Wojciech Małachowicz: Iluzoryczność bliskości

14 marca 2017

O filmie To tylko koniec świata w reżyserii Xaviera Dolana

To tylko koniec świata/IMDb

To tylko koniec świata/IMDb

Xavier Dolan kolejny raz udowadnia, że jest jednym z najwybitniejszych filmowców swojego pokolenia. Jego ostatni film to obraz dojrzały, skupiony na szerszym problemie. Kwestie relacji rodzinnych, choć wciąż obecne, przestają być tematem istotnym samym w sobie. Więzi rodzinne są nośnikiem, archetypem bliskości, który ujawnia samotność jak żadne inne doświadczenie. Uniwersalny charakter refleksji Dolana zawiera się w samej kompozycji zależności emocjonalnych. O ile w jego poprzednich filmach zwykle przybiera ona kształt liniowy, w To tylko koniec świata zauważyć można jej kłączowy charakter. W ten sposób reżyser nie porzuca bardzo istotnej dla niego relacji matka-syn, ale jednocześnie nie umieszcza jej w centrum narracji. Właśnie to przesunięcie ciężkości sprawia, że film Dolana nabiera rysów studium o kondycji i bolesnej odrębności człowieka.

To tylko koniec świata jest historią Louisa, młodego pisarza, który powraca do domu po dwunastu latach z zamiarem oznajmienia swoim bliskim, że umiera. Już od samego początku wyczuwa się ogromne napięcie między poszczególnymi członkami rodziny. Sytuacja balansuje na granicy katastrofy. Za każdym razem, gdy delikatnie przechyla się w stronę nieuchronnego końca, Dolan przywraca kruchą równowagę tylko po to, by przedłużyć mękę i zachwiać nią ponownie. Ta cykliczność będzie między innymi wyznaczana przez rozmowy Louisa z każdym kolejnym członkiem rodziny. To wyodrębnienie poszczególnych konfrontacji pozwala na wyraźne zarysowanie indywidualnego stosunku każdej postaci do głównego bohatera. Młody pisarz rozczarowuje swoich krewniaków, jest małomówny i skryty, nie udziela odpowiedzi, nie wyjaśnia niczego, co tylko dodatkowo komplikuje całą sytuację, utrudnia tak upragnione zbliżenie. Całość kończy się tragedią w ostatniej scenie, która związuje wszystkie dotąd oddzielone od siebie rozmowy. No właśnie, ale czy na pewno to wtedy następuje tytułowy koniec świata?

Kluczowa dla zrozumienia obrazu Dolana wydaje się analiza kwestii, którą główny bohater wypowiada już na samym początku w scenie w samolocie: „Udać się w podróż, by zapowiedzieć swoją śmierć. Zrobić to osobiście i po raz ostatni stanąć przed sobą i nimi i udawać do samego końca, że jestem panem swojego życia”. Należy określić, czym motywowane będzie to „udawanie” i w jaki sposób będzie realizowane. Co do pierwszej kwestii, można by się było doszukiwać elementów ars moriendi, co zmusza nas do dwóch alternatywnych konkluzji. Albo Dolan nakręcił film pretensjonalny i zmanierowany, będący jedynie uwspółcześnioną transpozycją bardzo starego motywu, albo – krytycznie ustosunkował się do niego i skompromitował go. Osobiście opowiadałbym się za drugim rozpoznaniem, jednak okazuje się ono zdecydowanie niewystarczające. Kolejnym powodem może być zwyczajny i banalny zanik relacji. Przez dwanaście lat nieobecności Louisa w domu jego matka i rodzeństwo oddalili się od niego, choć niemal czczą go i tęsknią za nim nieustanie. Ale o ile ciekawsza okaże się cała sytuacja, gdy przyjmiemy, że oddalenie samo w sobie nie ewokuje agresji i rodzinnego piekła. Jest ono immanentne i stałe dla człowieka. Louis i jego rodzina nigdy w sposób rzeczywisty nie byli blisko. Codzienne interakcje stwarzają jedynie iluzję bliskości, która jednak zawsze pozostaje nieosiągalnym i idealnym stanem. Tyczy się to ogółu relacji międzyludzkich, nie tylko tych między głównym bohaterem a jego rodziną. Co więcej, wszystkie postaci w filmie w większym lub mniejszym stopniu zdają sobie z tego sprawę. Świadomość ta będzie głównym źródłem frustracji i napięć rodzących się między nimi.

