Wpisy otagowane jako ‘ Maja Mroczkowska ’

Maja Mroczkowska: Jeśli „najlepsze” przed nami, chcę umrzeć już między aktami

25 maja 2015
Maja Mroczkowska: Jeśli „najlepsze” przed nami, chcę umrzeć już między aktami

O większej części spektaklu Lalka. Najlepsze przed nami w reżyserii Wojciecha Farugi w Teatrze Powszechnym im. Zygmunta Hübnera w Warszawie (1) Początek z wielkimi obietnicami i ciepłem To zupełnie w porządku na nowo i „po współczesnemu” odczytywać arcydzieło. Nie inaczej ma się rzecz z Lalką Bolesława Prusa. Bez względu na osobisty stosunek do książki, jego szkolne, uniwersyteckie i zupełnie prywatne dogmatyzowanie, każda próba nowatorskiej interpretacji obiecuje jakiś ożywczy zwrot. Przaśny potencjał. Bo któż nie rozrzewnił się nad historią Wokulskiego, któż nie zużył ostatnich rezerw słusznego oburzenia z powodu Łęckiej albo nie roztkliwił się chociaż raz z powodu poczciwego Rzeckiego z tym jego słodko-drażniącym napoleonizmem? Początek spektaklu Farugi obiecuje wiele. W widzu znów uruchamiają się znajome obrazy, typy, odnośniki i ochota, by poznać ich nowe warianty i uwspółcześnione skojarzenia. Robi się ciepło i dobrodusznie, Staś wraca z wojny, w metonimicznych (bo dwóch zaledwie) worach podróżnych spoczywają nadspodziewanie grube miliony, Szuman już czeka z flaszeczką, Ignac z gitarą i śpiewa zawadiacko Gdzie są chłopcy z tamtych lat…? Dobrze jest. Jest dobrze. Najmilsze novum pojawia się jednak wcześniej. Przed kimkolwiek i czymkolwiek na scenie, bocznymi drzwiami wchodzi...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Maja Mroczkowska: Mówię ci

29 kwietnia 2015
Maja Mroczkowska: Mówię ci

O spektaklu Czarny ogród w reżyserii Jacka Głomba w Teatrze Śląskim im. St. Wyspiańskiego w Katowicach (1) Każdy śni swój W broszurze promująco-poprzedzającej długo oczekiwaną premierę spektaklu Czarny ogród, opartego o motywy reportażu Małgorzaty Szejnert o takim samym tytule, reżyser Jacek Głomb pisze, że podchodząc do tego przedsięwzięcia, czuje się trochę jak „barbarzyńca w ogrodzie” i że „nie chce się wymądrzać”. Nazywa książkę „biblią Ślązaków”. Tym bardziej podkreśla niuanse związane z przeniesieniem tekstu na scenę: „wypreparowaliśmy z tego morza opowieści wybrane tylko historie. Pokazanie wszystkich to przecież przedsięwzięcie nierealne. Jeśli którejś z opowieści Państwu zabraknie, wybaczcie, każdy z nas śni swój <<Czarny ogród>>”. Sam spektakl rozpoczyna się na pograniczu nie tyle nawet jawy i snu, co życia i śmierci. Widzowie słyszą rozmowę pomiędzy Panem Bogiem a Aniołem, którego misją było przygotować sprawozdanie na temat tego niezwykle absorbującego, jak się okazuje, skrawka Ziemi – Śląska. To pierwszy z dialogów zawartych w sztuce, pierwszy z wielu, których reportaż Szejnert nie zawiera. Zostały napisane, z czego większość z nich gwarą śląską, na potrzeby sceniczne przez scenarzystę Krzysztofa Kopkę. Pod koniec relacji boski posłaniec wypowiada kilka...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Maja Mroczkowska: Przypominam sobie

