Wpisy otagowane jako ‘ Michał Rogalski ’

Michał Rogalski: Nieufność wobec księżniczki

30 września 2015
Michał Rogalski: Nieufność wobec księżniczki

O spektaklu Iwona, księżniczka z Burbona w reżyserii Leny Frankiewicz w Teatrze Powszechnym w Warszawie Realizacje współczesnego polskiego dramatu nigdy nie są pomysłem głupim. Trzeba jednak zachować wobec nich krytyczny dystans i nie dać się im uwieść. A Iwona, księżniczka z Burbona niewątpliwie jest uwodzicielska i zwodnicza.   Czyś jest duży, czyś jest mały, w tej przestrzeni poczujesz się z pewnością atrakcyjnie. Zamiast aksamitnych foteli – huśtawki na łańcuchach. Zamiast wyraźnego podziału na scenę i widownię – umieszczenie widzów dookoła przestrzeni akcji i zagarnięcie ich przez wydarzenia. Przestrzeń sceniczna w Iwonie, księżniczce z Burbona zaprojektowana została tak, aby pokazać odbiorcy, że wszystko, co dzieje się na scenie tak naprawdę go dotyczy, jest blisko i o nim, a nie gdzieś w oparach abstrakcji czy na koturnach poezji.   Nie znaczy to oczywiście, że dramat Magdy Fertacz, który stanowi podstawę spektaklu, nie był poetycki i wpadał w ton reportażowy. Już sam jego tytuł wskazuje, że mamy do czynienia z grą nie tylko z rzeczywistością warszawskiej Pragi czy dowolnie innego miejsca, gdzie zaniedbane spotyka się z nieprzyzwoicie bogatym. Przedmiotem gry są także Gombrowiczowskie tropy, metafory, język...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Michał Rogalski: Pułapka na szczury

26 kwietnia 2015
Michał Rogalski: Pułapka na szczury

O spektaklu Szczury w reżyserii Mai Kleczewskiej w Teatrze Powszechnym w Warszawie Szczury to spektakl, w którym twórcy chcieli zastawić pułapkę na widza żądnego dobrej nowatorskiej sztuki, obnażyć jego własne ograniczenia i uprzedzenia. Problem w tym, że sami w tę pułapkę wpadli, tworząc spektakl pełen uprzedzeń, zamotany w nałożone przez obraną konwencję ograniczenia.   Nad sceną, po skosie, wisi wielkie sklepienie: ogromna płaszczyzna złożona z mniejszych prostokątów, które początkowo dają nieco zniekształcone oblicze tego, co dzieje się poniżej, a w trakcie spektaklu stają się przezroczyste i ukazują ceglaną, zniszczoną tylną ścianę dużej sceny Teatru Powszechnego. To ukośne sklepienie, umowny dach, to chyba jedyny wysłany w kierunku widzów sygnał, że dramat będący punktem wyjścia dla spektaklu – Szczury Gerharta Hauptmanna – dzieją się w dużej mierze na strychu, gdzie w nieludzkich warunkach panna Paulina Piperkarcka rodzi dziecko, tutaj przedmiot wymiany handlowej.   W spektaklu nie mamy jednak panny Piperkarckiej, strych jest, jak napisałem, wysoce umowny, a precyzyjną strukturę pierwowzoru wymieniono na sto dwadzieścia minut bez przerwy. Na scenie Teatru Powszechnego pojawia się za to Polina (Karolina Adamczyk), Ukrainka, która w pierwszej scenie spektaklu stara...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Michał Rogalski: Skutki solidnego warsztatu