W świetle niemożliwości bliskości każde wypowiedzenie czy nawet gest będą czymś z gruntu fałszywym, groteskowym wysiłkiem; aktem naiwności lub podporządkowaniem się z zasady represyjnemu habitusowi. Louis nie decyduje się na udawanie, jest zwyczajnie do niego zmuszony, ponieważ realizuje je w każdym komunikacie, nawet w jego braku – milczeniu, i jest tego świadomy (jak nieprawdopodobnie przytłaczająca jest ta konkluzja w kontekście tego, czym się zajmuje – jedną z ważniejszych funkcji pełnionych przez artystę jest właśnie generowanie komunikatów zawierających przynajmniej jakąś cząstkę prawdy). Jego działania są podporządkowane realizacji norm społecznych. Powrót do domu będzie dla niego nie tylko szansą na doświadczenie inicjacyjne wprowadzające w śmierć, ale być może przede wszystkim okazją do choćby pozornego zaspokojenia potrzeb jego bliskich. Milczenie czy brak odpowiedzi, o którym wspomina w rozmowie z matką, nie byłoby wyrazem złej woli, a konsekwencją dławiącego go wniosku, że czego by nie powiedział, zawsze będzie to komunikat niepełny lub nieprawdziwy. Wynika to zarówno z różnicy doświadczenia, jak i z jego nieprzekładalności na język.

To tylko koniec świata/plakat

To tylko koniec świata/plakat

Drugą po Louisie bohaterką, która wydaje się rozumieć nieuchronność samotności, jest Catherine grana przez rewelacyjną Marion Cotillard (wiem, wszyscy tak samo zachwycają się tą rolą, ale naprawdę nie da się inaczej). Szczególnie widać to w scenie z Gaspardem Ullielem na samym początku, w gasnących uśmiechach i smutnych spojrzeniach wymienianych między nimi. Jakby przez chwilę prawie udało im się połączyć w przygnębieniu spowodowanym ludzką samotnością. Takie odczytanie tej sceny silnie waloryzowałoby komunikaty pozawerbalne. Potwierdzałaby też tę tezę praca kamery; mnogość zbliżeń na twarze można traktować nie tylko jako narzędzie współtworzące atmosferę osaczenia i przytłoczenia, jak w Mamie, ale również jako sygnał, że liczą się nawet te najmniejsze grymasy i drgnięcia. Może powrót do najbardziej pierwotnej formy ekspresji jest jakimś tropem? Wątpliwe. Nie ma żadnych innych przesłanek świadczących o tym, by regresja była lekarstwem na osobność człowieka. Tak czy inaczej, przenikliwa i wycofana Catherine jest na pozycji szczególnej, jakby trochę z boku, co pozwala jej na względny obiektywizm. Z początku jest dosyć aktywna, wchodzi w interakcje z innymi bohaterami, by stopniowo stawać się niemym obserwatorem. Doskonale widać to w jej języku, który w miarę rozwoju akcji rozpada się, słowa zaczynają ją dławić, brzmieć coraz bardziej nienaturalnie. Sam odbiorca zaczyna się męczyć, obserwując te zmagania z formą. Jednocześnie, gdy Catherine gaśnie, jej mąż Antoine zaczyna wysuwać się na pierwszy plan. Początkowe urwane i szybko wypowiadane złośliwe komentarze przeradzają się w dłuższe kwestie, by pod sam koniec eksplodować w brutalnym monologu, mającym być doświadczeniem oczyszczającym i, co najważniejsze, wyzwalającym – teoretycznie mogłoby przełamać barierę niezrozumienia i samotności. Jednak wybuch Antoine’a niczego nie zmienia. Jest to prawdopodobnie najbardziej namacalna i dotkliwa porażka bohaterów Dolana w walce o bliskość. W tym miejscu gładko można przejść do klasycznej formy obrazu i jego teatralnego rodowodu: To tylko koniec świata posiada pewne rysy tradycyjnych tragedii, szczególnie w warstwie budowania napięcia i wikłania akcji. W kontekście tych obserwacji możemy traktować monolog Antoine’a jako moment z zamierzenia uwalniający napięcie i zamykający dramat. Tak się niestety nie dzieje, jest wręcz przeciwnie, sytuacja staje się jeszcze bardziej zawikłana, a zdanie wypowiedziane na odchodne przez matkę: „następnym razem przygotujemy się lepiej” jest nie tylko wyrazem jej naiwności, lecz także uniwersalnej dla wszystkich ludzi bezowocnej wytrwałości. Tym samym uprawnione byłoby również odczytanie dzieła Dolana jako zajęcia krytycznego stanowiska wobec jednego z najbardziej fundamentalnych dla kultury Zachodu gatunków.

