Transkrypcja Hamleta na współczesność – rozmowa z Grzegorzem Reszką

30 listopada 2010

O pracy w zespole, Bukarze w spódnicy i kondycji teatrów studenckich w Polsce rozmawiamy z Grzegorzem Reszką, reżyserem „Przedstawienia Hamleta we wsi Głucha Dolna” Kompanii Teatralnej Mamro z Białołęckiego Ośrodka Kultury w Warszawie.

Scena ze spektaklu „Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” / materiały prasoweCo wyróżnia Kompanię Mamro spośród innych teatrów studenckich?

„Kompania” pracuje zespołowo. Unikamy zindywidualizowanego podejścia, ponieważ praca w zespole daje największe efekty. To są ludzie, którzy znają się po kilka, a nawet kilkanaście lat. Grają ze sobą w tej chwili siódmy sezon w praktycznie niezmienionym składzie. Jednym z największych atutów „Kompanii” jest doskonała znajomość partnerów na scenie . Rozwiązuje to szereg problemów, ponieważ aktorzy potrafią porozumiewać się bez słów. Pewien specyficzny rodzaj znajomości psychiki, czy duchowości drugiego człowieka pozwala im nieraz wyjść z tarapatów zupełnie intuicyjnie.

W takiej sytuacji trudno chyba odnaleźć się w zespole nowym osobom?

Okres adaptacji osoby, która trafia z zewnątrz do zespołu bywa trudny, to nie ulega wątpliwości, chociaż niektórym udało się to przeżyć. (śmiech)

Czy to Pan z góry narzuca wybór repertuaru, czy to także zależy od całego zespołu?

Ja odpowiadam za repertuar, choć nie zawsze. Np. „Czarną komedię” zrobiliśmy praktycznie wbrew temu, co proponowałem (śmiech), a też się udało.

A jak wyglądała praca nad „Przedstawieniem Hamleta we wsi Głucha Dolna”? Dlaczego właśnie „Hamleta…” postanowiliście pokazać? Czym dla was jest i co dla was oznacza sztuka Ivo Bresana, napisana na początku lat siedemdziesiątych?

Bresan dokonał według mnie rzeczy absolutnie genialnej, mianowicie transpozycji Hamleta na współczesność, co wielu inscenizatorom niestety nie zawsze wychodzi. On zawarł to już w samym dramacie, przenosząc „Hamleta” do dalmackiej wioski.

W pierwotnym założeniu miała to być krytyka systemu socjalistycznego panującego w byłej Jugosławii, w całym bloku wschodnim. My z premedytacją pozbyliśmy się tej całej politycznej otoczki. Wycięliśmy ,,polityczne” fragmenty, zostawiając jedynie minimum, pozwalające nakreślić ramy historyczne, natomiast nie zajmowaliśmy się polityką. Dla nas najważniejszy był dramat, który rozgrywał się pomiędzy mieszkańcami tej wioski. Dramat zresztą tożsamy z tym rozgrywającym się na zamku w Elsynorze, co potwierdza kunszt Szekspira i uniwersalność „Hamleta”.

Czy szukaliście inspiracji w słynnej wersji „Przedstawienia Hamleta…” Teatru Telewizji w reżyserii Olgi Lipińskiej z 1987 roku, z niezapomnianą kreacją Janusza Gajosa w roli Bukary?

Nie, wręcz odwrotnie, staraliśmy się z premedytacją od tego odejść. Mieliśmy dużo wątpliwości, jak zmierzyć się z taką kreacją, tym bardziej, że w naszej inscenizacji Bukarę gra kobieta. Baliśmy się, że się nie uda. Musieliśmy znaleźć zupełnie inną formułę na opowiedzenie tej historii. Mam wrażenie, że się udało.

Odchodząc już nieco od samego „Przedstawienia Hamleta…” , co według Pana ma do zaoferowania teatr amatorski, czego nie może zaoferować teatr zawodowy, instytucjonalny? Jaka jest dzisiaj jego rola?

