego Zespołu Obrzędowego Pogodna jesieni? Jaki jest przedział wiekowy aktorów? Czy mieszkańcy sami zgłaszają chęć udziału w Pani widowiskach, czy trzeba ich namawiać?

Do zespołu seniorskiego Pogodna Jesień należy obecnie 8 osób w przedziale wiekowym 55-85 lat.                                                                       Przed kilku laty było nas przeszło 15 osób. Byli i młodzi. Byli… Czas zrobił swoje. Starsi poumierali, a młodzież, która z nami pracowała obecnie studiuje, inni wyjechali za granicę. Niełatwo zwerbować nowych członków. Mimo, że wielu osobom podoba się działalność teatru to bronią się przed wstąpieniem w nasze szeregi, zasłaniając się innymi zobowiązaniami. Nie każdy potrafi znaleźć w sobie odwagę do wystąpienia na scenie. Organizacja seniorska skupiła się na formie łatwej rozrywki i nie kwapi się do pomocy czy propagowania naszego teatru.

Jaki jest udział aktorów w tworzeniu spektaklu? Czy przynoszą swoje opowieści, anegdoty, które zręcznie wplata Pani w historię bohaterów na scenie?

Udział aktorów w tworzeniu spektakli jest spory. W scenkach z Tylko zgryzoty i frasunek zawarłam sporo wspomnień i piosenek ze wsi pałuckiej, które usłyszałam od  Leokadii Krysiak i Ireny Kubit.

 

W teatrze repertuarowym zanim nastąpią próby sceniczne, spędza się wiele godzin nad analizą tekstu. Następnie metodą improwizacji, umiejętnością życia fikcją podpartą warsztatem aktorskim rodzi się rola. W jaki sposób reżyseruje Pani swych aktorów? Ma Pani jakiś sposób by uzyskać upragniony przez siebie efekt? 

Mam swoje wizje. Jeśli jakiś wątek szczególnie mnie interesuje staram się na ten temat dowiedzieć się jak najwięcej. Wówczas piszę scenariusz i dopasowuję role do możliwości członków naszego teatru. Przedstawiam im propozycję scenariusza i obsadę. Wysłuchuję ich opinii, często dopowiadają co chcieliby, żebym zawarła jeszcze w napisanej przez siebie historii, poprawiają formy zwrotów. Na scenie następuje selekcja sytuacji scenicznych, poprawa gestów i języka. I to są chwile, w których moi aktorzy często wspominają dawne czasy i zwyczaje. Wtedy koryguję scenariusz, co wpływa korzystnie na autentyczność wątków. Często się zdarza, że pierwowzór mocno się różni od wersji ostatecznej scenariusza. W trakcie eksploatacji przedstawienia, spektakl ulega zmianom, które są efektem moich przemyśleń, konfrontacji z publicznością i porad znawców tematu.

 

Stworzenie zespołu teatralnego w tak małej miejscowości ma bardzo duże znaczenie dla społeczności. Oprócz możliwości zaprezentowania swoich talentów aktorskich, jest sposobem na poznawanie historii i okazją do aktywnego uczestnictwa w życiu kulturalnym. To szansa na to by pokazać wszystkim, że ma się jeszcze coś do powiedzenia. Rodzaj drugiego życia po przejściu na emeryturę. Terapia a czasem jedyna rozrywka z braku innych możliwości. Jakie pozaartystyczne znaczenie ma dla aktorów praca w zespole teatralnym?

Teatr Pogodna Jesień istnieje od jesieni 1995 roku. Była to inicjatywa ówczesnych członków Polskiego Związku Emerytów i Rencistów w Szamocinie – chcieli grać małe formy teatralne, skecze itp. Przyznam szczerze, że nie podobało mi się to, co proponowali. Było to siermiężne i mało wysublimowane. Przekonałam ich do swoich pomysłów i nadałam formę, jaką ma obecnie. Wykorzystałam naturalny potencjał aktorów. Byli zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Grali swój świat, w którym czuli się pewnie. Doceniono to na wielu konkursach i pokazach. Szczególnym powodzeniem cieszy się spektakl Przygotowanie do wieczerzy wigilijnej, który jest grany od 1997 roku do dnia dzisiejszego. Aktorom z Pogodnej Jesieni sprawia radość każdy występ, a szczególnie grany dla publiczności spoza naszego miasta. Czują się wówczas odbierani jak wartościowi  „przekaźnicy” polskich tradycji. Na własnym terenie bywa z tym różnie. Młodzi ludzie często lepiej ich odbierają niż seniorzy – rówieśnicy. Ci, co występują czerpią z tego radość i satysfakcję. I to jest najważniejsze! Co czwartek regularnie przychodzą na próby i robią to z przyjemnością. Od kilku lat na szamocińskim rynku odbywa się widowisko uliczne Legenda o świętym Marcinie, którego głównym trzonem wykonawczym są aktorzy Pogodnej JesieniTeatru 44. Moi artyści cenią sobie Sejmiki Wiejskich Zespołów Teatralnych w Kaczorach. Daje im to możliwość porównania własnych przedstawień i umiejętności z zespołami z Kujaw, Kaszub i Pomorza. Są oceniani przez kompetentnych juniorów, którzy chwalą, czasem ganią a równocześnie podpowiedzą, co poprawić. Z fachowych podpowiedzi i rad często korzystaliśmy z dobrymi efektami. A jaka satysfakcja z wygranych i dobrych recenzji!!! Najstarszy aktor ma 85 lat i grał rolę żebraka w Legendzie o świętym Marcinie. Zapewne jest to terapia. Dla mnie też! Kocham pisać i tworzyć scenariusze. Kto raz złapał tego bakcyla to do końca życia będzie go miał. Czujemy się potrzebni i wspieramy się nawzajem.