16 kwietnia 2014
Michał Rogalski: Skutki solidnego warsztatu

O spektaklu Szkice z Dostojewskiego w reżyserii Mai Komorowskiej w Teatrze Collegium Nobilium Umieszczenie słowa „szkice” w tytule spektaklu jest wskazówką daną widzowi, aby powstrzymał się przed poszukiwaniem jakiejś spajającej całość myśli czy jednoczącego pomysłu fabularnego. Wypada tutaj raczej rozkoszować się konkretem, uważnie śledzić detale i przyglądać się artystycznym napięciom na poziomie pojedynczych scen, a trzeba przyznać, że w spektaklu dyplomowym studentów IV roku Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej jest się czemu przyglądać. Kiedy pracownik uniwersytecki w całym majestacie swej naukowej potęgi i w całym blasku swych dotychczasowych dokonań zasiada do pisania szkiców, znaczy to, że brakuje mu pomysłu na książkę albo jest nieco zbyt leniwy, aby napisać spójną, systematycznie poprowadzoną, opowieść. Tak przynajmniej mógłby pomyśleć ktoś złośliwy. Pisanie szkiców może jednak także wynikać z potrzeby zebrania w jedną całość myśli gromadzonych cierpliwie latami, pojawiających się często przy okazji, które nie dają się ze sobą do końca pogodzić i uspójnić, ale też wydają się autorowi nazbyt cenne, aby po prostu oddać je na pastwę kurzących się po kątach brudnopisów pełnych notatek. W przypadku tego spektaklu dyplomowego, zrealizowanego...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli patronacko, teatralnie | Brak komentarzy »

Michał Rogalski: Motyle są nazbyt wolne

21 lutego 2014
Michał Rogalski: Motyle są nazbyt wolne

O spektaklu Motyle są wolne w reżyserii Zbigniewa Lesienia w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie Niesiony niby na motylich skrzydłach recenzent pomknął delikatnie w strony swej młodości, aby zażyć dobrego teatru w starym stylu, wolnego od słabości teatrów stołecznych. Wracał zasmucony, delikatnie ocierając łzę, która przyczaiła się w kąciku oka. Już pierwszy rzut oka na scenę dawał pewne nadzieje. Scenografia solidna, nie żaden symbolizm, nie żadne projekcje cyfrowe, ale drewniane, zwyczajne meble. Łóżko z drabinką pod umownym sufitem, stół, krzesła, drzwi zwyczajne sztuk dwie i jedno dodatkowe przejście pod łóżkiem. Do tego komoda – ktoś nadmiernie czepliwy mógłby stwierdzić, że niepasująca odcieniem do reszty – oraz ściany, ograniczające przestrzeń dużej sceny od tyłu. Wszystko razem sprawia wrażenie, że przedstawienie zamierza czerpać z życia, mówić o prawdziwych ludzkich problemach, a nie dryfować w obszarach fantazji. Ktoś, kto wcześniej sprawdził, o czym w zarysie będzie sztuka, mógłby zaoponować, że przecież akcja rozgrywa się w nowojorskim wynajętym mieszkaniu, a tu mamy do czynienia raczej z daleko idącą umownością i scenografem pracowicie studiującym katalog Ikei. Jednak ktoś inny, kto już usiadł wygodnie w miękkim fotelu solidnie wyremontowanego Bałtyckiego...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Michał Rogalski: Niekontrolowane spadki napięcia

18 grudnia 2013
Michał Rogalski: Niekontrolowane spadki napięcia

O spektaklu Kotka na gorącym blaszanym dachu w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza w Teatrze Narodowym w Warszawie Nie zawsze udaje się utrzymać w całym spektaklu artystyczne napięcie na jednakowym poziomie. To jasne. Niedobrze jednak, kiedy aura artystycznego święta jest kreowana wyłącznie przez jednego aktora (z wyjątkiem monodramów oczywiście). Tak niestety stało się w warszawskiej inscenizacji Kotki na gorącym blaszanym dachu Tennessee Williamsa. Kiedy Janusz Gajos wchodzi na scenę, zaczyna się magia teatru, kiedy schodzi – znika. Wydawałoby się, że wszystko zapowiadało sukces tego spektaklu: nowy przekład sztuki autorstwa Jacka Poniedziałka, znakomici aktorzy Teatru Narodowego, scenografia Borisa Kudlički, kostiumy Doroty Roqueplo, reżyseria światła w wykonaniu Jaqueline Sobiszewski i wreszcie wirtuoz fortepianu Leszek Możdżer w roli twórcy muzyki. Czyż można wyobrazić sobie lepszy punkt wyjścia do artystycznych uniesień? Prawdopodobnie nie można. Niestety, choć język przekładu jest niezwykle rytmiczny i plastyczny (może jedynie nazbyt wulgarny w porównaniu do angielskiego oryginału, choć i aktorzy poczynają sobie dość swobodnie w dodawaniu przekleństw, których nie ma w skrypcie), to stworzone przez aktorów kreacje są w większości jednowymiarowe i nieprzekonujące. Wyczuwa się w grze Kożuchowskiej, Małeckiego,...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Michał Rogalski: Wolność w głowie

