Wojciech Małachowicz: Bunt wobec Buntu

8 maja 2017

O filmie Captain Fantastic w reżyserii Matta Rossa

Captain Fantastic/forumcinemas.lv

Captain Fantastic/forumcinemas.lv

Kino spod znaku indie stało się w ostatnich latach nieznośnie schematyczne, choć nie jest to gatunek filmowy w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ugruntowanie poetyki indie nie musi być zresztą czymś jednoznacznie negatywnym. Dzięki temu o wiele prościej i skuteczniej można prowadzić stylistyczne gry i kompromitować środki łatwo rozpoznawalne dla widza. Właśnie takich przewrotnych formalnych zabaw spodziewalibyśmy się po najnowszym filmie Matta Rossa w kontekście jego wygranej w konkursie Un Certain Regard[1] w Cannes. A jednak reżyser nie tym nas zaskoczył. Formalnie i wizualnie Captain Fantastic to film poprawny, ładny, dobrze skomponowany – żadnych dziwactw i wymyślności. To, co najciekawsze, zawiera się w warstwie fabularnej.

Film Rossa opiera się w przeważającym stopniu na tytułowym bohaterze. Bynajmniej nie jest to zarzut. Ben jest świetnie skonstruowaną, skomplikowaną postacią, która ma kluczowy wpływ na wymowę całego filmu. Wszystkie elementy fabuły są przez niego napędzane. Wynika to w dużej mierze z mnogości odgrywanych przez niego, często sprzecznych, ról. Jest ojcem, nauczycielem, mentorem, mężem, strażnikiem, skrajnie liberalnym, nonkonformistycznym buntownikiem. Ta różnorodność pełnionych funkcji daje mu centralną pozycję w przestrzeni diegetycznej oraz panoramiczną perspektywę Foucaultowskiego naczelnika więzienia. Jednak najbardziej wyraźna wydaje się niespójność na linii wychowawcy i lewicowego buntownika. Już w pierwszej części filmu widzimy model wychowawczy Bena. Dzieci są poddane ścisłej dyscyplinie, cały dzień jest dokładnie zaplanowany, wypełniony morderczym treningiem, nauką, domowymi obowiązkami. Przypomina to bardziej jednostkę paramilitarną niż dom. W pierwszej chwili stwierdzamy, że metody te znacznie odbiegają od przeciętnego wychowania. Ale czy faktycznie tak jest, czy nie dajemy się zwieść zwyczajnej hiperboli – służącej bądź co bądź uwydatnianiu wybranych elementów, nie ich deformacji? W istocie koncepcja pedagogiczna Bena jest u podstaw do bólu tradycyjna i powszechna. Zarówno rodzina, jak i szkoła są strukturami w dużej mierze opartymi na porządku autorytarnym. Dyscyplina, przynajmniej na etapach początkowych, zawsze jest egzekwowana przez nadrzędną instancję. Dopiero gdy jej idea zostanie zaszczepiona i zaakceptowana przez podmiot podrzędny, jej egzekwowanie może, ale nie musi, spocząć na podmiocie. Co za tym idzie, samo istnienie instancji nadrzędnej implikuje opresyjność. Gdy zestawimy ten porządek ze skrajnym liberalizmem Bena, dostrzeżemy pewien zgrzyt. Nie zmienia tego fakt, że sprzeczności tej nie sposób uniknąć. Ponadto stopień surowości głównego bohatera w dyscyplinowaniu swoich podopiecznych nie zawsze wydaje się w pełni uzasadniony. Śmierć matki będzie tu doskonałym przykładem. Bez wątpienia jest to doświadczenie graniczne dla rodziny, inicjujące i symbolizujące jej powolny rozpad. Co więcej, można, a według mnie nawet należy, traktować je instrumentalnie, nie jako zdarzenie samo w sobie będące przyczyną rozpadu, a raczej jako element obnażający i intensyfikujący tendencje odśrodkowe wpisane immanentnie w strukturę rodzinną.

Nieodzowna dla relacji rodzic-dziecko czy opiekun-podopieczny opresyjność naturalnie prowadzi do buntu dojrzewającego dziecka. Tu pojawia się dość ciekawy paradoks. Synowie buntują się przeciwko ojcu, który sam przecież jest buntownikiem par excellence – to bunt wobec buntu. Absurdalność zaistniałej sytuacji jest jednak tylko pozorna. Kontestatorski charakter przekonań Bena nie jest do końca jasny dla jego dzieci. Podmiot, wobec którego ojciec się buntuje – współczesny amerykański drapieżny kapitalizm, znają jedynie w wymiarze teoretycznym. Nie miały szansy doświadczenia go w sposób namacalny. Tym samym idee wyznawane przez głównego bohatera subiektywnie tracą w znacznym stopniu swój opozycyj charakter. Wydobywa to kolejną sprzeczność Kapitana Fantastica – w jednych kwestiach jest on do bólu praktyczny, w innych skrajnie teoretyczny. W efekcie system wartości wyznawany przez Bena staje się skostniały i w pewnym sensie konserwatywny. Co więcej, wpływa totalnie na jego rodzinę, która nie tylko służy zaspokojeniu jego potrzeb emocjonalnych i społecznych – jest także materializacją jego przekonań, eksperymentem, jego własną i osobistą mikroutopią (z całym jej bagażem kulturowych znaczeń i konotacji).

