Weronika Ostrowska: Czy publiczność mnie słyszy?, czyli zaklęcia Wróżki Wernyhory

15 grudnia 2016

O spektaklu Wesele w reżyserii Sławomira Narlocha w wykonaniu Teatru Pijana Sypialnia

Wesele/materialy teatru

Wesele/materialy teatru

Wkraczają na scenę. Cały zespół. Orkiestra, chór, tancerze i aktorzy. Robi się pełno, gęsto, ciasno. Zamierają w bezruchu, stając się żywą scenografią. Króluje biel i czerń, ale gdzieniegdzie przebijają kolorowe fartuchy kelnerskie przełamujące monotonię. Jeszcze nic się nie dzieje, ale napięcie rośnie z każdą sekundą. Pionowo skierowane smyczki trzymane przez grupę muzyków przypominają zadarte szpady. Cisza przed burzą. Rozbrzmiewa pieśń chóru o zabarwieniu ludowym. Nagle z tyłu otwierają się drzwi i  w statyczną dotąd teatralną przestrzeń bełkocząc wchodzi pijany, pajacujący showman (Sebastian Słomiński), który staje się przewodnikiem po tym niezwykle dynamicznym, fantastycznie barwnym oraz ironicznym świecie.

Spektakl na podstawie Wesela Stanisława Wyspiańskiego wyreżyserowany przez Sławomira Narlocha (debiut reżyserski) to widowisko wielopłaszczyznowe, wielowątkowe, komediowe i ironiczne, ale niepozbawione goryczy. Jego premiera odbyła się we wrześniu w Reducie Banku Polskiego w Warszawie, natomiast kolejne wystawienia miały miejsce 3 i 4 grudnia w Białołęckim Domu Kultury, w przestrzeni prawdziwie teatralnej, ze sceną na podwyższeniu, fosą dla orkiestry i numerowaną widownią, co dla Pijanej Sypialni nie jest rzeczą standardową. Można by się obawiać, że to może za duże wyzwanie jak dla zespołu offowego, bo i miejsce klasycznie teatralne, i tekst nie jakiś znaleziony w odmętach bibliotecznych, ale znany i poważany, będący ogromnym wyzwaniem także dla uznanych reżyserów. Można by też spodziewać się pewnego charakterystycznego oldskulowego stylu spektaklu po zespole, który znany jest już choćby z Latarnika, Wodewilu warszawskiego czy Osmędeuszy. Można by spodziewać się wielu rzeczy, ale nie tego, co naprawdę wydarza się w Weselu Pijanej Sypialni…

Spektakl nie ma budowy linearnej – składa się z luźno powiązanych ze sobą scen, obrazków. Niesamowicie dynamiczne i żywiołowe fragmenty taneczno-muzyczne, które stanowią bardzo dużą część widowiska, przeplatają się tu z epizodami nieco bardziej lirycznymi, podczas których na deskach pozostaje tylko kilka postaci. Głównym elementem nadającym spójność widowisku jest przewijająca się przez nie postać przedziwnego, bitującego showmana w muszce i czerwonej marynarce, nazywanego w końcówce Wróżką Wernyhorą, który niczym konferansjer, a może weselny wodzirej, nawiązuje kontakt z publicznością i prowadzi ją przez fantastyczny i niezwykle barwny świat wykreowany przez Narlocha.

Reżyser doskonale wykorzystał możliwości zespołu, jednocześnie nie zapominając o tym, że w teatrze ważna jest też dobrze opowiedziana historia, czego niekiedy brakowało w ich wcześniejszych przedstawieniach.  Motywem bazowym staje się tu tytułowe wesele i ślub młodych, które stanowią pretekst do podjęcia tematów tak aktualnych, jak wojna polsko-polska czy wciąż żywe w polskiej świadomości mity romantyczne. W tle wciąż pobrzmiewają słowa: „A to Polska właśnie”, które nie pozwalają uciec od narodowych konotacji przedstawienia. Spektakl Pijanej Sypialni aspiruje do tego, by w stać się motorem napędowym przemiany naszej narodowej skłonności do cierpiętnictwa i dramatyzacji rzeczywistości w radość i optymizm, co zostaje symbolicznie podkreślone już w jednej z początkowych scen, w której na hasło głównej postaci przedstawienia wszyscy występujący oddają się zbiorowej rozpaczy. Ta jednak, odegrana iście konwencjonalnie, wywołuje jedynie śmiech. Śmiech natomiast ma się w tym spektaklu stać środkiem prowadzącym do przełamania masochistycznego paradygmatu romantycznego, który zatruwa serca i nie pozwala przeżywać prawdziwej radości.

