Zespół – rozmowa z Bożeną Suchocką

27 listopada 2010

Od miesiąca na deskach teatru Collegium Nobilium można zobaczyć pierwszy spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Aktorskiego – Stracone Zachody Miłości. Andrzej Łapicki w swojej książce Po pierwsze zachować dystans napisał: „Każdego można nauczyć tego zawodu, pewnych zasad. Tylko, że trzeba jeszcze mieć coś więcej, coś co sprawia, że ludzie chcą na ciebie patrzeć.”

Rozmowa z reżyserem przedstawienia – Bożeną Suchocką*.

Plakat do spektaklu / materiały teatruRyszard Abraham: Co skłoniło Panią, aby zająć się tak rzadko wystawianą sztuką Shakespeare’a?

Bożena Suchocka: Szukałam dramatu, który umożliwiałby dużej grupie ludzi wspólną pracę na scenie. Tekst jest, rzeczywiście, mało znany, trudny, ale temat wdzięczny i autor zacny.

RA: I każdy miał możliwość zaprezentowania się….

BS: Tak, każdy miał swoje pięć minut. Kiedy wybierałam repertuar przedstawień dyplomowych dla tej grupy studentów, pomyślałam, że dobrze byłoby, żeby spotkali się na scenie w temacie: Shakespeare i wiersz. Tekst Straconych Zachodów Miłości był podstawą ćwiczeń w przedmiocie Praca nad rolą na ich III roku studiów. To wdzięczny materiał do grania. Dramat jest o młodych ludziach, czyli o nich – prawie wszystkie postaci tej sztuki są w ich wieku. Jedynie Boyet jest starszy. Młodzi ludzie spotykają się, rozmawiają ze sobą, bawią się, zakochują w sobie….

RA: Grupa IV roku Wydziału Aktorskiego sprawia wrażenie zgranej paczki przyjaciół. Szkoła jest kloszem, azylem, w którym spędzają wiele czasu z powodu ogromnej ilości zajęć. Czy młodzi aktorzy wchodzący dopiero w zawód, zdają sobie sprawę z niepowodzeń i rozczarowań jakie mogą ich spotkać ?

BS: Mam nadzieję że tak, ale jak jest w rzeczywistości – trudno powiedzieć. Powinien pan to pytanie adresować bezpośrednio do nich.

Bardzo chciałam, żeby był to spektakl zespołowy. Dlatego też zdecydowałam się na Stracone Zachody Miłości. W tej sztuce nie można stawiać tylko na indywidualności, ale i na zespołowe działanie. Myślę, że jeśli ktoś jest indywidualnością, to i tak nią pozostanie, nieważne czy będzie działał sam, czy w grupie. Bardzo mi zależało na tym, by ci młodzi aktorzy znaleźli przyjemność pracowania w zespole.

Oni rzeczywiście się lubią, trzymają razem, nie ma między nimi niesnasek, nienawiści i innych negatywnych emocji. I to jest bardzo przyjemne w pracy z tą grupą. Oni potrafią pracować na siebie nawzajem. Stracone Zachody Miłości to bardzo trudny materiał pod względem formalnym. Podczas studiów nie było zbyt wielu okazji na spotkanie z Shakespearem. Tekst jest napisany głównie wierszem, a podczas trzech lat nauki możliwości poznania zasad rządzących takim tekstem nie było zbyt wiele. Trzeba pamiętać, że oni się jeszcze uczą, stąd czasami trudno im utrzymać właściwe tempo, melodię wiersza, uczą się również, co to znaczy grać z wieczoru na wieczór.

RA: Nawet podczas antraktu grają we foyer…

BS: Rzeczywiście nie daję im wytchnąć. Myślę, że za kilka tygodni przedstawienie osiągnie rytm i tempo, o które mi chodziło.

RA: Przedstawienie ciągle się rozwija?

BS: Tak. Traktuję warsztat dyplomowy jako część procesu edukacyjnego. Chcę zwrócić uwagę studentów na to, że obecność na scenie można kształtować w zależności od kontekstu, nastroju, niespodziewanych zdarzeń, partnera, publiczności… Że przedstawienie jest żywym organizmem, że cały czas się zmienia: dodajemy, odejmujemy, zmieniamy znaki, interpretację, podpowiadam im nowe rozwiązania…

RA: Jest pani ich opiekunem. Czy potrafią jeszcze panią zaskoczyć, wykonać coś, czego się pani po nich nie spodziewała ?

