Vis-à-vis: Tacy piękni, tacy młodzi

13 maja 2014

Agata M. Skrzypek i Zofia Gustowska rozmawiają o weekendzie spędzonym na 32. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi

Leonce i Lena /fot. Mikołaj Zacharow

Leonce i Lena /fot. Mikołaj Zacharow

Agata:  Parafrazując słowa naszego Rektora, które wypowiedział na zakończeniu 32. Festiwalu Szkół Teatralnych o tym, że dopiero przyjechał i niczego nie widział – my także wpadłyśmy jak wicher na ostatnie dni festiwalu i zobaczyłyśmy jedynie dwa spektakle: Leonce i Lena z PWSFTviT im. Leona Schillera z Łodzi oraz Królestwo PWST im. Ludwika Solskiego z Wrocławia. I również mamy zamiar się wypowiedzieć!

Zofia: Ach, ta szalona kompetencja! Tak się złożyło, że dwóch studentów występujących w  obejrzanych przez nas spektaklach zostało wyróżnionych. Myślę tu o Pawle Dobku oraz Konradzie Wosiku. Docenieni zostali jednak za role w dyplomach innych niż te, które miałyśmy szansę zobaczyć, zatem wydaje mi się, że fakt nagrodzenia właśnie ich stwarza nam ciekawą perspektywę rozmowy.

Przyjrzymy się tym „niedocenionym” rolom i spróbujemy określić, czy aktorstwo wspomnianych studentów zwróciło naszą uwagę.

 

„B” jak biały Büchner

Leonce i Lena okazało się dość specyficznym, a nawet przewrotnym w odbiorze spektaklem z uwagi na to, że bohaterowie sztuki przybierali maski – dosłownie i w przenośni.  Aktorzy zaś musieli zademonstrować tę podwójną grę – własną oraz swoich bohaterów. Dla unaocznienia tego nawarstwienia posłużono się sprytnymi zamianami aktorów w rolach Księcia i Valerio, zamianami tak efektownymi, że ocierającymi się o efekciarskie triki. Autor sztuki nie przewidywał podobnego zabiegu, ale i tak nadał bohaterom bardzo karykaturalne cechy. Granie takich postaci to spacer po linie. 

Wydaje mi się, niestety, że studenci z niej pospadali. Nie z własnej winy jednak, tylko ze względu na koncepcję reżyserii. W komedii Büchnera został zawarty potencjał wysmakowanej absurdalności, a  ta w łódzkim dyplomie okazała się być zarysowaną wspomnianą przez Ciebie karykaturalną kreską. Przykładem tego jest wszechobecne – szczególnie w drugiej części spektaklu – pijaństwo, które spłaszczyło myśl zawartą w dramacie i jednocześnie stało się pułapką dla młodych aktorów.

Masz rację! Powiem więcej, byłam zdziwiona tak dużą ilością scen libacji alkoholowej, choć warsztatowo aktorzy odegrali je całkiem znośnie. Może to kwestia tego, że w farsowe ujęcie tematu jakoś usprawiedliwiało zarówno grymasy twarzy, monumentalne gesty, egzaltowane westchnienia, jak i pijackie przyśpiewki. Przecież wiele elementów w tym spektaklu wskazywało na to, by nie odbierać go zbyt serio…

Wino w kolorze mlecznym, tak? Osobiście lubię odrealnienie rzeczywistości teatralnej dziejącej się wszędzie i nigdzie lub po prostu w teatrze. Tylko czy w tym przypadku zostało to wykorzystane?  Nawet scenografia w bieli, do której mam ogromną słabość, stawała się kiczowata wpisując się tym samym w ogólną przesadę. Leżaki i hamak piękne, mimo wszystko.

Skoro wspomniałaś o kiczu i o przesadzie, to czuję się w obowiązku skomentować trzy przedziwne songi. Ich treść zaiste przejmuje do głębi: umiera miłość, kapituluje wolność, a pytania retoryczne i skargi nie pozwalają spokojnie zasnąć już drugą noc. Songom najbliżej chyba do tradycji brechtowskiej. W efekcie otrzymaliśmy mieszankę zdystansowania się wobec postaci i zobaczenia, że aktorzy traktują swoje role również z przymrużeniem oka. Właściwie to jest chyba jedyne wytłumaczenie wykorzystania piosenek w spektaklu, ponieważ nie były atrakcyjne wokalnie ani też nie angażowały szczególnie żadnych innych sił twórczych. Wydaje mi się, że celem było podkreślenie procesu wchodzenia w kolejną rolę, rolę nadbudowaną nad podstawową – i może też lekka kpina?