2 lipca 2013
Michał Rogalski: Wolność w głowie

O spektaklu Drużyna pływacka w wykonaniu studentów Uniwersytetu w Sooreh w Iranie. Małe miasteczko Blue Valley, a wokół wielka, wielka i sucha pustynia; jedna kobieta, która postanawia zostać nauczycielem pływania mimo wszystko – brzmi jak trailer kolejnego amerykańskiego kasowego hitu na lato, gdzie bohaterka po długich perypetiach od pucybuta do milionera zostaje właścicielem 10% udziałów w Oceanie Indyjskim. Nie, nie – nie dajmy się zwieść pozorom. Nie o film hollywoodzki chodzi, ale o spektakl studentów Uniwersytetu w Sooreh w Iranie. Cztery kobiety – jako że nie mogą sobie poradzić z wciągnięciem na scenę wielkiej kanapy – postanawiają rozpocząć naukę pływania. Mają jednak problem – brak wody, jak również basenu. Dzielny duch kobiecy nie zraża się jednak – lekcje rozpoczynają się od ćwiczeń we wstrzymywaniu oddechu. Najpierw na sucho, potem przy użyciu akwariów (gdzie poznikały wszystkie rybki?), w których wodę jedna z kobiet nieopatrznie posoliła, by dodać szkoleniu autentyzmu. Jako że wolność w głowie nie ma granic, bohaterki spektaklu z krzeseł barowych i liny tworzą basen. Uczą się stylów pływackich, skoków do wody. Nie jest to jednak zabawa bezpieczna – zdają...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli festiwalowo, patronacko, teatralnie | Brak komentarzy »

Michał Rogalski: Muzyka niezwykle małych instrumentów

1 lipca 2013
Michał Rogalski: Muzyka niezwykle małych instrumentów

O spektaklu Cudotwórca na podstawie opowiadania Starucha Daniiła Charmsa w wykonaniu studentów Państwowej Akademii Sztuk Teatralnych w Petersburgu Wyobraźcie sobie, jak wiele można by zaoszczędzić na transporcie zespołów muzycznych, ba, całych orkiestr symfonicznych, gdyby wszystkie te akordeony, kontrabasy, bębny i waltornie wielkich gabarytów, zastąpić dziecięcymi zabawkami z chińskiego plastiku. Pomyślcie jeszcze i o tym, ile papieru, ile lasów można by uratować, gdyby zamiast tych wszystkich ballad o kilkudziesięciu zwrotkach, śpiewać krótkie refreny, które mieszczą się na skrawku zapomnianej kawiarnianej serwetki. „Czudotworiec byl wielikogo rosta” – tak się zaczyna i tak się kończy piosenka, która stanowi entree w spektaklu studentów Państwowej Akademii Sztuk Teatralnych w Petersburgu. Wpadają na scenę z wielkimi walizkami, na pstryknięcie palców – niczym kuglarze z objazdowej budy jarmarcznej – ubierają swoje twarze w uśmiechy i wyjmują z waliz maleńkie dziecięce instrumenty: pianinko, akordeonik, perkusyjkę, saksofonik, harmonijeczkę, tamburynki, a nawet gitarkę elektryczną z własnym piecykiem. Wyciągają i grają. I dają, oj dają się ponieść tej muzyce. Bo cudotwórca, Daniił Charms, był wielkiego wzrostu i wcale nie potrzeba wielkich instrumentów, aby o tym opowiedzieć. Wystarczą małe. Wystarczą proste środki. Trochę...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli festiwalowo, patronacko, teatralnie | Brak komentarzy »

