Zofia Bardzińska: „A jeśli nie staniecie się jako dzieci…”

9 listopada 2015

O spektaklu Królowa Śniegu w reżyserii Piotra Cieplaka w Teatrze Narodowym w Warszawie

Królowa Śniegu/mat. prasowe

Królowa Śniegu/mat. prasowe

Królowa śniegu. Baśń w siedmiu opowiadaniach jest tekstem szczególnie mi bliskim i naprawdę nie chodzi tutaj ani o sentymentalną tęsknotę za beztroskimi czasami dzieciństwani, ani nie ma to żadnego związku z przykurzonym, ckliwym obrazkiem, na którym babcia czyta małej dziewczynce baśnie przy kominku. Wręcz przeciwnie, twórczość Andersena poznawałam stopniowo już jako osoba dorosła, a tym, co przyciągnęło mnie najbardziej, była skandynawska surowość, specyficzny, pierwotny wręcz mrok i bliskość organicznej, fizjologicznej śmierci. Nie znajdziemy tutaj uroczych metafor czy mydlenia oczu aniołkami i diabełkami – dziewczynka z zapałkami najzwyczajniej w świecie umiera samotnie na ulicy z zimna i biedy, matka wydłubuje sobie oczy, by ratować swoje dziecko, a zmarłych grzebie się w ziemi, gdzie ich ciała kawałek po kawałku zjadają robaki.

 

W związku z faktem,  że głównymi bohaterami Królowej śniegu są dzieci, panuje powszechne przekonanie, że jest to opowieść przeznaczona głównie dla młodego odbiorcy, co zresztą zdają się potwierdzać niezliczone jej adaptacje, zarówno sceniczne jak i filmowe, mniej lub bardziej udane. Choć w moim odczuciu nie jest to tak do końca oczywiste,  inscenizacja, którą na scenie Teatru Narodowego zaprezentował Piotr Cieplak z jednej strony budziła we mnie pewne obawy, z drugiej zaś spore oczekiwania , że może wreszcie udało się znaleźć złoty środek i opowiedzieć tę baśń w taki sposób, by zachwyciła w równym stopniu widza małego dorosłego. Ponadto jesienno-zimowe sobotnie popołudnia aż proszą się o to, by spędzić je rodzinnie w teatrze.

 

