Agata Skrzypek: Dałeś im, Boże, dyplom niepospolity!

26 lutego 2013

O spektaklu dyplomowym studentów IV roku Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej pt. Noce Sióstr Brontë w reżyserii Bożeny Suchockiej.

Noce sióstr Bronte fot. Bartek Warzecha

Noce sióstr Bronte fot. Bartek Warzecha

Przedstawienie otwiera prolog. W półmroku wodzimy wzrokiem za cieniami bohaterów, którzy równym krokiem przemierzają obwód i przekątne sceny. Rytm i tempo nadaje im ascetycznie nucona melodia, która będzie subtelnie przewijać się przez całą opowiadaną historię. Ten początek nie niesie ze sobą prawie żadnej treści – choć można doszukiwać się symbolu błądzenia w życiu, konieczności trzymania się konwenansów, bezcelowości – być może? Jednak utrzymana w konwencji filmowej ekspozycja uspokaja, wycisza i wprowadza w nastrój, a trwa dostatecznie długo, by salę ogarnęła hipnotyczna niemoc. Takie bowiem skojarzenie obcowania z czymś metafizycznym nasuwa się w ogólnym odbiorze Nocy Sióstr Brontë.

Ze świecą szukać podobnego spektaklu! Niewątpliwie największym atutem jest trafne obsadzenie głównych ról. Charakterologicznie są to postaci z krwi i kości, dynamiczne, o równie wyrazistej sile wyrazu, oparte na kontrastach. Tak wiele mówi się o niedoborze odpowiednio skonstruowanych bohaterek, o tym, że we współczesnych sztukach teatralnych aktorki nie znajdują dla siebie popisowych ról. Tutaj jednak pojawia się wyjątek (oby to nie był ten, który potwierdza regułę!). Aktorstwo studentek IV roku jest nacechowane przede wszystkim wrażliwością na niuanse zawarte w tekście, dzięki którym postaci trzech sióstr – Charlotte, Ann i Emily – indywidualizują się i nabierają charakteru. Równie dobrze można było przecież stworzyć zbiorowy portret wykształconych panien, borykających się  z biedą, uzależnieniem brata, mieszkających na wsi, które to rozwiązanie kierowałoby uwagę na kwestie ogólne. Jednak mamy do czynienia z przemyślanymi i świetnymi warsztatowo kreacjami aktorskimi, gdzie żadne „uogólnienia” i „uniwersalia” nie są potrzebne. Afrodyta Weselak łączy w sobie pragmatyzm, niezłomność i odpowiedzialność z wrażliwością, potrzebą akceptacji i samorealizacji; jej Charlotte wymyka się schematowi  „najstarszej siostry”. Jest wielowymiarowa, wiarygodna. Weselak przedstawia dychotomiczną ewolucję charakteru swojej bohaterki, przeprowadza ją przez etapy życia, ukazując zmienność i kształtowanie się Charlotte, by w końcówce dać do zrozumienia, że tak naprawdę nic się nie zmieniło – prócz okoliczności zewnętrznych. Przejmującą kreację stworzyła także Aleksandra Radwan w roli ekscentrycznej dzikuski Emily. Jest w niej ogień, pasja, coś niebezpiecznego i cynicznego – a widujemy ją w pełnych tkliwości sytuacjach, bo jako jedyna z sióstr utrzymuje jakikolwiek kontakt ze swoim milczącym, wiecznie pijanym bratem Branwellem i na swój sposób próbuje podnieść go na duchu. Wydaje się, że Emily łączy głębsza więź z nim, niż z siostrami, czego wyraz daje, powierzając jego pieczy swoje zapiski. Złość, w jaką wpada, gdy Charlotte z Ann odkrywają jej poezję, jest oczyszczająca. Dopiero wtedy  dziewczęta zaczynają ze sobą współpracować i poprzez krytykę napisanych tekstów otwierają się na siebie, zaniechają chowania swoich smutków pod kołdrę czy uciekania z nimi we wrzosowiska. Emily, choć jest skryta i żyjąca we własnym, wypełnionym makabreską świecie, swoją dziecięcą żywiołowością wprowadza radość w romantyczne i niespełnione życie rodziny. Z jednej strony infantylnie emancypuje swoją niezależność, lecz z drugiej tworzy dojrzałą poezję, boryka się z rozterkami, współczuje bratu. Choć śmieje się najgłośniej i robi najwięcej „zamieszania”, to pozostaje najmniej chętna do ukazania swojej prawdziwej twarzy. Co innego romantyczna i otwarcie wyznająca swoją tęsknotę za miłością Anne. W bohaterce granej przez Paulinę Komendę skondensowana jest istota powolnej natury kobiecej – niespełnienie, lecz wewnętrzny spokój, marzenia o lepszym życiu, determinacja i słodkie wycofanie. Anne jest przeciwieństwem swoich sióstr, miotanych sprzecznymi uczuciami, zmuszonych do przybierania masek. Jedyne, co wstydliwie ukrywa, to poradnik o sposobach przyjemnego całowania. Anielska uroda Komendy podkreśla liryczny charakter Anne, który najpiękniej wyrażony zostaje w rozmowie dziewczyny z Bogiem. Monolog rozpoczyna się słowami, które wprawdzie nie mają pokrycia w rzeczywistości: Dałeś mi, Boże, twarz pospolitą, ale wypowiedziane zostają z taką uczciwością i prostotą, że nie niosą ze sobą żadnej próżnej kokieterii.

