Agata Drwięga: Język bez słów

27 lipca 2011

O spektaklach Mig Dig Os duńskiej grupy Aaben Dans oraz The Cubes Circus Train Theater z Izraela prezentowanych w ramach projektu Stary Browar Nowy Taniec dla Dzieci.

Stary Browar Nowy Taniec dla Dzieci

Nie od wczoraj wiadomo, że niemowlęta potrafią porozumiewać się z otoczeniem za pomocą ruchu. Metoda Sign2Baby (w Polsce rozpowszechniona dzięki Danucie Mikulskiej i znana szerzej jako „bobomigi”) autorstwa Josepha Garcii jest oparta na prostym systemie gestów, których wykonywania i stosowania potrafią nauczyć się już sześcio- siedmiomiesięczne dzieci. Język migowy dla niemowląt umożliwia przedwerbalną komunikację pomiędzy rodzicami a ich pociechami, ale przecież nie trzeba go znać, by dzięki sposobowi poruszania się najmniejszych zrozumieć ich potrzeby i nastroje.

Banalne (jak mogłoby się wydawać) spostrzeżenie o porozumieniu za pomocą języka ciała, leży u podstaw nurtu tańca współczesnego dla najnajmłodszych. O ile teatr dla niemowląt i najmłodszych widzów prosperuje coraz lepiej (chociaż wciąż uchodzi za zjawisko niszowe), o tyle spektakli tanecznych przeznaczonych dla tej grupy odbiorców w Polsce zwyczajnie nie ma. Toteż w ramach projektu Stary Browar Nowy Taniec dla Dzieci, którego kuratorem jest Alicja Morawska-Rubczak, poznańskiej publiczności prezentowane są najlepsze dostępne produkcje europejskie. Do tej pory odbyły się dwa z trzech zaplanowanych wydarzeń pierwszej edycji imprezy. Mig Dig Os duńskiej grupy Aaben Dans oraz The Cubes Circus Train Theater z Izraela charakteryzuje odmienna estetyka i sposób oddziaływania na odbiorcę. Oba łączą w sobie elementy teatralne z tańcem współczesnym.

Pierwszy z wymienionych wyżej spektakli jest przeznaczony dla widzów najnajmłodszych (określenie używane w odniesieniu do widzów, którzy nie ukończyli trzeciego roku życia). Pole działań tancerzy ze wszystkich stron otacza widownia stworzona – jak zazwyczaj w przedstawieniach dla tak malutkiej publiczności – z miękkich poduszek i wygodnych leżaków. Taki układ sprawia, że widzowie oprócz całej przestrzeni widzą także siebie nawzajem. Dorośli zazwyczaj czują się w podobnej sytuacji zakłopotani.

Przyglądanie się innym przy jednoczesnym byciu oglądanym powoduje dyskomfort. W przypadku maluchów sprawa wygląda inaczej. Nie wszystkie mają na co dzień kontakt z rówieśnikami, także znalezienie się w grupie osób w swoim wieku jest dla nich ważnym doświadczeniem i nierzadko stanowi powód prawdziwej ekscytacji. Tytuł Mig Dig Os [Ja Ty i My] nawiązuje do etapu w rozwoju dziecka, kiedy odkrywa ono swoją jednostkowość oraz dostrzega podobieństwa i różnice pomiędzy sobą, a innymi ludźmi. Tutaj pierwsza część przedstawienia odbywa się bez działań artystów, ponieważ obserwowanie nowej przestrzeni i pojawiających się w niej osób (ze względu na trudności związane z wprowadzeniem wózków, nie wszyscy widzowie zajmują miejsca w tym samym czasie) absorbuje całą uwagę dzieci.

Granicę pomiędzy sceną a widownią tworzy krawędź białego dywanu, po którym poruszają się tancerze. Wejście w pole ich działań jest zatem możliwe (choć ze względów bezpieczeństwa niepożądane). Ustawiona w centrum scenografia nie odsyła do konkretnych przestrzeni znanych z codzienności i nie próbuje naśladować rzeczywistości. Zbudowana z połączonych rurek: metalowych, szklanych, drewnianych, wysokich, niskich, grubych, cienkich, owiniętych materiałami lub nagich, z przyczepionymi sprężynującymi linami oraz zawieszonymi kulkami i piórami. Każdy element odsłania niezliczone ciągi skojarzeń, a po tej dziwnej przestrzeni oprowadza widzów dwoje tancerzy (Ole Birger Hansen i Matilde Wendelboe Dresler).