21 kwietnia 2015
Maja Mroczkowska: Przypominam sobie

O spektaklu Dybuk w reżyserii Mai Kleczewskiej w Teatrze Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie (1) Lamed lamed hej Na inaugurację obchodów 65-lecia Teatru Żydowskiego wybrano klasyk teatru jidysz – dramat Szlojma Zajnwila Rapoporta An-skiego Dybuk. W tradycji żydowskiej fraza dibuk meruach raa oznacza „przylgnięcie złego ducha”, następujące wtedy, gdy dusza grzesznika, która nie może się ponownie wcielić, wstępuje w ciało żywej osoby; to także znak grzechu popełnionego w tajemnicy. Już dramat An-skiego polemizuje z tak jednostronnie negatywnym rozumieniem tego pojęcia, poszerzając je o kontekst duszy kogoś dobrego, kto tylko umarł przedwcześnie i dawak – przylegając ­– do duszy osoby żyjącej, szuka dokończenia swojego nieprzeżytego życia. Dramat opowiada również historię niespełnionej miłości Lei, córki bogatego Sendera, i Chunona, który według zwyczaju, będąc uczniem pobliskiej jesziwy, stołował się w ich domu. Pierwotny tytuł sztuki z dopiskiem „na pograniczu światów” jest niezwykle pojemny. Odnosi się do rzeczywistości cwiszn – pomiędzy – Gemarą a kabałą, czyli inaczej ortodoksją i ezoteryką, cwiszn życiem i śmiercią, dla których pomostem jest miłość. Dzisiaj, w nowatorskim oraz współczesnym odczytaniu dzieła przez...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Maja Mroczkowska: Na początku była membrana i wszystko w niej się stało

14 marca 2015
Maja Mroczkowska: Na początku była membrana i wszystko w niej się stało

O spektaklu Membrana w wykonaniu duetu Yaniv Shentser & Meirav Ben David na festiwalu Materia Prima. Bieguny Kultury w Teatrze Groteska w Krakowie (1) „Drgający”, bez dzwoneczków Teatr formy jako teatr totalny zdaje się być idealnym wyborem, jeśli chce się w czasie pięćdziesięciu minut opowiedzieć historię powstania świata w oparciu o tamburyn membranowy bez dzwoneczków. Izraelski duet Shentser i Ben David zaprezentował alternatywną opowieść. Jako kobieta i mężczyzna, żeński i męski operator membrany, żeński i męski wariant wokalny stworzyli niezwykle komplementarny rodzaj ekspresji. Poprzez naprzemienne wybijanie rytmów, bliźniaczą, a jednak różną w ładunku delikatności choreografię dłoni oraz dźwięczny dwugłos, nieodmiennie wieńczony kadencją doskonałą – aktorzy sami ulegali przeistoczeniu w rodzaj membrany opowiadającej świat.   Jeśli membrana jest układem rozchodzenia się fali, błoną-kluczem pomiędzy bodźcem i źródłem a dźwiękiem, „drgający” człowiek rzeczywiście staje się totalną formą wyrazu procesów życia w skali wszechświata. I tak też to oglądaliśmy w Sali Kopułowej Teatru Groteska dwudziestego siódmego lutego w piątek o godzinie osiemnastej.   (2) Izraelski profil Gdy na sali jest zupełnie ciemno i tylko na tle oświetlonej membrany widać...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli festiwalowo, teatralnie | Brak komentarzy »

Maja Mroczkowska: Teraz najważniejsze, to powiedzieć „mazl tow”!

26 lutego 2015
Maja Mroczkowska: Teraz najważniejsze, to powiedzieć „mazl tow”!

O spektaklu Ruchele wychodzi za mąż w reżyserii Jacka Papisa w Teatrze Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie (1) Rzecz o banalności twórczości Sztuka Ruchele wychodzi za mąż została wydana po polsku nakładem Agencji Dramatu i Teatru w 2012 roku. Ukazała się jako „inna sztuka” w zbiorze tłumaczeń dramatów autorstwa Savyon Liebrecht zatytułowanym Rzecz o banalności… i inne sztuki. Izraelska dramaturg urodziła się w Polsce w 1948 roku w żydowskiej rodzinie ocalałej z Holocaustu. Pierwsze brzmienie jej imienia i nazwiska to Sabina Sosnowski – zostały zmienione po szybkiej emigracji do Izraela. W swoich utworach koncentruje się szczególnie na tożsamości „drugiego pokolenia” po Zagładzie oraz jednocześnie pierwszego, które określa siebie mianem Izraelczyków. Liebrecht mówi o dwóch typach, na jakie dzieli się ta generacja: ci z domów ciągłego mówienia o Holocauście i ci z domów uporczywego milczenia na ten temat. Twórczość wyrastać ma z drugiego wariantu – kreatywność karmi się ciszą.   Najgłośniejsza sztuka autorki Rzecz o banalności miłości, opowiadająca o złożonej relacji pomiędzy Hanną Arendt i Martinem Heideggerem, została uhonorowana wieloma nagrodami. Jako polski serial telewizyjny zrealizowany przez Feliksa Falka otrzymała w 2012 roku sopocki laur...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Maja Mroczkowska: Nieba indygenaci*

