Agata Skrzypek: Agata Skrzypek: Wioska Łojmy – gdy nie mieścisz się w drzwi do Krainy Czarów

13 czerwca 2013

O spektaklu Łauma. Bajka zbyt straszna dla dorosłych w reż. Rafała Samborskiego w Teatrze Studio.

Łauma - plakat spektaklu

Łauma – plakat spektaklu

Po raz drugi tego dnia zdobyłam się na odwagę i poszłam zobaczyć, czym się teraz kulturalnie karmi młodzież w wieku od lat siedmiu. Nie kierowała mną bynajmniej troska o najmłodsze pokolenie, raczej ciekawość, jak w formie teatralnej sprawdzi się adaptacja komiksu. W trakcie spektaklu moja uwaga została przekierowana jednak na dzieci, a poczucie troski i kilka wątpliwości wyparły zapowiadany w tytule strach.

Dorotka z rodzicami przeprowadza się z Warszawy na Suwalszczyznę, do rodzinnego domu ojca. Odkrywa, że historia jej przodków związana jest z lokalną legendą o zjadającej dzieci Łaumie.  W rozwikłaniu tajemnicy i przepędzeniu złej wiedźmy pomagają jej nowi znajomi – spod łóżka, czy też z pobliskiej puszczy – których przynależności gatunkowej nie podejmuję się ustalać, bo to byłoby niepoprawne politycznie. Jak łatwo się domyślić, ratowanie świata odbywa się szybko i spektakularnie, wszak w bajkach nie znajdziemy retardacji akcji rodem z Iliady, albo bliżej – z Chłopów, jeszcze bliżej – brazylijskich seriali, a dla zwolenników rodzimej twórczości wersja jeszcze bliższa – z seriali polskich.

Uwaga! Nie obywa się bez mrożących krew w żyłach perypetiach! Pozornie leciutka opowieść przesycona jest jaćwingowym folklorem i czarnym humorem. Panoramę dwóch światów: dziecka i dorosłego zarysowuje gra aktorska – nastawiona na młodszego odbiorcę – projekcja komiksu Karola „KRL” Kalinowskiego, którego rysunki zdecydowanie trafiają w gust starszej widowni. Sam komiks ma nieco upiorny charakter. Graficzne i fabularne niuanse przyprawiają o miły dreszczyk. Szczerze wątpię, by absolwent przedszkolnej „zerówki”zrozumiał całość przekazu, skłaniam się ku temu, że nie interesowałaby go historia regionu ani gwarowe rozbieżności w słownictwie. Podam przykład – przyjaciel Dorotki (ten, którego przynależność gatunkowa…) nieco sepleni, biedaczysko. I zamiast „nie życzę sobie żadnych aluzji” wychodzi mu pocieszne: „nie zycę sobie zadnych zaluzji”, toteż w tym momencie dorosła widownia raduje się stokroć bardziej, niż dzieci. Natomiast najmłodsi, gdy natrafią na żart skierowany w ich stronę, cieszą się krócej i mniej spontanicznie.

Czyżby dorosły twórca nie wiedział, co rozśmieszy malca? Może w ogóle nie miał zamiaru go rozśmieszać? Bardzo chętnie zobaczyłabym to przedstawienie w niezawoalowanej wersji. Myślę, że nie ma sensu udawać, że to adaptacja historyjki dla dzieci. Zdecydowanie za dużo jest w niej wymyślnych przykładów przemocy (okrutnych a groteskowych, lecz nie na poziomie 7-latka). Ominięcie ich odebrałoby bajce charakterystyczny urok makabreski, natomiast pozostawienie niepotrzebnie naraża młodszych na stres. Podobnie mają się gwałtowne efekty dźwiękowe i świetlne: okrzyki, grzmoty, echa, nagła ciemność czy przytłaczająca czerwień – nastawione na efekt, który niewiele wnosił. Młodszych kolegów takie czary, sądząc po reakcji, nie ciekawiły. Owszem, unieruchamiały ich na dziesięć sekund w fotelach, dezorientowały, jednak później karykaturalny głos Hlimi-Pawlukiewic rozpraszał skupienie i dzieci podejmowały swoje monologi, składające się z mniej lub bardziej retorycznych pytań. Czy w tym momencie można już doszukiwać się już luźnych powiązań z „teatrem uczestnictwa”? Nie wychodźmy za daleko! Z pewnością rzucane cienkimi głosami komentarze są świadectwem tego, że nawet, jeśli dzieci nie rozumiały opowieści, to na pewno zostały czymś zaintrygowane. Mogło to być ułożenie krzeseł, głośniki, podświetlone schody, projektor i niezliczona iloścć stałych elementów sali teatralnej, które nigdy nie zainteresują starych wyjadaczy.

W przypadku spektaklu skierowanego w stronę dziecka mniej znaczy więcej. Jego wyobraźnię  wystarczy ją lekko rozbudzić, a sama stworzy sobie to, czego oczy nie zobaczą. Odpowiednio stymulowana, rozkwita bujnie całymi latami. Czy muszę to tłumaczyć? Nie od dziś wiadomo, że ciekawiej będzie bawić się patykiem niż najbardziej realistyczną imitacją karabinu. To na pewno zrozumiały Monika Komorowska i Anna Cichosz, projektując kostiumy bohaterów. Pozornie inne są też zasady etyki. Tak samo nie wypada podawać wszystkich informacji na talerzu dorosłemu widzowi, bo świadczy to o braku szacunku do niego, jak nie wypada lekceważyć potęgi wyobraźni młodego odbiorcy. Należy mieć na względzie, że owszem, wprawdzie nie zrozumie złożonej fabuły i wszystkich kulturowych kodów, którymi posługujemy się prawie nieświadomie, ale jego umiejętność myślenia abstrakcyjnego jest imponująca. Siłą twórcy spektaklu dla najmłodszych jest uchwycenie tej subtelnej różnicy i przesunięcie akcentu nie wertykalnie, a horyzontalnie; nie „zniżajmy się” do poziomu dziecka, tylko zwróćmy się w jego stronę.

Powstaje pytanie – czy zabierać dzieci do teatru? Do tego niebezpiecznego miejsca, gdzie rodzic już nie ochroni pociechy przed ukrytym podstępnie aktem uświadomienia, bezwzględnie niszczącego wrażliwą psychikę i plastyczną wyczucie rzeczywistości? Tak! Zabierać! Inaczej nie wykształci się w nowym pokoleniu tradycja chodzenia do teatru, a wtedy widownie opustoszeją, aktorzy nie będą już potrzebni, teatry nie będą miały z czego żyć (bardziej niż teraz), wielotysięczna rzesza wykształconych humanistycznie ludzi, którzy nie są społeczeństwu do niczego przecież potrzebni, straci pracę i będzie musiała się przekwalifikować, więc zabierze posady ściśle wykształconym albo zajmie się polityką…

… już lepiej przyprowadzajmy dzieci do teatru.

Tak swoją drogą, życzę kolejnym adaptacjom komiksów, by powstawały i miały się dobrze! Tylko niech nie doczepiają sobie etykietki „dla dzieci”…

Agata Skrzypek

 

Data premiery: 02/06/2013

Autor: Karol KaeReL Kalinowski

Reżyseria, adaptacja, animacje na żywo: Rafał Samborski

Obsada: Kalina Hlimi – Pawlukiewicz, Mateusz Lewandowski, Krzysztof Strużycki , Ygor Przebindowski /muzyka na żywo 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × two =