Agata Drwięga: W troskliwych objęciach demonów

15 czerwca 2010

Nie dość, że historia w równym stopniu dotyka sześciu postaci, to w dodatku nie opowiada głównie o obyczajach dzikich plemion, ale o nieszczęśliwych i niespełnionych ludziach. Być może nie potrafią oni panować nad własnymi namiętnościami, ale są do bólu ucywilizowani i współcześni. Profesor (Andrzej Szubski) to postać nieco stereotypowa, lecz autentyczna. Inteligent wiedzący wszystko o obyczajach Siuksów, Aborygenów itp., jednocześnie nie potrafiący porozumieć się z własną żoną (Barbara Krasińska). Ci ludzie dosłownie nie potrafią się „dogadać” (kobieta, by zrozumieć męża, musi uczyć się nowych pojęć ze słowika wyrazów obcych). Mało tego. Nie rozumieją swoich potrzeb, nie potrafią żyć razem. Ich codzienną egzystencję wypełniają kłótnie, w których kartą przetargową (jak to zwykle bywa) jest dziecko. Dorastająca dziewczyna, której w życiu nie brakuje niczego, oprócz miłości rodzicielskiej i wsparcia. Katarzyna Dałek stworzyła postać rozchwianej emocjonalnie nastolatki, zamkniętej w sobie i rozpaczliwie tęskniącej za kimś, w kim mogłaby znaleźć oparcie.

W tym obrazie patologicznej rodziny na pierwszy plan wysuwają się postaci kobiet, którym brak miłości. Ową lukę pomaga im wypełnić Fedycki (Piotr Dąbrowski). Życiowy hedonista, zmysłowy erotoman bez grosza przy duszy, za to bezwzględnie wykorzystujący utrzymujące go kochanki. Żonie profesora (za opłatą) pomaga spełnić jej najbardziej wybujałe fantazje erotyczne. Niestety spotkanie bohaterów należy do najnudniejszych scen w spektaklu. Zwykle zachwycająca Barbara Krasińska jest zupełnie odarta z seksapilu i kobiecej zmysłowości. Ubrana według najnowszych trendów w strój podkreślający jej idealną figurę, porusza się w sposób sztuczny i pozbawiony gibkości. Stara się uwodzić głosem, jednak skutki tych działań okazują się mizerne. Na szczęście pieprzne dialogi i rubaszne dowcipy skutecznie odwracają uwagę od niedociągnięć warsztatu aktorskiego.

Postać  Fedyckiego ma wymiar metaforyczny. Ten bezwzględny i wyrachowany samiec jest wcieleniem niewieścich marzeń o silnym, męskim ramieniu. Jego obecność daje poczucie bliskości, chwilowego szczęścia i spełnienia. Puste obietnice i mętne wykręty wystarczą wdowie (Teresa Kwiatkowska) jako poręczenie wątpliwej uczciwości Don Juana. Kobieta w średnim wieku tak bardzo boi się samotności, że z uśmiechem przyjmuje tłumaczenie utrzymanka, że „mężczyzna nigdy nie zdradza, tylko się zapomina”. Dla młodziutkiej Lili kochanek matki jest prawdopodobnie pierwszym mężczyzną, który okazał dziewczynie swoje zainteresowanie. Nastolatka początkowo próbuje się bronić, lecz jest zbyt łatwowierna i niewinna, by wyjść z tej walki obronną ręką. Także Mania (Oriana Soika) padła kiedyś ofiarą Fedyckiego. W przeszłości zraniona, szuka ukojenia w ramionach zrównoważonego promotora swojej pracy doktorskiej dotyczącej obyczajów seksualnych dzikich plemion.

Jak z tej sieci powiązań, przypominającej swoim zagmatwaniem brazylijską telenowelę, wyplątać tytułową czwórkę bohaterów, o których traktuje tytuł spektaklu? Nie da się. Wskazówka pomagająca znaleźć odpowiedź na pytanie o bohaterów tytułowych znajduje się jednak w zasięgu wzroku widza zajmującego swoje miejsce w teatrze.