To jest pytanie, które bardzo często się pojawia. Teatr zawodowy jest w tej chwili, moim zdaniem, pod presją komercjalizacji. Im lepszy aktor, tym ma mniej czasu na teatr. W efekcie tego spektakle powstają prawie na kolanie, rzadko się zdarza, że powstanie coś naprawdę dobrego, w czym widać zaangażowanie aktorów, widać zespołowość. A przecież właśnie zespołowość, gra pomiędzy partnerami, to jest esencja, powód dla którego kupuje się bilety, idzie się do teatru… To z kolei posiada teatr amatorski. Oczywiście zupełnie inną kwestią jest kwestia umiejętności warsztatowych. Ale istnieje problem, że hasło teatr amatorski kojarzy się bardzo często ludziom z akademią pierwszomajową… Natomiast pojęcie teatru amatorskiego jest bardzo szerokie, o wiele szersze niż teatru zawodowego. Ma wiele barw, odcieni, trudno podać jego jedną definicję. Jeden zespół amatorski gra ze sobą bardzo długo, jest na bardzo wysokim poziomie, inny tych wszystkich warsztatowych umiejętności nie posiada , ale jego urok polega na tym, że jest spontaniczny. Najważniejsza jest kwestia doboru, dopasowania repertuaru do możliwości twórczych członków zespołu. Jeżeli to się uda, to teatr amatorski może stawać w szranki z zawodowym.

Jak ocenia Pan teraźniejszą sytuację teatrów studenckich?

Kiedyś teatr studencki miał coś do powiedzenia. Były to grupy ludzi, którzy wypowiadali się poprzez teatr, bo coś ich gryzło, chcieli coś dopowiedzieć, dookreślić, ustosunkować się do rzeczywistości, na którą się nie zgadzali, a nawet próbować ją zmienić, mówiąc, za pomocą języka teatru. Natomiast w chwili obecnej jest coś w rodzaju kryzysu teatru studenckiego. Ci ludzie, mam wrażenie, nie bardzo wiedzą, co chcą powiedzieć. Bardziej bawią się formą, niż treścią. Ważniejsze jest to, że cokolwiek się dzieje, nieważne co. Dochodzą do takiego ślepego zaułka, w którym widz już przestał być potrzebny, a jest tylko świadkiem jakiegoś wydarzenia, nie dla niego robi się spektakle. Ale oczywiście popełniam grzech generalizowania. Amatorskie życie teatralne w kraju kwitnie, tylko z perspektywy Warszawy ciężko jest je dostrzec. Odbywa się wiele festiwali w różnych ciekawych miejscach, niekoniecznie w dużych miastach. Zaskakuje mnie tam świetny poziom, nowe pomysły, nowi inscenizatorzy… Ten drugi obieg teatralny jest przebogaty.

Wracając do Kompanii Mamro, jakie macie plany na przyszłość?

4 grudnia zaplanowana jest podwójna premiera- z jednej strony klasyki: „Kolacji na cztery ręce” Paula Barza o spotkaniu Bacha i Haendla, z drugiej – jednoaktówki Tomka Łysiaka pt. „Pełnia”, w której grają wyłącznie kobiety.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Zuzanna Liszewska

Grzegorz Reszka – reżyser, kieruje Kompanią Teatralną Mamro, studiuje na Wydziale Reżyserii na Akademii Teatralnej w Warszawie.

Kompania Teatralna Mamro – białołęcka grupa teatralna złożona głównie „ze studentów, byłych studentów, niedoszłych studentów i wiecznych studentów, która postanowiła z niewiadomych bliżej powodów resztki wolnego czasu spędzać na próbach, spektaklach lub w trasie, tłukąc się na drugi koniec Polski, by zagrać jakiś spektakl” – jak sami napisali o sobie. Nagradzani na wielu festiwalach i przeglądach. Zdobyli m.in. dwa razy brąz na XXXI Biesiadzie Teatralnej w Horyńcu. Występowali na scenach zawodowych: „Epopeja”, „Audycja”, „Grunwald 2000” na scenie Teatru Ochoty oraz premierowe „Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” i spektakl „Epopeja” zagrane na deskach Teatru Collegium Nobilium.

Strona internetowa Kompanii: www.mamro.pl

tagi: | Wersja do druku | |

Jeden komentarz do Transkrypcja Hamleta na współczesność – rozmowa z Grzegorzem Reszką

  1. Anka, 19 marca 2011 o 21:02

    W całej rozciągłości zgadzam się z p. Reszką. Od lat gram w teatrze niezawodowym u p. Julii Kotarskiej-Rekosz, która rozbudza w nas chęć nieustannego tworzenia, patrzenia dalej niż przed siebie. Zarówno p. Reszka, jak i p. Kotarska-Rekosz reprezentują wysoki poziom teatrów w naszym mieście. Choć te teatry różnią się całkowicie. Pozdrawiam wszystkich aktorów niezawodowych. Anka Barska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × 3 =