Captain Fantastic/spidersweb.pl

Captain Fantastic/spidersweb.pl

Jak prawie każdy film z gatunku kina drogi, Captain Fantastic porusza kwestię inicjacyjną. Wyruszenie w podróż będzie kolejnym krokiem w procesie dojrzewania dzieci głównego bohatera, a tym samym pogłębi rozpad rodziny i pośrednio utopii Bena. Współczesna konsumpcyjno-kapitalistyczna Ameryka, nawet widziana z okien hipisowskiego autobusu, będzie bardzo stymulująca. Dzieci zyskują kontekst do walki ojca w postaci bezpośredniego doświadczenia świata poza utopią. Co ciekawe, niekoniecznie skutkuje to zbliżeniem się do niego. Spór o Boże Narodzenie staje się jedną z ujemnych konsekwencji zetknięcia się z Ameryką komercji. Rellian ma pretensję do ojca, że zamiast obchodzić katolickie święto, jak inne rodziny, celebrują dzień Chomskiego, jednak chłopak nie jest w stanie podać żadnego konkretnego argumentu na poparcie swojego postulatu. Choć to oczywiste, zaznaczę, że przedmiot konfliktu jest tu zupełnie nieistotny, liczy się sam akt buntu. Co więcej, brak argumentacji nie dyskredytuje pretensji Relliana. Bunt nie zawsze musi być konkluzywny, może poprzestać na wyrażeniu czystego sprzeciwu. Jest aktem niezaprzeczalnie destrukcyjnym, a jednak ma ogromny potencjał konstrukcyjny z racji swojej oczyszczającej natury. Choć ojciec gasi syna, wtrącając go w dyskurs intelektualny, nie znaczy to, że problem zostaje rozwiązany. Wręcz przeciwnie, jest jedynie posponowany, a napięcie między dwojgiem bohaterów nabiera intensywności. Podobnie przebiega konflikt Bena z najstarszym synem. Nawarstwiające się spory wewnątrz rodziny zostają rozwiązane dopiero pod sam koniec filmu, a składa się na to szereg działań. Należy wyróżnić trzy: wyznanie ojca i przyjęcie przez niego odpowiedzialności za śmierć matki, zbiorowe wybaczenie, które uzyskuje od dzieci dobrowolnie, kremacja zwłok matki będąca jednocześnie zażegnaniem kryzysu poprzez zaakceptowanie postępującej dekonstrukcji struktury rodzinnej.

Powracając jeszcze na chwilę do kwestii kapitalizmu, warto wspomnieć o dziadkach. To bez wątpienia przedstawiciele porządku opozycyjnego wobec ideologii Bena, jednak nie są sportretowani jednoznacznie. Choć należą do klasy uciskających kapitalistów, na płaszczyźnie rodzinnej od samego początku zajmują stanowisko niepodważalnie poprawne moralnie, czego nie można do końca powiedzieć o głównym bohaterze. Takich pozytywnych akcentów po stronie ekonomicznego mainstreamu jest niewiele, ale nie można ich ignorować, szczególnie w przypadku tak istotnych dla fabuły teściów. Wprowadzenie tej niejednoznaczności nie tylko komplikuje fabułę i dopełnia postać Bena, dla którego kategoria opozycyjności jest kluczowa, ale przede wszystkim w znacznym stopniu chroni Rosa przed zarzutami o tendencyjność.

Fenomen Captaina Fantastica opiera się w głównej mierze na tym, że potencjalnie można go odczytać dwoiście. Jeśli pragniemy happy endu, zobaczymy całkowity powrót do rodzinnej harmonii, przedłużenie sielanki w wersji lekko zmodyfikowanej. Co istotne, ta odrobina goryczy, jaką jest modyfikacja, tylko pogłębia budującą i optymistyczną wymowę filmu, bo jest dowodem na osiągalność kompromisu. Wilk syty i owca cała. Mi jednak bliższe jest pesymistyczne odczytanie. Faktycznie rodzina powraca do względnej stabilizacji, ale nigdy już nie odtworzy starego porządku, nie cofnie, nawet nie zatrzyma stopniowego rozpadu swojej struktury. Z kolei sam tytułowy bohater ponosi miażdżącą porażkę. Zostaje zmuszony do dokonania wyboru między rodziną a idealistycznym nonkonformizmem. Wygrywa potrzeba kochania i bycia kochanym, jednak towarzyszyć mu będzie również poczucie pustki i rozczarowanie. Doskonale widać to w ostatniej scenie przy stole. Wszystkie dzieci zajęte są odrabianiem lekcji, ich wzrok zwrócony jest w stronę miejsca, gdzie aktualnie się znajdują, liczy się tu i teraz. Z tą pozą kontrastuje Fantastyczny Ben, melancholijnie spoglądający za okno marzyciel, wizjoner i twórca podniosłych utopii, który skończył w mieszczańskiej fantazji o domku na przedmieściach.

Wojciech Małachowicz

Captain Fantastic

Premiera: 10 marca 2017 (Polska), 23 stycznia 2016 (Międzynarodowa)

Reżyseria: Matt Ross

Scenariusz: Matt Ross

Zdjęcia: Stephane Fontaine

Muzyka: Alex Somers

Obsada: Viggo Mortensen, George MacKay, Nicholas Hamilton, Samantha Isler, Annalise Basso, Frank Langella


[1] Jest to sekcja festiwalu w Cannes, w której filmy wyróżniane są za nietradycyjne i oryginalne ujęcie tematu lub nowatorską stylistykę.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × five =