Z kpiną byłabym raczej ostrożna. Na pewno jednak były wyjściem poza linię fabularną snutej historii, w której postaci przyjmują wobec siebie pozy i maski. Swoistym i udanym (gdyby tylko nie ten alkohol…!) pęknięciem tej rzeczywistości było wyjście z roli postaci Prezydenta, granej przez Jakuba Kryształa. Rozluźnienie stroju, podwinięcie mankietów, rozpięcie koszuli do monologu i późniejszy powrót do poprawnego zapięcia pod szyję comme il faut, było zabiegiem o wiele więcej mówiącym, a jednocześnie smakowitszym, niż nagminne już pewnym momencie zamiany aktorów w rolach Leonca i Valeria.

Leonce i Lena/fot. Mikołaj Zacharow

Leonce i Lena/fot. Mikołaj Zacharow

Podobną okazję do „przeobrażenia się” miał Paweł Dobek – wyróżniony przez Jury, laureat Nagrody Ludzkich Dziennikarzy oraz Nagrody Publiczności dla Najbardziej Elektryzującego Aktora – najpopularniejszy, jak widać, student tej edycji festiwalu! W wypadku granego przez Dobka Księcia wyglądało to troszkę inaczej, bo jako świeżo koronowany monarcha z niepodobną do siebie powagą i troską rozważał, jak dobrze rządzić w państwie. Nie miał też okazji do powrotu do swojej zabawnej maski. Wcielenie w parodię wrażliwego, błąkającego się w poszukiwaniu miłości księcia wychodziło mu nader wdzięcznie i ciekawie, dlatego przejście do „zwykłej” roli i pozostanie w niej do końca spektaklu już mnie nie porwało.

Mam wrażenie, że Książę zyskał dzięki naturalnej delikatności Dobka. Dzięki niej konwencja grania grubszą kreską, która u innych często została przeszarżowana, u niego uległa pewnej sublimacji. Została wygładzona i uspokojona – w pozytywnym sensie. W kontekście jego roli warto wspomnieć o próbie samobójczej Leonca, która jako autonomiczna scena stała się wygraną młodego aktora. Rozdźwięk między tak zwinnym i pewnym przymierzeniem się do pozbawienia siebie życia, a łatwością, z jaką się wysokości i pomysłu swojego wystraszył, został zgrabnie zaznaczony nie tyle w słowach, co mimice i ciele. Tym aktem potwierdził głoszoną przez siebie teorię nudy. Szkoda tylko, że nie wybrzmiała dyskusja z werterowską tradycją.

Cóż, nic dziwnego, w konwencji białych strojów egzekwowanie czegoś żółtego i niebieskiego mogłoby zakłócić przepływ energii! Mnie najbardziej ujęła jednak rola, która nie opierała się na wspomnianych zamianach, a mianowicie: Król. Pośród gromadki swoich absurdalnych poddanych wydaje się najbardziej trzeźwo myślącą osobą, a zarazem kimś, komu zmysły poplątały się tak dawno i tak bardzo, że wydają się działać zupełnie sprawnie. Urzekła mnie tajemnica króla, który oddaje rządy, by móc oddać się rozmyślaniom, którego fryzura i strój wskazują na niedawną pobudkę, a mimo tego każdy traktuje go z najwyższym szacunkiem – jego wyłącznie! Poza tym odnoszę wrażenie, że Jacek Knap włożył w tę rolę bardzo wiele od siebie, że postać Króla nie została napisana tak zadziornie i pociągająco, jak wypadła w spektaklu.

Powtarzanie słów o wykorzystaniu naturalnych warunków może wydawać się monotonne, ale cóż zrobić, skoro to one właśnie znów tu zagrały. Zdecydowanie, Jacek Knap w roli Króla Piotra wyróżniał się spośród swoich kolegów dojrzałością, indywidualnością i tembrem głosu, dzięki czemu uwiarygodniona została różnica pokoleniowa między ojcem a synem. Wspomniana przez Ciebie jego dwoistość czyli sprzeczność naturalnych warunków i charakteru granej postaci, wyszła na korzyść spektaklu. Ciekawa byłaby refleksja nad paralelą do Króla Leara, ale to już temat na inną rozmowę…

Podsumujmy. Wydaje mi się, że w Leonce i Lena nie okazuje się reprezentatywne dla oceny Pawła Dobka jako laureata tylu nagród. To był spektakl – igraszka! Naszą uwagę przyciągnęły inne role – Prezydenta i Króla. Na pewno mogłybyśmy jeszcze o nich dłużej dyskutować.