W obliczu misternie dopracowanych głównych ról wypada napomknąć o partnerujących dziewczętom Piotrze Piksie i Michale Poznańskim. Role te były niewielkie, właściwie symboliczne. Gwoli ścisłości, jedna z postaci – Lord Byron – pojawiał się jako mara senna Charlotte. Drugi zaś, choć obecny fizycznie, nie odzywa się ani słowem. Branwell jest przekleństwem sióstr. Stanowi dla nich obciążenie finansowe, psychiczne, ale jest ich rodzonym bratem, a to zobowiązuje. Boją się go i unikają, nawet w rozmowie. Tymczasem jego umysł gdzieś błądzi, być może w poszukiwaniu sensu w egzystencji, której bezcelowość uświadomił już sobie dogłębnie. Nikt nie wie, jak pomóc temu, kto umarł za życia, gdyż niejasne jest, dlaczego przekroczył tę granicę. W ponury cień, widmo człowieka, wcielił się Michał Poznański. Jeśli nawet nie był to popis jego możliwości aktorskich – i przecież też nie o takowy chodziło – to bezbłędnie wyczuł w swojej postaci poziom smutku i balansującą na granicy życia i śmierci osobowość. Z kolei Piotr Piksa wykreował odrobinę przemądrzałego, lecz uwodzicielskiego i doświadczonego życiem – uczuciowym – brytyjskiego pisarza. To jego definicja miłości wyznaczyła pojęcie miłości idealnej dla Charlotte. Chciała się od niego wiele nauczyć, lecz on wolał czarować ją swym wdziękiem, dalej mamić, pozostać zwiewną muzą dla twórczości przyszłej pisarki. Dlatego Charlotte prędzej nauczy się zaradności w życiu i odtrąci swojego platonicznego, bezcielesnego ukochanego.

Odnajdując w pamięci ciekawe koncepcje sceniczne, jakimi posłużono się w tym spektaklu, ciągle przyłapuję siebie na tym, że większość z nich uzależniona była od dźwięku i światła. Ścieżka dźwiękowa opierała się na krótkim, śpiewanym motywie, lecz układ tych kilku nut wywoływał ciarki, niczym słynne zestawienie „B A C H”. Kameralność spektaklu gwarantowało silne, lecz miękkie oświetlenie. Nadawało scenie żółtą barwę lampki nocnej, bo też większość wydarzeń ma miejsce w porze nocnej czy wieczornej. Rozróżnienie nastroju na lekki i obyczajowy – za dnia oraz intymny, odkrywający to, co dotąd pozostawało tajemnicą – nocą, wspomagane jest właśnie przez zróżnicowanie natężenia świateł. Ascetyczna forma i bardzo praktyczna scenografia sprawiają, że efekty świetlne stają się jednym z głównych elementów przedstawienia.

Jednak prawdziwy teatr i wszystko, co przez niego rozumiemy, rozgrywa się pomiędzy aktorami a widownią. Ogólnie przyjęta umowność przestaje być czymś, z czego trzeba sobie zdać sprawę. Znów kolejna paralela z techniką filmową – o ile przyjętym określeniem jest, że film nas „wciągnął”, o tyle rzadziej opisujemy tak przedstawienie teatralne. Nocy Sióstr Brontë klasyfikują się jednak do tego rodzaju sztuk, gdzie nawet nie do końca określony przebieg akcji scenicznej nie stanowi przeszkody w całkowitym zanurzeniu się w tym wymyślonym świecie. Czyż nie o to właśnie chodzi – o odłączenie na moment ducha i świadomości od codzienności własnego życia i przejęcie się życiem kogoś innego, nawet jeśli tamto także obfituje w problemy? Nawet jeśli nie każdy się ze mną zgodzi, musi przyznać, że ten spektakl dyplomowy jest – postawmy sprawę jasno – lepszy od niejednego z przedstawień wystawianych obecnie przez warszawskie teatry.

Agata Skrzypek

Susanne Schneider: Noce Sióstr Brontë

Teatr Collegium Nobilium

Premiera: 12.01.2013.

Przekład: Danuta Żmij – Zielińska

Reżyseria: Bożena Suchocka

Asystenci reżysera: Monika Sidor, Ryszard Abraham

Scenografia: Jan Kozikowski

Muzyka: Meredith Monk

Obsada: Afrodyta Weselak, Paulina Komenda, Aleksandra Radwan, Piotr Piksa, Michał Poznański

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nineteen + one =