Pierwsze partie Wesela stają się namiastką hucznej imprezy, z dużą ilością alkoholu i szaleńczymi tańcami. Artyści tańczący w zawrotnym tempie ubrani są jak kelnerzy w czarne spodnie, białe koszule i kolorowe fartuchy (wykorzystywane wielokrotnie w całym przedstawieniu), w dłoniach natomiast trzymają srebrne tace, które pobłyskują w różnokolorowych światłach. Szalony ruch sceniczny, muzyka grana na żywo, śpiewy chóru – to wszystko sprawia, że można łatwo poddać się czarowi zespołu i zapomnieć o historii, która toczy się w tle, a która nie powinna być mniej ważna niż same popisy taneczno-muzyczne.

Na szczęście twórcom udaje się uniknąć przerostu formy nad treścią, a w trakcie szalonych tańców zostaje wprowadzony motyw wojny wewnętrznej między Polakami. Symbolicznymi przywódczyniami opozycyjnych stronnictw stają się – do pewnego momentu rywalizujące ze sobą – Matka Boska Częstochowska (Blanka Miętkiewicz) i Matka Boska Ostrobramska (Aleksandra Dudczak), jedna złocista, druga srebrzysta. I choć po zaciętej sreberkowej batalii (znakomite wykorzystanie folii termoizolacyjnej!) udaje się dojść do zgody, wrogość w bawiącej na weselu grupie wciąż jest obecna – jeśli nie kierowana przeciwko sobie nawzajem, to znajdująca ujście w reakcji na obcego – Żyda (Rachela).

Temat szczęścia zaburzonego goryczą przewija się w całej tej migawkowej historii – objawia się w upiornych wierszykach dzieci (Karolina Durajczyk, Gabriel Franczak), które mają być w zamyśle pełnymi nadziei i entuzjazmu życzeniami dla młodych, słychać go w bardzo przejmującym, smutnym, ludowym temacie muzycznym, który przewija się nawet w pozornie radosnych scenach, wyczuwa się go podskórnie w przejmujących historiach kobiet z Wesela – Marysi (Katarzyna Lasota), Maryny (Agnieszka Kijewska), Zosi (Paulina Dulla), Racheli (Karolina Lichocińska), które Narloch wysunął na główny plan. Reżyser w ogóle oddał tutaj głos kobietom, których rola społeczna, pełnione funkcje czy marzenia i rozterki stały się w spektaklu tematem namysłu i refleksji. Kolejne bohaterki – widma (co ważne, nie pojawiają się tu widma męskie obecne u Wyspiańskiego) ubrane w foliowe, kwieciste obrusy z wycięciem na głowę pojawiają się, by zarysować swój pobieżny portret. Ich historie bawią, wzruszają, ale i przejmują, zasmucają, gdyż w każdej z nich tkwi element goryczy, związany z realnością przedstawianego problemu. Mimo wszystko jednak bohaterki wkraczają w gromadę weselną i uzyskują głos, co może być wartością samą w sobie.

Narloch nie szczędzi bezpośrednich i bardzo aktualnych komentarzy do rzeczywistości, nie próbuje ich też kamuflować. W jego Weselu pojawiają się znane z kampanii wyborczych hasła i slogany, które zostały niemal niepostrzeżenie wplecione w tekst sztuki. Krytyczny komentarz można dostrzec też w konstrukcji bohaterów, np. w postaci zachłannego i ciągle zacierającego ręce na zysk Księdza (Dominik Lubecki), w charakterystycznie żującej gumę gromadzie reagującej nienawiścią na Żyda, w parach, które robią dzieci dla obiecanych pieniędzy z programu 500+, w scenie, która przeradza się w zbiorową orgię, będącą jednocześnie szczytowym momentem szaleństwa w całym przedstawieniu. Satyra ta jest momentami naprawdę ostra i mogłaby niejednego oburzyć, szczególnie, że obu stronom nie dostaje się po równo… Jednak dzięki temu, że całość zrobiono z przymrużeniem oka i z naprawdę dużą dozą ironii, to nawet tak kąśliwe aluzje są do przełknięcia i wkomponowują się płynnie w naczelną, przyświecającą wszystkiemu ideę, by nauczyć się patrzeć na samego siebie z dystansem i raczej się śmiać niż unosić się dumą.