To prawda. Myślę jednak, że ze względu na specyfikę przyjętej konwencji dla nikogo z obsady udział w spektaklu Fijała nie stał się reprezentatywną wizytówką aktorskich umiejętności.

Serial w teatrze

Teraz przyjrzyjmy, Zosiu, się drugiemu sobotniemu dyplomowi – Królestwu w reżyserii Remigiusza Brzyka, który okazał się wiernym przeniesieniem serialu Larsa von Triera na deski sceniczne. Obawiam się, że to rozwiązanie nie zdało egzaminu…

Wydaje mi się, że problem tkwi w samym pomyśle, by wykorzystać scenariusz von Triera. Bezpośrednie przeniesienie serialowej struktury fabularnej (co prawda z dodatkiem efektownych, a nawet efekciarskich ozdobników) na scenę teatralną nie miało większego sensu. Materia teatralna nie utrzymała historii stworzonej przez język telewizyjny.

Królestwo /fot. M. Zacharow

Królestwo /fot. M. Zacharow

Królestwo pokazuje, że język teatru to coś bardzo odrębnego – można nim opowiadać o wszystkim, ale nie powinno się używać go do powielania!

W estetyce robiący wrażenie nowoczesnego, wrocławski dyplom okazał się być w swojej poddańczości wobec pierwowzoru niezwykle konserwatywny.

Postaram się rozwinąć temat rozstrzału pomiędzy odważnymi środkami i konserwatywnym podejściem do historii. Na potrzeby określenia specyfiki Królestwa pozwolę sobie użyć neologizmu, który powstał w ferworze naszych wcześniejszych dyskusji i oczywiście poprzez przejęzyczenie, mianowicie słowa „nad-realizm” – nadmierny realizm. W kontekście przedstawienia oznaczałoby to nadużywanie pewnych realistycznych elementów scenograficznych przy jednoczesnym zastosowaniu metafor oraz wykorzystywaniu teatralnej umowności. Takie zestawienie szczególnie razi i stawia na straconej pozycji wszystko, co w spektaklu ujęte jest dosłownie. Przykładowo – jak ma się niesmaczne znęcanie się nad mięsem kury i przerzucanie się odciętą ludzką głową do sugerowania widzom wprost, że są świadkami czegoś nadzwyczajnie niebezpiecznego, że na scenie dzieją się rzeczy do głębi przerażające? Myślę, że jeśli powie się „A”, to należy powiedzieć też „B”. W tym wypadku mamy do czynienia z chaotycznym wychodzeniem z konwencji, które jest oczywiście często stosowanym zabiegiem, ale wydaje się wymuszone – bo przecież faktycznie jest, wymusza to struktura serialu. Nie należę do osób, które z weryfikują zgodność adaptacji z pierwowzorem i na tej podstawie oceniają jakość spektaklu, ale wydaje mi się, że wpływ serialu jest tu tak znaczący, że nie można pozostawić tej kwestii bez komentarza.

Przepraszam, ale muszę wrócić do „mięsnego tematu”, o który zahaczyłaś. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że w małym odstępie czasowym trafiłam na spektakle wykorzystujące w sposób przedmiotowy martwe ciała zwierząt. Przenoszenie okrutnego traktowania zwierząt do teatru, w tym przypadku dodatkowo zupełnie nieuzasadnionego niczym innym, jak efektem komicznym, wydaje mi się być zwyczajnym brakiem wrażliwości twórców.

Szczerze mówiąc, odrobinę nie wierzyłam wtedy własnym oczom. Spośród obsady wyróżniony nagrodą ufundowaną przez Opus Film został Konrad Wosik za rolę Odyseja Nieogarniam w Odysejach 2014. W Królestwie gra studenta medycyny, który od dzieciństwa boi się widoku krwi, ale zdecydowany jest zostać lekarzem. W opowiadanej historii zmaga się ze swoją fobią, padając ofiarą dowcipów i drwin ze strony kolegów i personelu. Na moment wciela się także w postać ministranta towarzyszącego księdzu, udzielającemu w szpitalu sakramentu ostatniego namaszczenia. Z mniej lub bardziej zrozumiałych powodów wyśpiewuje kolędy z towarzyszeniem bożonarodzeniowego dzwoneczka.