22 grudnia 2014
Maja Mroczkowska: Nieba indygenaci*

O „Świętach” przed Jezusem. Starosłowiańska etno-kolęda i żydowska Chanuka (1) Apokaliptyczne Baranki 2014 6. grudnia w krakowskim lokalu Zaginiony świat, przy ulicy Batorego 1, Koło Naukowe Studentów Etnologii i Antropologii Kulturowej po raz kolejny zorganizowało tak zwaną ento-kolędę – czyli – ,,wyjątkowe przedstawienie łączące magię przedchrześcijańskich obrzędów z radością ludowej zabawy”. Inicjatorzy wydarzenia chcieli zawrzeć w nim element edukacyjny, imprezę studencką okresu przedświątecznego i imprezę tematyczną w wierności swojemu kierunkowi (czyt. regionalne stylizacje, bębny, „ściepa” ciastowa w dialektyce „czym chata bogata”, rzeczowe komentarze poprzedzane chrząknięciem okiełznującym uroczy rwetes/chaos).   Przed chrystianizacją na ziemiach polskich obchodzono Godowe Święto, inaczej Święto Zimowego Staniasłońca. Głównym prowodyrem wszystkiego był więc naturalny cykl astronomiczny i grudniowe przesilenie słoneczne. Żegnano stare słońce i świętowano narodziny nowego. Obnoszono nawet procesyjnie figurę z nowonarodzonym, czego symbolika została później przemianowana na wizerunek gwiazdy betlejemskiej. Zwyczajem też (zwłaszcza na Śląsku) ustawiano w kącie ostatni pozostały po żniwach snop żyta, z którego nasiona miały być pierwszymi na nowy zasiew. Okres świąteczny zaczynał się 21. grudnia i trwał przez następnych kilka dni, podczas których nikt nie...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli inaczej, patronacko, wyjątkowo | Brak komentarzy »

Maja Mroczkowska: Intymnie, jeśli potrzeba

4 grudnia 2014
Maja Mroczkowska: Intymnie, jeśli potrzeba

O spektaklu Jeszcze chcę powiedzieć w reżyserii Ewy Tucholskiej i Tomasza Piątkowskiego w Teatrze Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie (1) Na początku był kontrabas. Słówko o akompaniatorach Spektakl rozpoczyna niepewne wkroczenie na scenę, jak się później okazuje, kontrabasisty. Rozgląda się, jakby nie był pewien, czy to tutaj, czy to ten lokal, to zlecenie. Przed wzięciem do rąk instrumentu jest w nim jeszcze coś osobowego. Jednak z chwilą wydania pierwszego dźwięku w muzyku zachodzi niemalże istotowa przemiana, jakby przeistaczał się w aranżację muzyczną na potrzeby przedstawienia. Kontrabas zaczyna grać znaną melodię Miłość ci wszystko wybaczy. Dobry wybór w przypadku spektaklu muzycznego jak ten – opartego na polskich piosenkach z lat 20-tych i 30-tych. Mimo tego, że historia nie ma mieć w sobie nic z czarownego benefisu, bo dotyczy rozstania dwojga ludzi. Ostatnia fraza melodii pobrzmiewa więc fałszywą nutą. Znać, że kontrabasista, choć cierpi, nie ma wyjścia: musi zainaugurować dramatyczność.   Później w zgrabnej tercji dołącza się akordeon i jeszcze fortepian, akompaniując swoje, choć w wielkiej uległości wobec współ-instrumentów. Grający, profesjonalni i bez zarzutu, zdają się wyrażać ten szczególny rodzaj...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli muzycznie, teatralnie | Brak komentarzy »