Prezentacja multimedialna wyświetlana z przodu nad sceną na dwóch ekranach oraz z tyłu, na ścianie za dekoracją od razu rzuca się w oczy. Widzimy zatem sarny beztrosko biegnące na tle lasu palmowego. Zupełny brak logiki tej źle opracowanej graficznie i kiepsko zmontowanej animacji sygnalizuje, by w spektaklu nie szukać realizmu. Dodatkowe odgrodzenie sceny od widowni kurtyną z czarnej siatki potwierdza, że perspektywa rzeczywistości oglądanej w teatrze nie będzie ludzka, taka do której się przyzwyczailiśmy.

Agnieszka Korytkowska-Mazur wraz z Daną Łukasińską ukazały  świat, w którym ludzie są jedynie bezwładnymi marionetkami kierowanymi przez namiętności. Bohaterowie najmniej potrafiący je opanowywać (Fedycki i jego kochanka) najsilniej wpływają na losy reszty. Pierwotne i dzikie emocje zostały przedstawione w postaci czterech (!) demonów. Niezwykle staranna charakteryzacja oraz kostiumy (autorstwa Agnieszki Stanasiuk) odczłowieczyły wizualnie wcielających się w te role aktorów. Stwory są bezpłciowe, nie ma pomiędzy nimi hierarchii, istnieje jednak podział ze względu na uczucia, jakie odzwierciedlają. Przerażający Paweł Siwiak wydaje się być odbiciem złości i złośliwości, lubieżna Anna Sandowicz ? pożądania i cielesnej rozpusty, natomiast Zbigniew Waleryś i Wojciech Kalwat  odpowiadają za wszelkie uciechy życia doczesnego. Duchy nie posiadają żadnych pozytywnych cech, są bytami uosabiającymi dzikie żądze władające umysłami ludzi, jednak mimo tego wzbudzają sympatię i wesołość. Kiedy kpią z bohaterów, błaznują i bawią publiczność przebojami takimi jak „All you need is love” albo „Last Christmas”. Gdy ich przybycie zapowiada tragedię, lęk wzbudza dźwięk tam-tamów, niepokoją wizualizacje i złowrogo przyciemnione światło. Ze swoich kryjówek wychodzą nagle, po cichu siejąc zamęt wśród postaci.

Nie jest ważne, skąd przychodzą ani dokąd odchodzą z tego świata bohaterowie ludzcy. Nagłe zniknięcie Lili ani brak logiki w postępowaniu Fedyckiego i żony profesora nie mają znaczenia. Demony sprawujące pieczę nad ich postępowaniem dążą do takiej kumulacji złych emocji w otoczeniu, by nie zostało miejsca na dobre uczucia. Dopiero wówczas zostawiają udręczonych ludzi w spokoju.

Zaproponowane przez Korytkowską-Mazur odczytanie Zapolskiej z jednej strony wydaje się przewrotne, z drugiej trąci banałem. „Obyczaje dzikich” na siłę wprowadzone do treści spektaklu (głównie za sprawą naukowych wywodów profesora – etnologa), poparte sugestywnymi elementami kostiumów demonów (sznury koralików, grzechotki) prowadzą do jednoznacznych wniosków o dosłownej pierwotności ludzkich zachowań. Mechanizmy naszych działań są jedynie ?obudowane? przez warunki geograficzne i kulturowe, lecz w gruncie rzeczy nie różnią się od zasad obowiązujących wśród plemion indiańskich, afrykańskich i innych. Wszyscy ulegają tym samym namiętnościom i zawsze staje się to powodem ich cierpień. W ostatniej scenie „Ich czworga” profesor siedzi z pochyloną głową na kanapie, a z offu słychać dźwięk przewijanej taśmy. Kolejna historia, która nie mogła skończyć się inaczej. Szkoda, że przedstawiona tak łopatologicznie.

Agata Drwięga

Teatr Polski w Poznaniu

ICH CZWORO. OBYCZAJE DZIKICH

dramaturgia: Dana Łukasińska
reżyseria: Agnieszka Korytkowska-Mazur
obsada: Andrzej Szubski, Barbara Krasińska,
Katarzyna Dałek, Piotr B. Dąbrowski, Tersa
Kwiatkowska, Oriana Soika, Zbigniew Waleryś,
Paweł Siwiak, Anna Sandowicz, Wojciech Kalwat

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one × four =