Warto podkreślić, że jego postać, choć wyrazista w swoim charakterze, jest jednak jedną z wielu innych. Brzyk, angażując do dyplomu tak dużą grupę wrocławskich studentów, tym samym w zamian za ekspozycję silnych aktorskich osobowości postawił na grę zespołową. Żadna z ról nie staje się główną. Każda postać prowadzi własny wątek, będąc jednocześnie zaledwie częścią ogromnej układanki.

Taki schemat pozwala widzom podążanie za wybranym, ulubionym wątkiem. Nie można mówić tu o konieczności rywalizowania o względy publiczności, raczej o pracy kolektywnej na rzecz wspólnego  dobra. Mimo krytyki, której nie szczędziłyśmy Królestwu, uważam je za dobrze poprowadzone przedstawienie, zagrane w szybkim, dynamicznym tempie.

 

Tacy piękni, tacy młodzi

Zakończenie Festiwalu Szkoł Teatralnych odbyło się na Dużej Scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka. W części oficjalnej wzięli udział rektorzy, dyrektorzy, dziennikarze, przedstawiciele władz, a także studenci, a wiele z ich wypowiedzi łączyło się w temacie znaczenia nagród – na początku bowiem każdy próbował je umniejszać.

Laureaci 32. FST/ fot. M. Zacharow

Laureaci 32. FST/ fot. M. Zacharow

Zupełnie jak w szkole podstawowej – by nikomu nie było żal, gdy ominie go nagroda…

Myślę, że dobrym podsumowaniem stała się lapidarna uwaga Agaty Kuleszy (która swego czasu nie została wyróżniona na festiwalu) świadcząca o tym, że nagrody nagrodami, a praktyka praktyką…

Cieszymy się z możliwości uczestnictwa w małej, acz znaczącej części Festiwalu, gdzie byłyśmy świadkami zarówno chwil zamyślenia, jak i wielkiej radości. Chciałybyśmy również wspólnie, jako studentki Akademii Teatralnej w Warszawie, szczególnie pogratulować naszym koleżankom i kolegom: Anecie Gołębiewskiej, Paulinie Szostak, Ewie Jakubowicz, Julianowi Świeżewskiemu i Piotrowi Marzeckiemu. Wszystkim wyróżnionym i biorącym udział w Festiwalu studentom życzymy powodzenia i połamania nóg!

Agata M. Skrzypek i Zofia Gustowska

 

 

Leonce i Lena

Teatr Studyjny w Łodzi

Reżyseria i tłumaczenie: Łukasz Fijał

Scenografia: Ewelina Pietrowiak

Muzyka: Bartosz Dworak

Kierownictwo produkcji: Joanna Monowid

Obsada:

Leonce- Michał Barczak/Paweł Dobek

Lena- Anna Pijanowska

Valerio- Mariusz Krakowiak/Patryk Palusiński

Rosetta/Guwernantka- Anna Wysocka

Król Piotr- Jacek Knap

Ochmistrz/Mistrz Ceremonii/Prezydent/Kaznodzieja- Jakub Kryształ

 

Królestwo

Premiera: 25 stycznia 2014 | Duża Scena Teatru PWST

Autor: Lars Von Trier

Przekład: Katarzyna Gregorowicz

Reżyseria, dramaturgia, scenografia: Remigiusz Brzyk

Współpraca Reżyserska Michał Mrozek

Kostiumy: Małgorzata Malina

Opracowanie Muzyczne: Maciej Midor

Asystenci reżysera: Agnieszka Nasierowska, Laura Sonik, Maciej Midor

Obsada: Justyna Ducka, Maja Rybicka, Karolina Staniec, Lucyna Szierok, Zofia Schwinke / Maja Wachowska (III Rok), Piotr Downar-Zapolski, Radosław Drożdż, Bartłomiej Gola, Karol Kadłubiec, Marcin Kaleta, Bartłomiej Kaźmierczak, Łukasz Kornacki, Waldemar Krawczyk, Krystian Kukułka, Michał Lacheta, Mariusz Ochociński, Tomasz Piotrowski, Konrad Wosik  oraz Basia Skałecka / Iza Zieleniecka w roli ducha Mary

tagi: , | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × four =