Siłą Pijanej Sypialni po raz kolejny okazuje się doskonale zgrany zespół, którego mógłby pozazdrościć niejeden teatr zawodowy. Sceny zbiorowe są dopracowane z ogromną precyzją, aktorzy i tancerze doskonale działają w tej niesamowitej teatralnej maszynie, która także dzięki ilości występujących osób zyskuje niezwykłą energię i żywiołowość, które z łatwością udzielają się publiczności. Trudno jest wyróżniać kogokolwiek w sposób szczególny, gdyż widać, że tu liczy się zespół. Jednak może właśnie dzięki tej przytłaczającej liczbie scen zbiorowych wyróżnia się zdecydowanie końcowa partia przedstawienia, w której na deskach teatru przez dłuższy czas pozostają wyłącznie Wróżka Wernyhora i śmietnik, z którego wydobywają się głosy telewidzów dzwoniących do niej po przepowiednię czy poradę.

Jest to moment oddechu po całym wcześniejszym energetyzującym szaleństwie, kiedy zbiegają się główne wątki całego spektaklu, a rękami telewizyjnej wróżki dokonuje się symboliczne zaklinanie widm Wyspiańskiego i prośba o to, by Polacy otwierali nie trumny, a serca. Ponure głosy przeszłości zostają przytrzaśnięte zamykaną na koniec klapą śmietnika. I nie przez przypadek Wróżka Wernyhora w tej właśnie scenie wielokrotnie ponawia zadawane już wcześniej pytanie: „Czy publiczność mnie słyszy?”. Brzmi to tak, jakby chciała się upewnić, że publiczność nie tylko słucha, ale i usłyszy wołanie o dystans do samych siebie, patriotyzm ponad podziałami i zdrowy śmiech, który może wyleczyć niejednego egzaltowanego ponuraka.

Wesele w reżyserii debiutującego Sławomira Narlocha to spektakl odważnie mierzący się z polskimi mitami, twórczo podejmujący dramat Wyspiańskiego, będący krytycznym komentarzem do aktualnej rzeczywistości społeczno-politycznej. To widowisko niezwykle barwne i kolorowe, dynamiczne i szalone, skrzące się energią wszystkich artystów, którzy biorą w nim udział. Spektakl, w którym widać ogromny potencjał całego zespołu, jak i samego reżysera, który odważnie zadebiutował Weselem. Wielkie chapeau bas dla teatru offowego, który zrobił sztukę na miarę najlepszych scen zawodowych. Oby to był dopiero początek.

Weronika Ostrowska

Wesele

Teatr Pijana Sypialnia

premiera: wrzesień 2016

ruch sceniczny, scenariusz, reżyseria: Sławomir Narloch

muzyka, przygotowanie wokalne, dyrygent: Daniel Zieliński

choreografia: Mariusz Żwierko
konsultacje reżyserskie: Stanisław Dembski

WYSTĘPUJĄ:

Aktorzy Teatru Pijana Sypialnia/Studenci Studia Aktorskiego PS: Sebastian Słomiński, Katarzyna Lasota, Agnieszka Kijewska, Agnieszka Kijewska, Karolina Lichocińska, Ewelina Chaberek, Mariusz Żwierko, Dominik Lubecki, Karolina Durajczyk, Gabriel Franczak, Aleksandra Dudczak, Blanka Miętkiewicz, Edward Myronenko, Zuzanna Błońska, Aleksandra Gajek, Wojciech Gawrych, Adam Hadi, Aleksandra Iwanowska, Damian Matuszak, Jakub Pawlak, Michał Zieliński, Lena Hadi, Paula Grzeszczak, Aleksandra Paczek

Woda na Młyn
Filharmonia Pijanej Sypialni
Zespół Wokalny Pijanej Sypialni

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 − ten =