Opowieść o małej Gerdzie, która w poszukiwaniu Kaja – swojego ukochanego towarzysza dziecięcych zabaw rusza prawie na koniec świata, to materiał na bez mała klasyczne kino drogi, które, nieumiejętnie zrealizowane, może po prostu znudzić. W tym przypadku jednak kolejne etapy podróży dziewczynki wydają się być misternie urządzonymi, odrębnymi szkatułkami, których zawartość konsekwentnie oczarowuje i wzmaga zarówno ciekawość i dziecięce oczekiwanie na następną odsłonę z względu na to, czy widz jest dzieckiem, czy owo dziecko do teatru przyprowadził. Każdorazowo mamy do czynienia z odmienną stylistyką, innym sposobem snucia opowieści, różnorakimi formami jej obrazowania. Zręczna żonglerka konwencjami sprawia, że  następujące po sobie sceny wydają się skonstruowane na zasadach podobnych do działania kalejdoskopu – elementy wewnątrz magicznej tuby pozostają wciąż te same, ale zadziwiająco płynnie są w stanie przekształcać się i układać tak, by stworzyć coraz to nowe struktury i wzory. Zmieniające się dynamicznie, zachwycające dekoracje i kostiumy autorstwa Andrzeja Witkowskiego oraz choreografie Leszka Bzdyla, doprawione subtelnymi i pełnymi uroku wizualizacjami tworzą fascynujące i dynamiczne widowisko. No właśnie – widowisko. Jeśli chodzi o treść zbyt wiele o niej powiedzieć nie można ze względu na jej śladową ilość. Wprawdzie galerii postaci nie można odmówić tego, że jest barwna i różnorodna,  jednak ciężko się oprzeć wrażeniu, że ich zadaniem jest głównie nadawanie wydarzeniom skeczowego charakteru.  Osiągają wprawdzie na tym polu pełen sukces w przypadku staruszki z zaczarowanego ogrodu (genialny Jerzy Łapiński) czy kapitalnej pary wron (Ewa Konstancja Bułhak i Tomasz Sapryk), nie zmienia to jednak faktu, że z dialogów wynika niewiele. Sprzyja to w pewien sposób wyodrębnieniu się przestrzeni, którą dość szczelnie wypełniają oratorskie popisy Pana Gaduły (Zbigniew Zamachowski) pełniącego rolę narratora. Raz pojawia się jako gapowaty bajarz- gawędziarz, w kolejnej odsłonie natomiast występuje raczej jako przebojowy konferansjer rodem z popularnego talent-show. Główna bohaterka Gerda (Dominika Kluźniak) jest natomiast irytująco bezbarwna, wręcz transparentna, nieporadna i zagubiona do tego stopnia, iż ciężko jest uwierzyć, że to dziewczynka (kobieta), która zdecydowała się na samotną, pełną niebezpieczeństw wyprawę pokonać potężną Królową Śniegu i uratować Kaja. Momentem, w którym powinna przecież dać o sobie znać jej nieprzeciętna charyzma i odwaga, jest scena rozgrywająca się w jaskini rozbójników. Pojawienie się niewinnej i czystej dziewczynki w mechanicznym, postapokaliptycznym świecie, w którym rządzi prawo noża, ma bowiem emanować siłą, która jest w stanie zmienić okrutne serce Małej Rozbójniczki. Niestety, infantylny monolog Gerdy o „oczach, które się przecież nie zmieniają” raczej śmieszy niż dogłębnie porusza. Porusza za to plastyczny obraz podróży Gerdy i Renifera (Waldemar Kownacki) przez lodowe pustynie w poszukiwaniu pałacu Królowej Śniegu. Ich wędrówka ma postać subtelnego tańca i niestety trudno mi się oprzeć wrażeniu, że jego ascetyczne piękno wynika głównie z braku dialogów.

 

Niezaprzeczalnie Królowa śniegu jest spektaklem urzekającym. Wizualnie i technicznie bez żadnego zarzutu, nowocześnie, efektownie, nie efekciarsko. Pozwolę sobie jednak wrócić do pytania – do kogo głównie jest adresowany? Bo jeśli mężczyzna (lat około 40) siedzący obok mnie zasnął tuż po rozpoczęciu drugiego aktujegomość zajmujący miejsce na jego kolanach (lat około 5) ani na chwilę nie przestawał zadawać pytań typu „Mama, a kto to?”, „Mama, a dlaczego tak?” to pytanie chyba jeszcze przez jakiś czas pozostanie otwarte.

 

Zosia Bardzińska

Hans Christian Andersen, Królowa Śniegu (w przekładzie Bogusławy Sochańskiej) Teatr Narodowy w Warszawie

reżyseria: Piotr Cieplak
scenografia, kostiumy i reżyseria światła: Andrzej Witkowski
muzyka: Jan Duszyński
choreografia: Leszek Bzdyl
występują: Ewa Konstancja Bułhak, Beata Fudalej, Anna Gryszkówna, Kinga Ilgner, Dominika Kluźniak, Joanna Kwiatkowska-Zduń, Anna Markowicz, Paulina Szostak, Anna Ułas, Wiesława Niemyska, Bartłomiej Bobrowski, Karol Dziuba, Robert Jarociński, Waldemar Kownacki, Jerzy Łapiński, Piotr Piksa, Karol Pocheć, Tomasz Sapryk, Przemysław Stippa, Zbigniew Zamachowski

Premiera: 17 stycznia 2015

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 − 4 =