BS: Niespodzianki są częste i jest to najprzyjemniejsza część mojej pracy. Uczę studentów pewnych zasad, ale również tego, że można od nich odstępować. W zespole „Straconych” jest kilku studentów, których „wypuszczam na improwizację”. Co to znaczy? Nie trzymam ich sztywno w rygorach wiersza i roli – daję im więcej swobody, by mogli ujawnić swoje widzenie problemu. W wierszu bywa to trudne – szczególnie dla niedoświadczonego aktora – jeżeli jednak komuś się zdarzy znaleźć nowe, świeże rozwiązanie, to jest to mój największy sukces! Niektórzy z aktorów w zetknięciu z żywą widownią nabierają odwagi, gubią nieśmiałość i skrępowanie, rozwijają się (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Tak, bywają prawdziwe niespodzianki…

RA: Zdarzały się takie momenty, że mieliście ochotę rzucić wszystko w cholerę?

BS: Kryzys zawsze przychodzi. Najczęściej w momencie zmęczenia materiałem, kiedy już wydaje nam się, że wszytko na temat sztuki wiemy. Zaczynamy wówczas rutynowo odtwarzać pewne fragmenty i nagle okazuje się, że słowa brzmią fałszywie. Wtedy nie pozostaje nic innego, tylko cofnąć się o krok i zacząć od nowa. Takich kryzysów było dwa, może trzy? I z pewnością każdy ze studentów miał swój prywatny kryzys.

RA: A złapała się pani na takim pytaniu: po co ja wzięłam ten tekst? Mogłam wybrać inny!

BS: Zdarza się, że zadaję sobie to pytanie. Dlatego, że – wie pan – to nie mój egzamin, nie mój dyplom. To jest ich praca, ich wizytówka i bardzo mi zależy, żeby pokazali się z jak najlepszej strony. Jeżeli kogoś obarczam rolą, zadaniem ponad jego możliwości, to wtedy pojawia się wątpliwość: mogłam sobie darować, wziąć coś prostszego… Po co ten wiersz? Po co ten Shakespeare? W innym tekście byłoby łatwiej? Ale przecież przedstawienie dyplomowe jest nie tylko popisem, ale też etapem edukacji zawodowej. Stąd wydaje mi się, że spotkanie z Shakespearem jest wyborem słusznym.

RA: Bardzo różni się praca z aktorem, który jest już na scenie od kilku lat od pracy z debiutantem po Akademii Teatralnej?

BS: Oczywiście, że inaczej się pracuje w teatrze zawodowym, kiedy mamy do czynienia z doświadczonymi aktorami, z aktorami z wyboru? Grupa studentów przekazana pod opiekę pedagoga, to nie jest koniecznie ta wymarzona grupa, z którą chciałoby się tworzyć każdy spektakl. Praca ze studentami to ciągły kompromis. Często pracujemy nad rolami, których ci młodzi ludzie prawdopodobnie nigdy nie zagrają w swoim zawodowym życiu. Trzeba im poświęcić więcej czasu, uwagi…

RA: Do każdego podchodzić BARDZO indywidualnie, aby zbudować zespołowość na scenie….

BS: Tak, oczywiście. Mnie jest łatwiej, bo jestem opiekunem tego roku i pracuję z nimi od trzech lat. Wiem, w jaki sposób z nimi rozmawiać. I odwołuję się do tego doświadczenia bardzo często. Jeden potrzebuje intelektualnego wsparcia, a drugi z kolei funkcjonuje tylko na poziomie emocji.

RA: Życzę, abyście spotkali się jeszcze kiedyś, może za kilka lat, wzbogaceni doświadczeniem zawodowym i zrobili kolejny spektakl. Może znowu Shakespeare ?

BS: Mam nadzieję, że do tego dojdzie.

Rozmawiał: Ryszard Abraham

*dr BOŻENA SUCHOCKA – aktorka, reżyser, pedagog Akademii Teatralnej. Asystent Andrzeja Strzeleckiego, Jerzego Grzegorzewskiego, Davida Schwizera, Michaela Hacketta, Piotra Cieślaka, Filipa Bajona. Reżyserowała na scenach Teatru Dramatycznego w Warszawie, Teatru Narodowego, Teatru Ateneum, Teatru Rozmaitości, Collegium Nobilium i Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie.

tagi: , | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 − one =