Weronika Ostrowska: Opowiem wam historię…

24 maja 2017

O spektaklu Historia Jakuba w reżyserii Ondreja Spišáka z Teatru Dramatycznego w Warszawie w ramach Festiwalu Nowe Epifanie/Gorzkie Żale 2017

Historia Jakuba/ fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Historia Jakuba/ fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Oglądając spektakl duetu Słobodzianek-Spišák miałam nieodparte wrażenie, że gdzieś już to widziałam. Trudno było mi się w Historii Jakuba dopatrzeć elementów oryginalnych czy zaskakujących, choć do końca starałam się zachować postawę nienacechowaną uprzedzeniami. Niestety to nie pomogło i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że czułam się jak na drugiej części hitu, zrobionego z zamysłem, by powtórzyć sukces pierwowzoru – w tym wypadku spektaklu – Naszej klasy.

Dwie matki, dwóch ojców, dwie rodziny i jeden człowiek  Romuald Jakub Weksler-Waszkinel. Prawdopodobnie wielu kojarzy jego historię. Jest to jedna z tych bardziej znanych opowieści o człowieku cudem uratowanym z Holocaustu, o Żydzie wychowywanym w polskiej rodzinie, który nie wiedząc o swoich korzeniach został księdzem katolickim, czym wypełnił prorocze słowa swojej biologicznej matki. To także historia o kimś, kto musiał zmierzyć się z problemem podwójnej tożsamości. I w końcu opowieść o szczęśliwie ocalonym życiu i niewysłowionym cierpieniu, która stała się podstawą dramatu Tadeusza Słobodzianka wystawionego na deskach Teatru Dramatycznego. Niewątpliwie jest to życie niepospolite o ogromnym potencjale dramatycznym, które zasługuje na utrwalenie i przekazanie szerszej publiczności, jednak – moim zdaniem – nie wyłącznie ze względu na same wydarzenia i fakty.

„Opowiem wam historię” – tymi słowami zaczyna się Historia Jakuba. Jej narratorem jest sam główny bohater, który zabiera widza w wędrówkę po swoim życiu. Te właśnie słowa chciałabym uczynić kluczem do czytania spektaklu, ponieważ w nich zawiera się jego sedno. Marian – bo takie imię otrzymuje w spektaklu Romuald Jakub – narodził się. Marian był dzieckiem żydowskim ocalonym z Holocaustu i wychowywanym w polskiej rodzinie. Miał siostrę. Poszedł do seminarium. Marian został księdzem. Marian spowiadał. Był wikariuszem w małej parafii, potem studiował na KUL-u, przez pewien czas i w Paryżu. Dowiedział się, że jest Żydem. Szukał krewnych i odnalazł. Pojechał do Izraela. Żył w kibucu. I te de, i te pe.

Taki mniej więcej rytm ma spektakl w Teatrze Dramatycznym. Historia opowiedziana chronologicznie, zdanie po zdaniu, nie pomijająca żadnego z ważniejszych wydarzeń, jak notka z Wikipedii. Tempo chwilami dynamiczne, chwilami powolne – naprzemienne, ale niestety im dalej, tym bardziej ta naprzemienność nudzi. Momenty dramatyczne i tragiczne przeplatane są scenami ironicznymi i zabawnymi, które początkowo rzeczywiście bawią i przełamują ciężar historii, ale z czasem przestają w ogóle śmieszyć i brzmią jak marna próba utrzymania widowni w skupieniu. Prosta i minimalistyczna scenografia rozbudziła moje nadzieje, gdyż widziałam w niej duży potencjał symboliczny, który mógł stać się kluczem do czytania Historii Jakuba. Ustawiony w centralnym miejscu stół w przedstawieniu pełnił swoją zwykłą funkcję, ale poza tym służył także za ołtarz, katafalk. Z tyłu sceny rozmieszczono kilka szaf. Miałam nadzieję, że będą one wykorzystane jako metafora garderoby, w której człowiek stroi się, przebiera, by odnaleźć swoją tożsamość. Tymczasem ich pojawienie się na scenie miało zastosowanie praktyczne – stały się po prostu szafami z przebraniami dla aktorów, którzy zmieniają role w zależności od potrzeb poszczególnych scen w trakcie trwania spektaklu. Co więcej, poetyka spektaklu i poetyka dramatu okazały się bliźniaczo podobne do tej znanej mi z Naszej klasy, o czym niech świadczy choćby bogato eksploatowany motyw przesyłania i odczytywania listów przez bohaterów.