Michał Rogalski: Ryty przejścia

30 czerwca 2013

O spektaklu Chłopcy Łotewskiej Akademii Kultury w Rydze. Okien jest w tym spektaklu więcej niż aktorów. Wiszą nad sceną, na ścianach, a nawet leżą na podłodze. Niektóre stare, z odłażącą farbą, inne nieco świeższej daty; wiszą prosto lub pod kątem. Jedno zawieszone jest nad sceną poziomo, czasem podświetlane przez światło reflektora jak droga do nieba lub wizjer w drzwiach do zaświatów. Piszę o oknach, bo okna są w tym spektaklu nie tylko elementem wewnętrznej estetyki – są tu po prostu ważne. Można przez nie wyjrzeć i zobaczyć, co przed nami, a także co nad nami. Jeśli zaś układ świateł nam sprzyja, możemy zobaczyć w oknie, niczym w lustrze, nawet samych siebie. Okna są wreszcie metaforą wielu możliwości, a przecież o niepokojącym stanie, kiedy jeszcze wszystko jest możliwe i nic nie zostało przesądzone, traktuje ten spektakl. Jeśli dać się uwieść tytułowi, to mężczyzn w tym spektaklu brak. Sami chłopcy. Jeśliby dalej flirtować z tytułem, to można by stwierdzić, że kobiet w łotewskim przedstawieniu również nie ma. Same dziewczynki. Dziewczynki i chłopcy – dorosłość to wciąż dla nich perspektywa – z Łotewskiej Akademii Kultury biorą się...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli festiwalowo, patronacko, teatralnie | Brak komentarzy »

Michał Rogalski: Wino, kobieta i Chopin

30 czerwca 2013

O spektaklu Warszawska Melodia w wykonaniu absolwentów Wydziału Dramatu i Teatru Uniwersytetu w Sybiu   Witek (Constantin Podu) i Helena (Alexandra Ceaca) spotkali się za sprawą (ubranego w biały szal i czarny kostium jak do pantomimy) Przeznaczenia (Teodora Voineagu). Jak na mima przystało, Przeznaczenie nie rzekło ni słowa, za to wiele zdziałało. Losy Witka i Heleny splotły się ze sobą nierozłącznie, choć niezbyt szczęśliwie. Miłość wybuchła, zgasła, choć nigdy do końca. Na scenie królowało pożądanie, radość, ale i strach. Był bowiem rok 1946. Grudzień. Koszmar dopiero co skończonej wojny nie ominął nikogo. Także młodych, którzy nie wcześniej jak po zakończeniu walk mogli powrócić lub zacząć studia. Witek zajął się enologią (nauką o winach) i marzy o przyszłości twórcy nowych gatunków wina, a obecnie wiele czasu spędza wędrując to tu, to tam po Moskwie, jako że grudzień tego roku był niezbyt ostry, a za to śnieżny. Na koncercie, dzięki szczęśliwie zdobytemu biletowi, zajmuje miejsce obok Heli, studentki moskiewskiego konserwatorium w klasie śpiewu. Łączy ich muzyka Chopina, która nie wywołuje w Witku żadnych głębszych doznań estetycznych, ale dostarcza mu doskonałego pretekstu, żeby skoncentrować się na pięknej...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli festiwalowo, patronacko, teatralnie | Brak komentarzy »

Michał Rogalski: Żal mi Irydiona.

15 marca 2013
Michał Rogalski: Żal mi Irydiona.

O spektaklu Irydion z Teatru Polskiego w Warszawie. Może to kwestia tego jednego nieszczęśliwego wystawienia. Może problemem jest dramat Krasińskiego, w którym bogactwo treści ideowych nie rekompensuje niesceniczności. A może problematyczne – tak dla twórców, jak i dla widzów – stały się kody kulturowe (te greckie, te rzymskie i te chrześcijańskie). Czyżbyśmy wyobcowali się z cywilizacji, której produktem jesteśmy? Mam z tym spektaklem same problemy. Pierwszy wynika z głębokiego wewnętrznego konfliktu. Rozsądek podpowiada mi, że czas trwania przedstawienia nie powinien być kryterium jego oceny, ale przecież serduszko krzyczy, że – na Boga (tak, tak – tak właśnie krzyczy) – nie każdy jest Krystianem Lupą i nie każdy potrafi zająć widza przez dwie godziny i minut czterdzieści. I co zrobić? Słuchaj serca! – mógłby ktoś odpowiedzieć. Owszem, posłuchałbym, ale wydaje mi się, że to nie rozwiązałoby sprawy. Nieuczciwe byłoby stwierdzenie, że w tym spektaklu są dłużyzny, które można by wyeliminować i tym sposobem przedstawienie uzdrowić i ulepszyć. W Irydionie w reżyserii Andrzeja Seweryna dłużyzn nie ma. Tempo spektaklu jest bardzo konsekwentne....
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »