Wpisy otagowane jako ‘ Ewa Bałdys ’

Ewa Bałdys: Marilyn ma twarz Michelle

12 kwietnia 2012
Ewa Bałdys: Marilyn ma twarz Michelle

O filmie Mój tydzień z Marilyn w reż. Simona Curtisa. Mój tydzień z Marilyn nie jest desperackim poszukiwaniem sensacji i odkrywaniem nieistniejących kart historii, nie udało mu się jednak poszerzyć ram, w jakie popkultura wepchnęła Marilyn Monroe.  Skupiając się na małym fragmencie życiorysu, udało się twórcom ukazać najważniejsze warstwy składające się na legendę. Tuż po ślubie z pisarzem i dramaturgiem Arthurem Millerem aktorka przyjeżdża do Londynu, by nakręcić kolejny film. Kulisy przedsięwzięcia nie pozostawiają wątpliwości: mimo wszystko Marilyn jest jedną z nas, człowiekiem ze wszystkimi jego ułomnościami. Zapomina treść dalogów, potyka się na co drugim słowie, drży w agonii pod presją robienia wrażenia. Brak pewności siebie i głębokie kompleksy wychodzą na jaw przy każdej pomyłce, co prowokuje histerie, trzaskanie drzwiami i nagminne odmowy współpracy – Marilyn ucieleśnia wszystkie wyobrażenia o rozkapryszonej gwieździe. Mimo zgorszenia i irytacji innych aktorów wszystkie wybryki uchodzą jej na sucho – Marilyn jest w końcu kurą znoszącą złote jaja. Może i aktorka z niej licha, ale potrafi zaskarbić sobie serca widzów; rozświetla ekran i hipnotyzuje wszystkich bez wyjątku. Wartość Marilyn jako produktu jest zasadnicza – aktorkę...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli filmowo | Brak komentarzy »

Ewa Bałdys: Wystarczy jeden trup

15 lutego 2012
Ewa Bałdys:  Wystarczy jeden trup

O spektaklu Sierpień w reż. Grzegorza Brala w Teatrze Studio w Warszawie. Wątek kryminalny to zawsze dobry punkt wyjścia dla dzieła sztuki. Nie inaczej jest w przypadku Sierpnia – śmierć ojca każe całej rodzinie wrócić do rodzinnego miasta i stawić czoła tragicznej sytuacji. Na światło dzienne wychodzą od dawna tajone sekrety, a także prawdziwa – niechlubna –natura bohaterów. Autorce Tracy Letts udało się zmieścić w dramacie alkoholizm, lekomanię, molestowanie seksualne i kazirodztwo. Wisienkę na torcie stanowi owa, jak się okazuje samobójcza, śmierć. Sztuka to doprawdy monumentalna, rozpisana na trzy godziny i mnogość wątków. Każdy bohater ma coś do powiedzenia, każdy wprowadza nową porcję niepokoju i chaosu, a co najważniejsze – każdy z nich ma swój charakterystyczny rys i twarz zapadającą w pamięć. Akcja pierwszej części sztuki mknie jak szalona, wartkie dialogi zamaszyście kreślą świat przedstawiony i nie pozwalają odwrócić wzroku od sceny. Dzieje się dużo, ale sztuka ani na chwilę nie wymyka się spod kontroli – wszystkie strzelby na ścianach strzelają w odpowiednich momentach a napięcie rośnie stale i równomiernie. Spadek tempa w części drugiej, jakkolwiek wywołujący lekkie znużenie, jest całkowicie...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Ewa Bałdys: Współczesne pensjonarki

3 lutego 2012
Ewa Bałdys: Współczesne pensjonarki

O spektaklu Córeczki w reż. Małgorzaty Głuchowskiej w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Zofia Nałkowska miała wiele twarzy, i dużo tracą Ci, którzy znają jedynie jej niezbyt korzystną podobiznę z obwolut lektur szkolnych. Spektakl Córeczki sięga po najbardziej interesujące dzieło pisarki, dzienniki z lat wczesnej młodości, niewiele mające wspólnego z marmurowym posągiem opiewanym na lekcjach polskiego. Treść dramatu stanowią wyimki z owych dzienników, a także cytaty z dzieł takich autorów jak Charles Baudelaire, Colette, Maria Komornicka czy Stanisław Przybyszewski. Fragmenty te mają oddawać ducha przełomu wieków i ówczesnej atmosfery fermentu kulturowego. W rezultacie, tekst jest eklektyczny, hektycznie prowadzony, niekiedy niezrozumiały – nie są to niestety cechy godne pochwały. Można czerpać pewną osobliwą przyjemność ze zgadywania, czyj tekst jest właśnie wygłaszany i z jakiego dzieła pochodzi, jednak spektakl to nie kalambury. Fragmenty  połączone w chaotyczną całość nie mają żadnej dominanty kompozycyjnej. Bywają niezrozumiałe głównie ze względu na brak kontekstu – seryjne monologi można traktować jako tajemniczy strumień świadomości, jednak jeśli nie znamy ani osoby mówiącej, ani okoliczności wypowiedzi, trudno zrozumieć sens. Cztery dziewczęta, polskie blogerki,...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Ewa Bałdys: Lament cierpiącej matki

27 stycznia 2012
Ewa Bałdys: Lament cierpiącej matki

O spektaklu Hekabe w reż. Karoliny Labakhuy w Teatrze Polskim w Warszawie. Sztuka Eurypidesa Hekabe doczekała się w Polsce zaledwie dwóch inscenizacji, choć inne dzieła tego autora zdają się być bliskie i znane współczesnemu widzowi – wystarczy wspomnieć o licznych adaptacjach Elektry czy Medei nawiązującej do mitu o Argonautach. W Hekabe autor sięga do kręgu mitów poruszanych już choćby w Andromasze czy wspomnianej Elektrze – do wojny trojańskiej, a raczej wydarzeń, które mają miejsce tuż po niej. Mit trojański znany jest chyba każdemu, jednak dla wielu tajemnicą pozostają dalsze losy bohaterów. Któż bowiem, poza wtajemniczonymi w literaturę antyczną, wie, że Parys umarł od zatrutej strzały, gdyż zdradzona żona (!) nie chciała go uleczyć? Kto słyszał, że porwana Helena po śmierci Menelaosa została powieszona na drzewie przez rozżaloną przyjaciółkę, której mąż zginął, walcząc pod Troją? ekabe, żona Priama, króla Troi, była świadkiem zagłady rodziny i rodzinnego miasta. Po śmierci wszystkich swoich dzieci spotkało ją największe upokorzenie – została branką Odyseusza. Ból po stracie potomstwa  przeradza się w żądzę zemsty. Targana rozpaczą królowa stara się zachować resztki godności w tak...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Ewa Bałdys: Lustrzane odbicie rzeczywistości (?)

31 grudnia 2011
Ewa Bałdys: Lustrzane odbicie rzeczywistości (?)

O spektaklu Co się dzieje z modlitwami niegrzecznych dzieci w reżyserii Anny Augustynowicz w Teatrze Lalek PLECIUGA. Gdyby nie reżyserska inwencja, spektakl Co się dzieje z modlitwami niegrzecznych dzieci zasługiwałby jedynie na wieczny czyściec w zbiorowej niepamięci. A jednak, ze sztuki tak niesfornej literacko Anna Augustynowicz uczyniła coś całkiem znośnego, noszącego znamiona nielichej pomysłowości. Widzowie, usadzeni tyłem, oglądają przedstawienie w ogromnych lustrach; ponadto nie odbicie widzą, lecz odbicie odbicia – aktorzy poruszają się wewnątrz wielkiej, złotej ramy wielkości sceny. Rama tworzy zaś cudzysłów dla sztuki i sugeruje, że oglądamy obrazek, coś spreparowanego na podstawie prawdziwego życia. Trudno uniknąć skojarzeń z platońską jaskinią i oglądaniem jedynie cieni rzeczywistości. W tym wielkim cudzysłowie poruszają się równie umowne postaci: Fryzjer, Żona, Muza, Dziadek, Dziecko. Aktorzy (cała obsada jest tu płci męskiej), jak przystało na Teatr Lalek, wyposażeni są w wizerunki postaci, w które się wcielają – wycięte z kartonu, przerysowane aż do karykatury, płaskie, sztuczne, nieprzekonujące. Mają niewiele wspólnego z tradycyjnymi kukiełkami – ale przecież mamy do czynienia z odbiciem idei. Zresztą w warstwie literackiej sztuka zdaje się nie...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Ewa Bałdys: Na początku byli górale

19 grudnia 2011
Ewa Bałdys: Na początku byli górale

O spektaklu Gdzie radość, tam cnota – Wariacje Tischnerowskie w reż. Artura Barona Więcka w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Spektakl Gdzie radość, tam cnota to wariacja bardzo odlegle odnosząca się do twórczości Tischnera. Na pierwszy rzut oka stanowi przegląd myśli starożytnej – trudno przeoczyć tak liczne przetworzenia antycznego dorobku filozoficznego czy dosłowne wręcz cytaty z Sokratesa, Heraklita czy Seneki (z pewnością właśnie z tego edukacyjnego powodu na widowni zasiadało tak szerokie grono młodzieży gimnazjalno-licealnej). Józef Tischner pojawia się na scenie ”we własnej osobie” – grany przez Mariusza Wojciechowskiego. Żyjąc na Podhalu, pośród mądrych mądrością życiową górali, autor przysłuchuje się uważnie wszystkiemu, co mieszkańcy mają do powiedzenia na tematy uniwersalne – nawet, czy może zwłaszcza wtedy, kiedy są to wynurzenia alkoholowe czy bredzenie w malignie.  Trudno o odkrywanie nowych lądów, jednak humorystyczne podejście do spraw ważkich i podniosłych czyni ze spektaklu nielichą rozrywkę. Poglądy Seneki, włożone w usta pijanego górala, tracą wszelkie zadęcie, zachowując pełnię przekazu – cnota jest niezależna od wpływów zewnętrznych, i każdy podhalańczyk to potwierdzi. Doskonale dopasowano uniwersalne, jednak trudne dziś do przyswojenia...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Ewa Bałdys: Wiejska na stolicę inwazja

3 grudnia 2011
Ewa Bałdys: Wiejska na stolicę inwazja

O Festiwalu Teatrów Wiejskich ZWYKI w Teatrze Polskim w Warszawie. 26-27 listopada w Teatrze Polskim miało miejsce wydarzenie bezprecedensowe – Festiwal Teatrów Wiejskich ZWYKI. Zaprezentowano stołecznej widowni najbardziej kunsztowne spektakle powstające na wsiach, do tej pory wystawiane jedynie na sejmikach wiejskich zespołów teatralnych przed mniejszą widownią. Festiwal zainaugurował Andrzej Seweryn, wyrażając wiarę, że teatr wiejski powinien być lekturą obowiązkową każdego aktora, to na prowincji bowiem sztuka ma swoje źródło i jest bliższa prawdy, niż gdziekolwiek indziej. Równie trafnie na ulotkach festiwalowych zacytowano Leona Schillera: „A teatr ludowy… Cóż za widowiska! Jakie barwne! Jakie tu rytmy się słyszy! …Na chwilę nie wątpię, że te widowiska rudymentarne będą podwalinami sceny narodowej, że z tych obrzędów, zwyczajów, tańców i pieśni rozwinie się w przyszłości nowa, swoista forma dramatu polskiego.” Po dwóch dniach festiwalu trudno nie przytaknąć powyższym twierdzeniom. Niech nikt nie śmie wątpić w teatry wiejskie, niech nikt nie podważa ich mądrości, misterności i magii. Festiwal zapewnił intensywny przegląd obrzędów, zwyczajów i gwar różnych części Polski, prezentując wieś znaną i nieznaną, prostą, ale sięgającą ludowej mądrości....
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli festiwalowo, teatralnie | Brak komentarzy »