 

Zespół działa przy domu kultury. Nakłady na kulturę nigdy nie były wysokie, domyślam się, że w tym wypadku są bardzo skromne. Co potrzeba reżyserowi i grupie do pełni szczęścia oprócz pieniędzy?

Nakłady na kulturę są, jakie są. Każdy o tym wie. I nie ma się co rozczulać, tylko robić swoje. Do pełni szczęścia potrzebne nam są zaproszenia i ciągły ruch. Często zapraszający nie mają środków, by nam zapłacić. Gramy wówczas za zwrot kosztów podróży i szklankę kawy. I też jest dobrze!

Jak ważna jest pamięć o przeszłości regionu dla mieszkańców Szamocina – widzów spektakli? Czy traktują przedstawienia jak skansen, muzeum, historyczną pamiątkę, ciekawostkę a może wyrażają tęsknotę za dawnymi czasami?

W Szamocinie odbierają nas różnie. Z początku była euforia. Z biegiem czasu potraktowani zostaliśmy jak skansen. Choć czasami sama nie wiem, czego nasi krajanie naprawdę oczekują. Sprawdza się powiedzenie: „Jeszcze się taki nie narodził, co wszystkim dogodził”. 

Wyczytałem w kwartalniku Scena, że zostaliście zaproszeni do udziału w XXX Sejmiku Teatrów Wsi Polskiej w Tarnogrodzie. Jak wypadliście w konfrontacji z innymi grupami?

Od lat bierzemy udział w Regionalnym Sejmiku Wsi Polskiej w Kaczorach, zawsze z pełną satysfakcją. Konfrontacje z innymi zespołami są dla nas bardzo budujące. W Tarnogrodzie zagościliśmy po raz drugi.  Pierwszy raz byliśmy w 2007 roku  z widowiskiem obrzędowym Tylko zgryzoty i frasunek, czyli rzecz o pierzoku.

Duże znaczenie mają dla was występy na Sejmikach?

W tym roku poszczęściło się nam. Przedstawiliśmy humoreskę Helena u świętej Pietry, co spodobało się jurorom i widzom. Tarnogród to miejsce, w którym należy być choć raz. Przez pryzmat gry innych zespołów konfrontujemy swoje umiejętności, patrzymy na warsztat grup teatralnych. Bardzo liczymy się z opiniami i ocenami tak ważnych jurorów jak Lech Śliwonik, Edward Wojtaszek, Bożena Suchocka, Katarzyna Smyk. Ich werdykty są dla nas wyrocznią. Wpajają nam poczucie, że to co robimy jest cenne. Są osobami kompetentnymi, obiektywnymi i potrafią trafnie podsunąć  różne rozwiązania. Bardzo ciekawią nas opinie o naszym spektaklu widzów z  konkurencyjnych grup teatralnych. Bywają  z reguły pozytywne. Zespoły szanują swoją odrębność.

 

Wbrew temu, co się myśli, teatr obrzędowy ma się dobrze na polskiej scenie. Jego obecność jest mocno zaznaczona choćby przez takie zespoły jak: Zespół Obrzędowy z Hańska, Zespół Obrzędowo-Śpiewaczy z Jakówek czy Grupa Obrzędowa KGW Wesołe Kumoszki Ma Pani swoją ulubioną grupę, której twórczość szczególnie ceni i podziwia?

Od lat podziwiam teatr obrzędowy Lubominianki z Boniewa. Bardzo cenię sobie panią Mariannę Dzięgielewską, instruktorkę, a zarazem osobę prężną w działaniu, kreatywną i  skromną. Pani Marianna jest pasjonatką i  znakomitą znawczynią folkloru kujawskiego. Sama pisze scenariusze, a jej widowiska są fascynujące i pełne treści.

 

Życzenie 100 lat pani aktorom byłoby nietaktem, więc życzę zdrowia i wytrwałości!

Dziękuję.

                                                                                       Rozmawiał: Ryszard Abraham

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × one =