Zapomniałabym! Pojawił się element nieco bardziej autorski, nadający pikanterii przedstawieniu. Marian obraca się w środowisku kościelnym i później żydowskim, a więc postarano się to twórczo wykorzystać. Obrywa się i Kościołowi, i księżom, i zakonnicom, i wierzącym, i Żydom jako narodowi, i rabinom, i ortodoksyjnym wyznawcom Jahwe, i ateistom, i nawet troszeczkę feministkom. Wszystkim po trochu, mała szpileczka, małe kąśnięcie dla każdego, bez odważniejszych sądów, bo jeszcze ktoś by się naprawdę obraził…

Zdaję sobie sprawę, że nie codziennie spotyka się ludzi takich jak Romuald Jakub Weksler-Waszkinel, ale właśnie dlatego wydaje mi się, że jego życie zasługuje na znacznie lepszy spektakl, który nie będzie bazował wyłącznie na tym, co każdy może sobie przeczytać w Internecie. Nie potrzebuję iść do teatru po to, by poznać koleje czyjegoś życia opowiedziane w sposób prawie encyklopedyczny – poprawnie i rzetelnie, ale bez pogłębionego spojrzenia, bez próby doszukania się doświadczenia uniwersalnego w tym doświadczeniu ekstremalnym. Mam też pewność, że potencjał dramatyczny życia tego niesamowitego człowieka kryje się nie w samej historii, a w dramacie rozdartej, rozdwojonej tożsamości, który miałam nadzieję zobaczyć właśnie w Historii Jakuba. Moim błędem było przygotowanie się do obejrzenia spektaklu – gdyby nie to, może nie nudziłabym się aż tak bardzo, może przynajmniej byłabym zainteresowana samą opowiadaną historią, czyli tak naprawdę jedyną rzeczą, którą może zaoferować to przedstawienie.

I być może w tym tkwi recepta na dobry odbiór Historii, która zdaje się być dziełem teatralnym poprawnym i dobrze odegranym (wszyscy aktorzy wypadają bardzo przyzwoicie), obliczonym na to, by skrytykować, ale nie za bardzo, ukazać dramat życiowy, ale nie tak, by przygnębić widza, by opowiedzieć historię i tyle, od początku do (wciąż otwartego) końca. Prawdopodobnie wielu ten spektakl przypadnie do gustu, bo został zrobiony tak, żeby się w miarę podobał, bez nadmiernych fajerwerków, tak z umiarem. Ot, sympatyczne przedstawienie dla każdego. Jednak mi to nie wystarczy. Teatr poprawny i naśladowczy to zdecydowanie za mało. Czy tylko tyle można wyciągnąć z tak bogatego życia? Z pewnością nie.

Weronika Ostrowska

 

Tadeusz Słobodzianek

Historia Jakuba

premiera: 17 marca 2017 r. Teatr Dramatyczny, Scena na Woli im. T. Łomnickiego

reżyseria: Ondrej Spišák

scenografia, kostiumy: Szilárd Boraros

muzyka: Piotr Łabonarski

obsada: Łukasz Lewandowski, Małgorzata Rożniatowska, Izabela Dąbrowska/ Magdalena Smalara, Zbigniew Dziduch, Magdalena Czerwińska/Marta Król, Marcin Sztabiński, Otar Saralidze

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty − 17 =