Postaci uobecniane na scenie poznają swój świat w taki sam sposób, w jaki malutkie dzieci uczą się funkcjonowania w otaczającej je rzeczywistości. Piórko zawieszone na nitce jest lekkie i delikatne, fruwa, gdy na nie dmuchać i łaskocze w nos, kiedy się je przysunie zbyt blisko. Ze sprężyną należy obchodzić się inaczej: gdy mocno ją naciągnąć, będzie poruszać się rytmicznie w dół i w górę. Ruch przedmiotów, a co za tym idzie koncentrację widzów na poszczególnych rekwizytach, wspomaga barwne światło padające z różnych stron. Widownia, na której siedzą maluchy, nie może być pogrążona w całkowitej ciemności (dzieci mogą się wystraszyć), ale już miękki półmrok wystarcza, by zanurzyć się w przedstawianym, magicznym niemal świecie. Nie wszystkie jego fragmenty muszą mieć swoje racjonalne uzasadnienie – drewniane kulki „jeże” poruszają się, ponieważ są przyczepione do sznurka, ale świecące piłeczki widoczne w półmroku sprawiają wrażenie, jakby latały z własnej woli. Dorośli uparcie śledząc ich lot odkryją, że wszystkie przedmioty są połączone linkami biegnącymi wewnątrz rurek – dlatego piłkami czy kulkami może sterować osoba znajdująca się daleko od nich. Dzieci przyjmą do wiadomości, że fluorescencyjne obiekty latają same z siebie, ponieważ uznają taki stan rzeczy za naturalny w prezentowanym świecie.

Przewodnikami po scenicznej rzeczywistości, a także istotami wpływającymi na jej kształt są tancerze. Najnajmłodsi nie dostrzegają jeszcze różnic wynikających z odmiennych osobowości postaci i wychwytują jedynie charakterystyczne cechy fizyczne. Z tego powodu wysokiemu mężczyźnie w lnianych spodniach i bawełnianej koszuli towarzyszy filigranowa, niższa o jakieś pięćdziesiąt centymetrów kobieta w białej zwiewnej sukience i żółtym czepku. Ruchy tancerzy są miękkie i raczej powolne, światło eksponuje poszczególne części ciała: dłoń prostującą i zginającą palce czy stopę poruszającą się w górę, dół oraz na boki. Początkowo postaci działają osobno, pochłonięte odkrywaniem własnego „ja” i samodzielnie poruszają rekwizytami. Po pewnym czasie dostrzegają siebie nawzajem – obok „ja” zaczyna funkcjonować „ty”, ktoś inny, a jednocześnie podobny. Na tym etapie tancerze przypominają dzieci, które dopiero co się poznały. Poruszając przedmiotami sprawdzają wzajemne reakcje, jeszcze działają osobno, ale już „do siebie”: co zrobi on/ona kiedy na przykład zacznę huśtać piłkę albo pociągając za sznurek rozłożę harmonijkę zrobioną ze zszytych kartek papieru? Mali widzowie odczytują zachowanie tancerzy i odnoszą je do siebie – w końcu podobnie zachowują się na co dzień.

Uwaga publiczności wyraźnie wzrasta w momentach, w których postaci działają wspólnie. Nie według schematu: „moja akcja – twoja reakcja”, ale spontanicznie wykonując razem pewne czynności. Dzięki sprawności ruchowej i świadomości ciała właściwej osobom z tanecznym wykształceniem, aktorzy tworzą figury i sekwencje niedostępne dla większości dorosłych (o malutkich dzieciach nie wspominając). Celem finezyjnych partnerowań nie jest wyłącznie popis umiejętności. Tancerze poprzez współdziałanie pokazują, że dwie osoby potrafią wykonać więcej czynności niż jedna oraz jak w tym pomaga niejednorodność postaci. Niziutka kobieta idealnie mieści się pod wyciągniętym prostopadle do tułowia ramieniem mężczyzny, on z kolei dzięki swojemu wzrostowi i sile bez trudu może ją podnieść, by dotknęła zawieszonej nad jego głową poprzeczki (czego bezskutecznie próbowała dokonać w pojedynkę).

Jak łatwo się domyślić, mowa werbalna jest tutaj zbędna. Owszem, artyści wypowiadają po angielsku kilka słów („where”, „there”, „me”, „you”, „us”), ale równie dobrze mogliby w odpowiednich momentach wydawać z siebie semantycznie nieokreślone dźwięki. Tym, co przede wszystkim wpływa na komunikację pomiędzy tancerzami a widzami, jest ruch występujących osób oraz znajdujących się na scenie rekwizytów. On angażuje emocjonalnie oglądające spektakl dzieci i sprawia, że zarówno niemowlęta, jak paroletnie maluchy bez reszty pochłonięte są przedstawieniem.

The Cubes Circus jest wydarzeniem dla dzieci powyżej czwartego roku życia, ale w Starym Browarze pojawiło się też sporo młodszych widzów, których rodzice z entuzjazmem wspominali wcześniejszą prezentację (pokaz Mig Dig Os odbył się 1 czerwca, The Cubes Circus 8 lipca). Z racji zakładanej grupy wiekowej odbiorców, izraelskie przedstawienie rządziło się innymi prawami: obowiązywał klasyczny podział na scenę i widownię, co wiązało się z kategorycznym zakazem wchodzenia w pole działań aktorów; spektakl był dłuższy niż magiczne pół godziny (co spowodowało, że niektórzy najnajmłodsi po upływie tego czasu zaczynali się niecierpliwić); po oklaskach dzieci nie zostały zaproszone do wspólnej zabawy (co stanowi integralną część przestawień dla najnajmłodszych). Pomimo tych różnic, a co za tym idzie, w pewnym stopniu rozminięcia się z oczekiwaniami niektórych widzów, The Cubes Circus okazał się równie wartościową prezentacją, co Mig Dig Os.