Maja Mroczkowska: 20 000 dni na Ziemi

17 listopada 2014
Maja Mroczkowska: 20 000 dni na Ziemi

O filmie w reżyserii Jane Pollard i Iaina Forsytha   you’re a rock’n’roll suicide, / you’re too old to lose it, too young to choose it Ten werset został przywołany ze względu na pewną meta-płaszczyznę, którą ewokuje. Piosenka, z której pochodzi, pozwala uchwycić temat w ramach całkiem zgrabnej synestezji artystyczno-osobowych perspektyw. Dzięki utworowi w 1998 roku twórcy filmu o Nicku Cave’ie 20 000 dni na Ziemi, o którym mowa – Jane Pollard i Iain Forsyth – zaistnieli na dobre w świecie brytyjskiej sztuki alternatywnej. Dokonali oni pionierskiego zabiegu rekreacji tak zwanego silnie wpływowego momentu kultury, za jaki uznali wykonanie kawałka Rock’n’roll Suicide  przez Davida Bowiego w roli Ziggy’iego Stardusta. Ich projekt dał impuls do rozwoju ruchu artystycznego opartego na „re-enactmencie” z wykorzystaniem nowoczesnych sztuk wizualnych i alternatywnych form ekspresji. Tyle w temacie mitologii początku. Teraz, czyli szesnaście lat później – para Pollard&Forsyth znów coś rekreuje – a nawet kogoś. Trudno powiedzieć, czy Nick Cave jest „rock’n’rollowym samobójcą”, jednak rodzaj „podprogowej” koncepcji życia, jaką proponuje w swojej twórczości, stanowi jakąś przeczuwaną, niezbywalną zdobycz. To nie może być tanie....
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli filmowo | Brak komentarzy »

Maja Mroczkowska: Nazwałbym cię dioptrią

20 października 2014
Maja Mroczkowska: Nazwałbym cię dioptrią

„do końca nosząc ciężar skarbu, którego dla ciebie nie mam, bo jesteś nim dla mnie, uchowaj się, chowaj, będę szukał po omacku w zimnie ciepła, będę się tłumaczyć z każdego słowa, byle móc ci je dać” (część VIII Głosy z zewnątrz)   Uhonorowany tegoroczną Nagrodą im. Kościelskich poemat Dokąd bądź Krzysztofa Siwczyka nie bez przyczyny składa się z dziewięciu części. Skojarzenie z czasem trwania ciąży nie przychodzi automatycznie, a tłumaczy bardzo wiele, dlatego możemy być prawdziwie wdzięczni autorowi za zdradzenie tego Szczegółu Katarzynie Hagmajer-Kwiatek na antenie radiowej Dwójki.   Jury w uzasadnieniu podaje, że oprócz ustalonego już dorobku autora na decyzji zaważyły nowa jakość „kondensacji poetyckiej wyobraźni” oraz odważny krok w stronę „pogranicza literatury i życia”. Badacz i krytyk literatury prof. Piotr Śliwiński twierdzi, że w poezji Siwczyka odnajduje „coś krwawego”, upór i zmaganie przypominające walkę o każde słowo trochę tak, jak u Miłosza; że nie ma tu komercji czy kategorii sukcesu, ale dobry, poetycki przydział oddany „samotności i bezimiennej sławie” i niełatwa uczciwość.   Każda z części, tytułów których przywołanie pozwolę sobie uznać za rzecz znaczącą i potrzebną, jest jednocześnie równie...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli literacko, wyjątkowo | Brak komentarzy »

Maja Mroczkowska: O dzienniku Salvadora Dali, Waszego najpokorniejszego sługi

9 października 2013
Maja Mroczkowska: O dzienniku Salvadora Dali, Waszego najpokorniejszego sługi

W miejsce recenzji podstawiono montaż asocjacyjny. Jestem geniuszem i wiem o tym. Bez kokieterii, bez przymusu, bez sensu, bez wątpienia. Po prostu. Właśnie taki jest dziennik Salvadora Dali, zapiski od 1952 do ‘63, jedenastoletni kadr geniuszu w wielu odsłonach. Megaloman stop Zmanierowany stop Perwersyjny stop Bezczelny stop Ekshibicjonista stop Histeryk/Paranoik stop Przebrzydły Ta depesza nie ma końca. Więc STOP. Megaloman. To nie tak. Czytając Dziennik, odnoszę wrażenie, że to nie Dali jest skupiony na własnej doskonałości, geniuszu i możliwościach, ale jest zupełnie tak, jakby to one były skupione na nim, a on mimowolnie jedynie znajdował się w strefie ich wpływów. Zbyt szczery jest jego zachwyt nad samym sobą, by posądzać go o próżność. Dali traktuje swój geniusz jak rzecz zastaną, pewien depozyt, rzecz do wypełnienia, jak namaszczenie. To nie my wybieramy powołanie, przecież to ono wybiera nas, czyż nie? Wczytanie planszy: albo zostajesz bohaterem albo drzewem. Nie warto, ach, nie warto się sprzeciwiać. Dlatego tak przekonująco-rozbrajające są zdziwienie i zachwyt artysty wobec samego siebie, postanowiono mi być geniuszem, a mnie się to podoba, tyle....
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli inaczej, literacko | Brak komentarzy »