Postać matki w najnowszym obrazie Dolana jest szczególna w skali jego twórczości. Nie mamy tu do czynienia z zaborczą, brutalną i egoistyczną kobietą. Nie znaczy to, że jest idealna. Choć w jej stosunku do syna widać dużo czułości i troski, to jednak traktuje go dosyć instrumentalnie, przy czym zaznaczam – nie jest w tym cyniczna czy wyrachowana. Wtłacza Louisa w rolę ojca i głowy rodziny, zrzuca na niego odpowiedzialność ukojenia sfrustrowanego i nieszczęśliwego rodzeństwa. Możemy jej to częściowo wybaczyć, ponieważ nie zdaje sobie w pełni sprawy z tego, czego oczekuje od syna.

Xaviera Dolana ma wyjątkowe wyczucie w doborze kompozytorów i utworów. Muzyka prawie nigdy nie jest tylko tłem. Często wykracza poza zwykłe rozwijanie tego, co rozgrywa się w narracji wizualnej. Zawiera w sobie znaczeniowy naddatek lub wręcz kontrastuje z obrazem. Oglądając To tylko koniec świata możemy usłyszeć delikatne i melancholijne, a czasem przeciwnie – prędkie i pełne niepokoju kompozycje doskonałego Gabriela Yareda, z którym Dolan współpracował już przy Tomie. Młody reżyser nie byłby sobą, gdyby nie dodał kilku utworów muzyki popularnej: pojawia się tak powszechny ostatnio akcent nostalgii za latami dziewięćdziesiątymi w postaci sennych brzmień syntezatora z piosenki Genesis kanadyjskiej artystki Grimes. Nie sposób nie wspomnieć o obrzydliwie kiczowatym hicie z zeszłej dekady mołdawskiej grupy popowej O-Zone, który wszyscy chyba znamy, więc nie będę przytaczać tytułu. O dziwo jest to z pewnością jeden z najlepszych i najciekawszych momentów filmu. Być może dorównał on temu z Mamy, w którym słyszymy Wonderwall grupy Oasis. Pomimo że mołdawski przebój jest straszny, nie psuje atmosfery tęsknej retrospekcji dzieciństwa. Wręcz przeciwnie dopełnią ją, dodaje jej lekkości i bezpretensjonalności. Xavier Dolan udowadnia tym samym, nie pierwszy raz, że jest głosem swojego pokolenia. Ponownie pokazuje, że można zrobić doskonały film z pomocą elementów popkultury. Tym razem nie wybrał zwyczajnej ogranej piosenki; sięgnął samego dna popowego piekła, wyciągnął jego największy koszmar i stworzył coś pięknego.

Wojciech Małachowicz

 

To tylko koniec świata

Reżyseria: Xavier Dolan

Scenariusz: Xavier Dolan

Zdjęcia: André Turpin

Muzyka: Gabriel Yared

Monatarz: Xavier Dolan

Na podstawie sztuki Jean-Luc Lagarce Juste la fin du monde

Obsada: Gaspard Ulliel, Vincent Cassel, Marion Cotillard, Lea Seydoux, Nathalie Baye

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

14 − 12 =