Przedstawienie przyporządkowałabym raczej do teatru animacji obiektu niż tańca, ale nie zmienia to faktu, że także jego podstawę stanowi ruch oraz brak klasycznie pojmowanej akcji dramatycznej opartej na tekście. Cały spektakl został pomyślany w konwencji show polegającego na prezentacji kolejnych numerów. Dzięki tak zaplanowanemu rozłożeniu napięć (każdy kilkuminutowy popis ma swój punkt kulminacyjny) mali widzowie nie męczą się i nie nudzą.

W cyrkowej konwencji mieszczą się krótkie scenki nie tworzące fabuły przyczynowo-skutkowej. Wszystkie są śmieszne, chciałoby się powiedzieć gagowe i nie niosą ze sobą żadnego głębokiego przesłania, ale przecież nie tego oczekujemy od cyrku. Siła przedstawienia tkwi w jego estetyce. Wszystko, co pojawia się na scenie, jest zbudowane z sześcianów. Jak w chińskim tangramie ulegają one nieustannym przekształceniom, tworząc coraz to nowe formy dookreślane poprzez animację aktorów i wyobraźnię odbiorców. Kubiczne są nosy klaunów, obcasy damy i spódnica baletnicy. Obiektyw aparatu fotograficznego tworzą cztery sześciany powkładane jeden w drugi. Tą samą metodą wykonano sukienkę i czapkę. Towarzyszące postaciom zwierzęta: pies, ryba, robaczek czy wąż – wszystkie powstały z przestrzennych kwadratów i trójkątów.

Prosta scenografia przypominająca cyrkową arenę, rekwizyty, a także kostiumy aktorów są utrzymane w czerwono-czarno-białej kolorystyce. Kontrastowe zestawienie barw w połączeniu z animowanymi formami geometrycznymi przypomina, że kubistyczna rzeczywistość sceniczna (nawet jeśli momentami przypomina naszą codzienność) rządzi się własnymi prawami. O tej zasadzie nie trzeba przypominać dzieciom, które akceptują odmienność uobecnianego na ich oczach świata. Dorośli natomiast za wszelką cenę starają się logicznie porządkować fakty i racjonalnie je motywować. Starsi widzowie wychodzący ze Słodowni 3+ zastanawiali się na głos, czym tak naprawdę był stwór, który miał głowę lisa i ogon konia albo dlaczego treser lwa najpierw dał zwierzęciu coś, co wszyscy wzięli za jedzenie, a potem za wszelką cenę wyciągał mu to z paszczy. Podobne spostrzeżenia uzmysławiają, jak z wiekiem zmienia się nasza percepcja i maleje wyobraźnia.

Postaci należące do trójkolorowego świata noszą stroje określające ich płeć, ale oprócz tego posiadają przypisane cechy charakteru: mężczyzna (Nir Landa) jest tutaj nieporadny gapciem, którego naiwność wykorzystuje psotna i sprytna kobieta (Renana Lotem-Ophir). Przewidywalny schemat kolejnych scenek, w jakich pojawia się dwójka klaunów, wbrew oczekiwaniom nie nudzi, ponieważ akcja jest tutaj zaledwie dodatkiem. Tym, co najbardziej przyciąga uwagę i angażuje najmłodszych widzów są kolejne przekształcenia, jakim ulegają sześciany – proces, w czasie którego z białej kostki powstaje kobra jest tak samo interesujący, jak jej późniejsza animacja i perypetie ludzkich postaci.

Oba spektakle zaproszone do Poznania w ramach projektu Stary Browar Nowy Taniec dla Dzieci przypominają, że teatr naprawdę jest magicznym miejscem, w którym każdy może poczuć się dobrze. Przedstawienia komunikujące się z najmłodszymi bez-słownym językiem, pomagają im odkrywać nowe obszary otaczającego świata i są fantastyczną okazją do wspólnej zabawy z rówieśnikami. Spotkanie ze sztuką na najwyższym poziomie rozwija wrażliwość oraz kształtuje gust estetyczny maluchów (co we współczesnym plastikowym i tandetnym świecie nie należy do łatwych zadań). Reakcje widzów na bodźce wysyłane ze sceny pomagają zrozumieć świat dziecięcej wyobraźni i umożliwiają dorosłym dotarcie do dawno zapomnianych obszarów własnego wnętrza. Jakby nie patrzeć, wszyscy kiedyś byliśmy dziećmi i warto o tym czasem pamiętać.

Agata Drwięga

przedruk z portalu qlturka.pl

http://www.qlturka.pl/czytelnia,teatr_film,jezyk_bez_slow,11009.html

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 − 6 =