Ewa Bałdys: Wielka depresja czasu Apokalipsy

16 listopada 2011
Ewa Bałdys: Wielka depresja czasu Apokalipsy

O filmie Melancholia w reż. Larsa von Triera. Melancholia to nowy twór wizjonerskiego umysłu Larsa von Triera. Reżyser nie wychyla się poza od dawna przez siebie okupowany krąg smutku i grozy – Melancholia to bowiem opowieść o końcu świata. Fantastyczny motyw Apokalipsy nie przeszkadza jednak w odbiorze dzieła jako dramatu – wnikliwego studium depresji. Tytułowa Melancholia to zmierzająca w kierunku Ziemi planeta. Jeśli wyliczenia naukowców okażą się błędne, trajektorie lotu nałożą się, co sprowadzi całkowitą zagładę ludzkości. W bohaterach rośnie przerażenie, wszyscy po kolei pogrążają się z marazmie, spetryfikowani wizją końca. Wewnętrzne rozedrganie postaci zdaje się oddawać praca kamery – równie chaotyczna i niestabilna jak ręce narkomana z syndromem odstawienia. Fabuła zawiązuje się wokół dwóch sióstr, wspaniale sportretowanych aktorsko przez Kirsten Dunst i Charlotte Gainsbourg. Jesteśmy świadkami wesela młodszej z nich, Justine (Dunst), organizowanego przez jej siostrę Claire (Gainsbourg) i jej obrzydliwie bogatego męża  Johna (Kiefer Sutherland). Ociekające przepychem i elegancją przyjęcie (odbywające się zresztą w szwedzkim pałacu) okazuje się doskonałą okazją do zamanifestowania dawnych uraz i rodzinnych zatargów. Nikt tu...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli filmowo | Brak komentarzy »

Ewa Bałdys: W piekle tworzenia

7 listopada 2011
Ewa Bałdys: W piekle tworzenia

O spektaklu Persona. Ciało Simone w reż. Krystiana Lupy w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Trzyipółgodzinny spektakl Persona. Ciało Simone, kolejna odsłona tryptyku Krystiana Lupy w Teatrze Dramatycznym, to przeżycie dla wytrwałych. To metateatr proponujący widzowi przeczołganie się przez drogę krzyżową, śladami każdego tworzącego w bólu artysty. Zdaje się, że sama postać Simone Weil, wokół której fabuła się zazębia, stanowi zaledwie symbol, więc nawet przybliżona znajomość jej życia i twórczości nie jest konieczna do recepcji sztuki. Spektakl, będący częścią trylogii, sam również dzieli się na trzy części, a najbardziej interesujący wydaje się początek – dwie silne osobowości, reżysera i aktorki wcielającej się w główną rolę, zasiadają nad tekstem, próbując stworzyć wspólną wizję teatralnej adaptacji dzieł filozofki Simone Weil. Praca to nielicha – ilość tekstu nie do przyswojenia, decyzje życiowe Simone niezrozumiałe, jej doświadczenia pozostające poza zasięgiem percepcji przeciętnego człowieka. Bohaterowie wiją się w artystycznych konwulsjach, tłumaczą sobie nawzajem tę tajemniczą kobietę, zmieniając zdanie i zaprzeczając wygłoszonym wcześniej sądom. Wciąż na nowo rozbijają się o prostą konstatację – nie rozumiem. Dzieło życia myślicielki wymyka...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »