Agata Drwięga: Fety i fajerwerki

1 listopada 2010

Połowa października. Studenci zaczęli rok akademicki, liście na drzewach pożółkły i poczerwieniały, niektóre spadły na oszronione trawniki. W Warszawie konkurs chopinowski dobiegł końca, a kulturalny Poznań świętuje wielkie jubileusze. Naturalnie obchody tym wytworniejsze, im cięższa waga uroczystości. W 2010 roku przypadła setna rocznica założenia Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki. Z tej okazji co jakiś czas odbywają się „urodzinowe” koncerty za symboliczną złotówkę. Zdobycie biletu na którykolwiek z nich jest oczywiście zadaniem arcytrudnym. Wykonalnym tylko dla zaprawionych w bojach z tłumem kolejkowym.

Scena ze spektaklu (materiały prasowe)Teatr Polski widać pozazdrościł operze kolejek do kas i stworzył własne bezcenne widowisko. Z okazji swoich sto trzydziestych piątych urodzin, zaprosił drugiego Jubilata do zorganizowania imprezy, która na długo zapadnie w pamięć mieszczańskiej publiczności. Połączone siły obu zespołów artystycznych pod okiem reżyserskim dyrektora Pawła Szkotaka zaprezentowały tekst dramatu Petera Shaffera, na podstawie którego powstał scenariusz filmu Miloša Formana „Amadeusz”.

Gdyby prawdą było stwierdzenie, że do „kultury wysokiej” należą te wydarzenia, w trakcie których widzowie wysoko siedzą, jubileuszową próbę czytaną można by śmiało do tej kategorii zaliczyć. Na widowni dużej sceny Teatru Polskiego aż po trzeci balkon nie było ani jednego wolnego miejsca. Szkoda, że treść przedsięwzięcia nie nadążyła za jego oprawą.

Twórcy postanowili przenieść na scenę nie tyle tekst scenariusza, co cały film Formana. Zadanie karkołomne i z góry skazane na porażkę z powodu chociażby odmiennych sposobów oddziaływania na odbiorcę przez te różne media. Teatr „udający” film zawsze wypadnie gorzej. Podobnie kino podszywające się pod konwencję teatralną przegra ze spektaklem (czego dowodem są chociażby działania Teatru Telewizji Polskiej, w większości nieudane). Jeśli dołączymy do tego nachalne upodobnianie poszczególnych bohaterów do postaci znanych z ekranu, efekt będzie tym bardziej mizerny. Łukasz Chrzuszcz grający tytułową rolę wygląda i zachowuje się identycznie jak Tom Hulce. Aktor notorycznie potyka się oraz śmieje w ten sam idiotyczno-irytujący sposób. O ile Hulce’wi udało się uczynić ten chichot fundamentem, na którym zbudował genialną rolę (o czym świadczą chociażby nominacje do Oskara i Złotego Globu), o tyle Chrzuszcz pozostanie jedynie jego marną podróbką. Podobnie ma się rzecz z pozostałymi bohaterami, których kreacje nie różnią się od filmowych pierwowzorów nawet wzorami i kolorami peruk.

Osiemnastowieczne meble i stroje, które są nieodłącznym elementem filmu kostiumowego, wyglądają co najmniej dziwacznie na scenie teatru dramatycznego o repertuarze raczej współczesnym. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie premiery Teatru Polskiego („Pomórnik. Kryminał ekologiczny”, „Ich czworo. Obyczaje dzikich”, „Trup”), by wyczuć te zgrzyty. Sztuczność będąca znakiem rozpoznawczym opery w zetknięciu z realistycznym sposobem gry aktorów jest śmieszna. Występujących w próbie solistów należałoby oklaskiwać po wykonywanych ariach, jednak w całym widowisku ich popisy spowalniały i rozbijały akcję dramatyczną. Połączone z rozpaczliwymi próbami „dogrywania” swoich ról przez śpiewaków wypadły, delikatnie mówiąc, dość mizernie. Gdyby cały eksperyment został przeprowadzony w gmachu Teatru Wielkiego, może wówczas pomieszanie tych dwóch estetyk nie byłoby tak rażące.

Obronną ręką z tego kiczowatego show wyszła jedynie muzyka. Orkiestra Teatru Wielkiego pod batutą Agnieszki Nagórki dała mistrzowski popis swoich umiejętności. Warto było wybrać się do teatru po, by na żywo usłyszeć „Eine Kleine Nachtmusik”, scenę komandorów z „Don Giovanniego” czy „Requiem”.

Szkoda ciężkiej pracy, którą musieli wykonać aktorzy, soliści, chór i orkiestra, a także sztab ludzi czuwający nad stroną techniczną przedsięwzięcia. Mimo iż w założeniu pokaz „Amadeusza” był próbą czytaną, widzom został zaprezentowany niemal gotowy spektakl. Zadbano o scenografię rodem z opery barokowej, niezwykle staranną charakteryzację, aktorzy w dużej części znali swoje teksty na pamięć. Niestety, „fety i fajerwerki”, które bawiły Józefa II Habsburga, nie mogą wypaść dobrze w teatrze dramatycznym.

Agata Drwięga

Amadeusz
Petera Shaffera

opieka reżyserska: Paweł Szkotak
kierownictwo muzyczne: Agnieszka Nagórka
obsada aktorska: Łukasz Chrzuszcz,
Michał Kaleta, Wojciech Kalwat, Katarzyna Dałek,
Wiesław Zanowicz, Andrzej Szubski, Sylwester
Woroniecki, Zbigniew Waleryś, Piotr B. Dąbrowski,
Paweł Siwiak
soliści: Tatiana Pożarska, Marian Kępczyński,
Rafał Korpik, Jerzy Mechliński, Patryk Rymanowski,
Olena Skrok (klawesyn)
Teatr Polski w Poznaniu

próba czytana: 17 października 2010

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 − 8 =