Zuzanna Liszewska: Nieme i wykrzyczane opowieści

19 marca 2012

Refleksje o fragmencie Opowieści Afrykańskich Krzysztofa Warlikowskiego

Opowieści afrykańskie / materiały teatru

Opowieściach afrykańskich najbardziej interesujący wydał mi się motyw relacji łączącej  córkę i ojca, na przykładzie Kordelii i Leara, choć za niepotrzebną uważam sugestię molestowania córki przez ojca, padającą  w ostatniej rozmowie. Myślę, że relacja łącząca ich racja jest i tak złożona, skomplikowana i trudna, a wyeksponowanie tej kwestii do relacji między Kordelią a Learem dystansuje, powoduje poczucie nadmiaru, dramatyzmu, przesady. ,Król Lear, odczytywany często jako dramat polityczny, tu nagle okazuje się kameralny, wyciszony, wręcz intymny. Wybrane są tylko krótkie fragmenty dramatu, właściwie urywki, potraktowane niemalże pretekstowo do eksploatacji całego szeregu luźnych skojarzeń z tematem ojców i córek,  a może nawet szerzej – z tematem  rodziców i dzieci w ogóle. ,,Lear” i ,,Kordelia” to jakby słowa- klucze dla twórców spektaklu, które odsłaniają perspektywę całego bogactwa, całej złożoności uczuć, często bardzo skrajnych, rodzących się całe życie w tych relacjach. W jakiś sposób wątek Leara i Kordelii uświadamia, że od niektórych toksycznych uczuć nie można się uwolnić. Oglądamy na scenie Leara i Kordelię,  odartych z kostiumu historycznego, wielu słów, jakby z całej literackości, mitologii, zredukowanych do pewnego tylko kształtu, zarysu,  beznamiętnych, odpsychologizowanych (za chwilę przecież porzucą swoje role, aby stać się Shylockiem, Otellem, wreszcie w finałowej scenie uczniami samby) i to być może powoduje, że stają się esencją wspólnego, uniwersalnego doświadczenia. Być może to sprawia, że już w pierwszej scenie jakby  właśnie widz znajduje się nagle na nieszczęsnej kanapie, a przed oczami staje mu jego własny ojciec, lub w każdym razie ktoś, będący ikoną na miarę tej ojcowskiej. Na fotelu siedzi, palący papierosa Lear, a w bezpiecznym oddaleniu stłoczone na kanapie, jakby skurczone pod ciężarem atmosfery oddalenia i dystansu siostry. Scena ta uruchamia jakiś tajemniczy mechanizm, przypominający sytuację, w której  dorosłemu dziecku, mającemu już własne dzieci, a skłóconemu z własnymi rodzicami, śni się nagle po wielu latach dawno zmarły ojciec. Dorosłe dziecko budzi się wtedy w nocy z krzykiem, zlane zimnym potem, pełne żalu. Nasuwa się także skojarzenie z córką, która w chwili śmierci swojego ojca  żałuje, że o tylu sprawach nie zdążyła z nim porozmawiać, nie zdążyła go zrozumieć. Opowieść o Learze i Kordelli jest dla mnie opowieścią o doświadczeniu odrzucenia. Odrzucenie to przyjmuje Kordelia z premedytacją, całkowicie świadomie. Decyduje się na nie wręcz desperacko, niejako prowokuje  ojca, jakby chciała usłyszeć te wszystkie straszne słowa, jakby upajała się nimi, jakby sprawiały jej jakąś perwersyjną przyjemność utwierdzając w buncie i przekonaniu o okrucieństwie, bezwzględności i zapalczywości ojca. Niewiadomo na ile świadomie potępia i krzywdzi ukochaną przecież córkę Lear, a jednak on również trwa w niezrozumiałym, irracjonalnym, zaciekłym uporze. Oboje są zdeterminowani, zachowują się tak, jakby nie mieli już nic do stracenia, jakby chcieli już na zawsze przeciąć łączące ich więzy, których nie są w stanie znieść.  Już w pierwszej scenie orientujemy się, że trafiamy w środek dramatu, który rozpoczął się dużo wcześniej niż podniosła się kurtyna, dramatu, który rozegrał się w wielu niewypowiedzianych słowach zanim padły pierwsze kwestie na scenie. Mamy do czynienia z zimną, wydawałoby się, ale jednak eksplozją nabrzmiałych uczuć, pretensji istniejących do tej pory przede wszystkim w umysłach bohaterów, którzy byli zbyt zamknięci i dumni,  żeby zdobyć się na jakiekolwiek wyznania. Lear, pod pretekstem zmęczenia sprawowaniem rządów gromadzący swoje córki, aby podzielić królestwo i władzę, żąda teraz od nich deklaracji miłości stanowczo i bardzo wprost, zdaje się znać ich odpowiedzi, zanim otworzą  usta. On też w sobie tylko zrozumiały sposób zdaje się rozkoszować swoim przekleństwem, rzuconym na Kordelię, swoim bólem, gdy mówi: ,,Moja była córko!”. Zanim ona zdąża powiedzieć, że nie potrafi unieść serca na wysokość warg, aby wyrazić drzemiące w niej uczucia, zanim odmawia udziału w komedii pochlebstw, on już postanowił ją skreślić. Im bardziej się oburza – ona z tym większą gwałtownością podkreśla swoją szczerość. Cała rodzina zdaje się grać już jakieś dawno postanowione role. Mimo że Kordelia odmawia udziału w tym eatrze życia rodzinnego, jej ostentacja podszyta jest jakimś dziwnym zmęczeniem, jakby także od dawna była tą najmłodszą, buntującą się córką, której bunt jest tolerowany, traktowany ,,z przymrużeniem oka”, dopóki nie przekracza pewnych niepisanych granic. Kordelia postanawia więc zbuntować się definitywnie, a Lear definitywnie, powodowany być może zmęczeniem, niechęcią do podjęcia wysiłku, który przerasta jego charakter, postanawia zerwać z nią wszelkie stosunki, obłożyć ją raz na zawsze ojcowską ekskomuniką.

Dobrym posunięciem wydaje się obsadzenie w roli córek – Goneryli i Regany aktorek starszych od wykonawcy roli Leara. Być może ta scena rozgrywa się już tylko  w umysłach, czy snach starych kobiet, które opłakujących przez całe życie śmierć ojca  lub opiekują się nim zniedołężniałym w szpitalu i nie mogą pogodzić się z tym,  że nigdy się z nim naprawdę nie rozumiały. Być może całe życie pozostaną już w tym szpitalu czy na cmentarzu, nie mogąc nawiązać z nikim żadnej relacji. Cała scena nabiera wtedy charakteru metafory, kategorii wspomnienia, które przecież deformuje, zniekształca, przejaskrawia rzeczywistość. Uzasadnia to pewną umowność, baśniowość sytuacji. Tylko Kordelia pozostaje we wspomnieniu młoda. Sygnalizuje to, że przepaść dzieląca ją, jej mentalność i mentalność jej sióstr, jest równie głęboka jak ta, która dzieli ją z ojcem. Zresztą, Kordelia sprzeciwia się nie tylko ojcu, ale całemu akceptowanemu społecznie porządkowi, całej ogólnie przyjętej konwencji hipokryzji. Sprzeciw zdecydowanie odróżnia ją na tle sióstr, które nie tylko poddają się tyranii, ale nauczyły się w niej zręcznie funkcjonować, jak automaty, bezmyślnie, niezdolne do miłości, pozbawione moralnych skrupułów.

Frapujący wydaje się pomysł odebrania ojcu – tyranowi,  wygłaszającemu tyrady – głosu w dalszej części spektaklu. Lear z Opowieści, cierpi bowiem na raka, w wyniku czego usuwają mu krtań. Głos, który stanowił główny instrumentem jego władzy, głos, który wytwarza język, wyznaczający granice świata jego córek, głos, który ma moc sprawcza, nagle przestaje istnieć za sprawą przypadku. Zapewne ani Lear, ani jego córka nawet przez chwilę nie pomyśleli o takiej ewentualności wtedy, w salonie. Nikt nie mógł się tego spodziewać. Usta, z których padły słowa potępienia teraz stały się nieme. Role się odwróciły. Lear został zdetronizowany, stał się bezbronnym dzieckiem. Teraz może wypowiedzieć się córka. Otrzymała najważniejszą część władzy.  Tym samym jednak, rozmowa, do której dojrzała Kordelia, stała się niemożliwa.

Opowieść najbardziej prawdziwa – wykrzyczana przez Kordelię, czy niema opowieść Leara nie dają więc szansy powrotu do dawnych czasów, ukojenia, odkupienia. Na to jest już za późno.

Zuzanna Liszewska


 
 

tytuł realizacji:

Opowieści afrykańskie według Szekspira 

miejsce premiery:

Nowy Teatr

data premiery:

02-12-2011

reżyseria:

Krzysztof Warlikowski

scenografia:

Małgorzata Szczęśniak

choreografia:

Claude Bardouil

muzyka:

Paweł Mykietyn

kostiumy:

Małgorzata Szczęśniak

dramaturgia:

Paweł Mykietyn

reżyseria świateł:

Felice Ross

animacje:

Kamil Polak

piosenki:

Renate Jett

Obsada:

 
 – Stanisława Celińska
 – Ewa Dałkowska
 – Małgorzata Hajewska-Krzysztofik
 – Maja Ostaszewska
 – Adam Ferency
 – Jacek Poniedziałek
 – Piotr Polak
 – Zygmunt Malanowicz
 – Marek Kalita
 – Wojciech Kalarus
 – Magdalena Popławska
 


tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × two =