Agata M. Skrzypek: Bez serc, bez ducha, o szkieletach nie wspominając

20 grudnia 2013

Słów kilka o roli Bérengera w wykonaniu Pawła Domagały z Nosorożca Eugene’a Ionesco w reżyserii Artura Tyszkiewicza w Teatrze Dramatycznym

Nosorożec /fot. Katarzyna Chmura - Cegiełkowska

Nosorożec /fot. Katarzyna Chmura – Cegiełkowska

Bérenger w dramacie Ionesco jest człowiekiem, z którym wolelibyśmy nie mieć do czynienia. Boryka się z syndromem wiecznej poprawy. Przesiaduje w barach, lubi podyskutować i nie pojawia się w pracy. Chimerycznie wpada w huśtawki nastrojów.

Jego życie nie ma celu, lecz Bérenger jest młody i pamięta o tym, że ma szansę na poszerzenie swoich perspektyw. Świadomość staczania się prowokuje go do intensywnych konfrontacji ze światem, nawet za cenę zranienia najbliższych osób. Zadania  nie ułatwia mu notoryczny stan nietrzeźwości. Bérenger alkoholizuje się, by stępić swoją wrażliwość.

Zabawmy się w gdybanie! O, w taki sposób: można by postrzegać tę postać dwojako. Na serio lub z przymrużeniem oka. Można by także użyć magicznego słowa: „groteska”. Wtedy z jednej strony Bérenger wzbudza respekt jako heros walczący o zachowanie resztek indywidualności (brzmi nieźle), ale po odarciu go z całego pawiego pióropusza zalet zostaje taki jakiś prymitywny samiec, który wykorzystuje przygodną „apokalipsę”, by pójść do łóżka z upatrzoną dziewczyną i wypić jeszcze więcej koniaku.

Postać Bérengera w reżyserskiej wizji Artura Tyszkiewicza mogłaby zostać skonstruowana jako symbol wymienionych sprzeczności. Odzwierciedlałaby przejrzyście uniwersalne przesłanie o tym, jak trudne jest życie jednostki pod zgubnym wpływem mediów i polityki, samotnie wśród tłumu… (i dalej tym tropem). Powstała natomiast kreacja bardzo konkretna, nierozerwalnie sprzężona z warunkami fizycznymi aktora. Co jako pierwsze rzuca się w oczy, to fakt, że główny bohater roztacza wokół siebie wiele uroku! Drobnej budowy, trochę przygarbiony, prezentuje typ zdezorientowanego studenta, który przypadkiem trafił na praktyki do korporacji. W scenie dramatycznego rzucania się na podany mu alkohol przypomina raczej dziecko kosztujące zakazanego owocu. Jest tak  przerażony „nosorożczyzną”, że wpada w paranoję, gdyż choroba cywilizacyjna zastała go zupełnie bezbronnego, dopiero u progu dorosłości. Jego innowacyjny sposób na przetrwanie w systemie polega na grze w kotka i myszkę.

Cała rola Domagały koncentruje się tylko wokół tego jednego wątku! Czegóż wymagać jednak od tak straszliwie skurczonego scenariusza? W przeciwieństwie do swojego pierwowzoru, Bérenger Domagały nie potrafi nawiązać żadnej prawdziwej relacji z drugim człowiekiem. Demonstracja przyjacielskiej troski o Jeana sugeruje raczej bezradność, niż poczucie odpowiedzialności. O jakimkolwiek stosunku do pozostałych postaci w ogóle nie ma mowy.

Działalność artystyczna Pawła Domagały rozciąga się na kilka pól. Prócz grania w teatrach, filmach i serialach, prowadzi Kabaret na końcu świata, a także występuje ze swoim zespołem Ginger. Jako satyryk odnajduje się swobodnie  w kreowanym przez siebie świecie purnonsensu i czarnego humoru. Jako muzyk i tekściarz kapeli prezentuje naturę romantyka, w nagraniach stylizując się naiwnie na Kurta Cobaina. Niestety, fizyczne podobieństwo to nie wszystko – choć nie można mu odmówić pięknego brzmienia głosu. Zdecydowanie korzystniej wypada zatem w repertuarze rozrywkowym, gdzie ma możliwość pozwolenia sobie na naturalny luz.

Można wyrazić ubolewanie, że w roli Bérengera nie rozwinął swoich umiejętności komicznych. Szczególnie drugi akt Nosorożca, oparty prawie wyłącznie na długich dialogach, odsłonił kardynalne braki w dopracowaniu roli. Bez wątpienia została psychologicznie pogłębiona do tego stopnia, że widz jest w stanie dywagować wokół kwestii takich jak: jakiego Bérenger słuchałby radia, na jaką partię głosowałby i z jakiego środowiska pochodzi. To wszystko wynika jednak z ogólnego wrażenia, jakie wywołuje gra aktorska Domagały. Błąd tkwi w płaskości i beznamiętności dialogów. Aktor szukał ratunku w rozwiązaniach formalnych, takich jak jąkanie się, przedłużanie pauz, miotanie się po scenie, ewentualnie chowanie się w bunkrach złożonych ze stołów i koców. Jednak żaden ruch sceniczny, choćby i najbardziej dynamiczny, nie rozwiąże problemu braku żywego kontaktu między aktorami. W konsekwencji statyczny (w kontraście do pierwszego) drugi akt, który miał na celu poruszyć wrażliwego widza,  nie wywołał właściwie żadnego efektu.

Winna jest być może konstrukcja przedstawienia. Opiera się bowiem głównie na scenach zbiorowych, świetnie dopracowanych choreograficznie, przeplatanych „intermediami” w postaci luźnego przeglądu bohaterów dramatu. To nie daje możliwości zbudowania wielowymiarowej roli. Widz poczuje do Berengera sympatię, ale nie nawiąże więzi. Kwintesencja wszystkich ról tkwi w stworzeniu obrazu społeczeństwa – tymczasem w sam środek tej pobieżnej panoramy został wrzucony bohater, którego motywacje można odkrywać i interpretować na wiele sposobów. Całość nie współgra ze sobą. Najgorzej wychodzi na tym właśnie sam Domagała, zbyt ludzki na tle prowizoryczności pozostałych.

 

Agata M. Skrzypek

Nosorożec Eugene Ionesco

premiera: 15 listopada 2013 w Teatrze Dramatycznym na scenie im. Gustawa Holoubka

reżyseria: Artur Tyszkiewicz

scenografia i kostiumy: Justyna Elminowska

muzyka i opracowanie muzyczne: Jacek Grudzień

ruch sceniczny: Maćko Prusak

reżyseria świateł: Mateusz Wajda

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 − 4 =