Agata Skrzypek: Do dziupli, hop!

12 stycznia 2013

O książce Prezenterki autorstwa Aleksandry Szarłat.

Prezenterki Aleksandra Szarłat

Dziuplą nazwano pieszczotliwie takie miejsce w maleńkim studiu telewizyjnym lat 50-tych, gdzie w blasku gorących lamp gnieździł się spiker i z wdziękiem oraz zimną krwią przeprowadzał widzów przez meandry kilku godzin emisji programu telewizyjnego.

Już na wstępie nasuwa się więc kilka pytań: dlaczego gwiazdy telewizji pracowały w tak trudnych warunkach, że musiały się „gnieździć” w „maleńkich” pomieszczeniach, pocąc się w temperaturze wytwarzanej przez żarówki (a nie reflektory)? Czy naprawdę początki telewizji polskiej to dopiero lata 50-te? Kto to jest spiker?  Czemu wspominam o tylko kilku godzinach? A przecież każdy telewidz wie dobrze, że w mały srebrny ekran można wpatrywać się przez co najmniej dwadzieścia godzin bez przerwy, a na niektórych stacjach przez całą dobę!

W podtytule widnieje pięć nazwisk: Edyta Wojtczak, Krystyna Loska, Bożena Walter, Bogumiła Wander, Katarzyna Dowbor. Którą z tych pań potrafimy swobodnie skojarzyć z konkretnym programem, której potrafimy nadać rysy twarzy i usłyszeć w głowie tembr głosu? Czy w ogóle wiemy, na czym polega zawód spikera i czy zdajemy sobie sprawę, jaką rolę dla społeczeństwa pełnili wykonujący ten zawód ludzie?

Lektura Prezenterek sprawia, że w krótkim czasie w umyśle otwierają się wszystkie zapomniane klepki. Prócz oczywistych spraw, takich jak uświadomienie sobie, jak młodym medium jest telewizja i ocenienie prędkości ewolucji, jaką przeszła, dostrzegamy również polityczne i obyczajowe zależności, o których nigdy nie przyszłoby nam do głowy rozmyślać. Anna Szarłat dotarła do pięciu z sześciu spikerek, których osobowości nadawały ton i poziom Programowi Pierwszemu Telewizji Polskiej. Wykonała tytaniczną pracę: przeprowadziła wywiady, dołączyła do nich opisy tych rozmów, a w dodatku czytelnik dowiaduje się także o zapleczu powstawania książki. Irena Dziedzic, Edyta Wojtczak, Bogumiła Wander, Bożena Walter i Krystyna Loska to boginie na swoistym Olimpie, legendarne postacie, a jednocześnie posiadaczki klucza do skarbnicy wartościowych informacji na temat szeroko rozumianej kultury Polski Ludowej. Całkowicie tego świadome, nie zawsze chętnie dzieliły się tą wiedzą. Wszystkie panie zachowują polityczną poprawność swoich „zeznań”, a złośliwości, gdy się zdarzają, dotyczą spraw bardzo ogólnych lub… prezesów, z którymi, jak twierdzą, kontakt był bardzo ograniczony. Prócz Katarzyny Dowbor, żadnej z bohaterek książki nie zobaczymy już na ekranie w charakterze prowadzącej czy prezenterki. Wyłania się smutny obraz rzeczywistości polskiego świata mediów, który łapczywie kieruje swój wzrok na zachodnie wzorce, podczas gdy wypracowany miał swój własny i kulturalny sposób na prowadzenie telewizji. Na przestrzeni dziewięciu lat od roku 1994 (czyli od momentu przekształcenia Telewizji Polskiej w spółkę akcyjną działającą na zasadach kodeksu handlowego) z branży odchodzą Loska, Wander, Walter, Wojtczak, Jan Suzin – a ten ostatni wręcz dosłownie: po zakończeniu swojego dyżury, pożegnał się zwyczajowo z widzami, wyszedł i nigdy już nie wrócił. Bez animuszu, fety pożegnalnej, o premii nie wspominając. Niczym widma. Nic więc dziwnego, że najmłodsze pokolenie widzów uznaje współczesną konwencję telewizji za jedyną kiedykolwiek istniejącą, skoro nikt nie postarał się o to, by zachować pamięć o współtwórcach fundamentów. Stosunkowo niedawno zakończyła się pewna era, a dla większości jest zamierzchłą historią, która nie ma wpływu na chwilę obecną. Czy rzeczywiście? Anna Szarłat wskazuje na pewne kontynuacje tradycji prezenterskich, jak na przykład prowadzenie ciekawej prognozy pogody w stylu Czesława Nowickiego alias Wicherka przez Jerzego Kreta, upatruje nadzieje w niektórych przedstawicielach młodego (lecz nie najmłodszego) pokolenia, tych, którzy załapali się jeszcze na możliwość podejrzenia pracy mistrzów, czyli w Grażynie Torbickiej, Jolancie Fajkowskiej, Krzysztofie Ibiszu, Macieju Orłosiu. Być może nie zostali „wybrani”, tak jak Irena Dziedzic wyszkoliła sobie Edytę Wojtczak, a ta z kolei oswoiła z kamerą Katarzynę ‘Rudą’ Dowbor, lecz pamiętają dobrze wzorce, które tak zachwyciły pierwszych odbiorców.

Wspomnienia tytułowych bohaterek uzupełniają cenne (i celne!) uwagi innych pracowników Telewizji Polskiej, równie zasłużonych ludzi, którzy potrafili poświęcić bardzo wiele dla tej pracy, m.in. Xymeny Zaniewskiej, naczelnej scenografki TVP, Barbary Borys-Damięckiej, głównej pani reżyser, Jerzego Gruzy, Emilii Krakowskiej, Jerzego Połomskiego, Barbary Wachowicz i wielu innych. Ich komentarze figlarnie zaburzają ugładzony obraz, jaki kreują wspólnie wszystkie byłe spikerki, więc to dzięki ich głosom książka nabiera wiarygodności i życia. Gdyby posiłkować się jedynie tym, co zdradziła Edyta Wojtczak, można by uznać, że pracę w telewizji dostać było wprawdzie trudno, ale poza tym niczym wyjątkowym się nie wyróżniała; gdyby za wyrocznię uznać wspomnienia Ireny Dziedzic, trzeba by zacząć szukać pomocy u specjalisty w leczeniu depresji, bowiem w jej wspomnieniach przeważają same czarne karty; Bogumiła Wander tak łagodnie i optymistycznie ocenia przygodę z telewizją, że stworzony przez nią świat znów wydaje się zbyt bajkowy; w większości wspomnień brakuje jednak konkretów, wszystkie kontury zdają się być starannie zamazane, nic nie jest powiedziane stanowczo i otwarcie. Całość brzmi jak nakłanianie małej dziewczynki do powiedzenia brzydkiego słowa. Pozostałym wyobraźnia być może podpowiada ciekawsze wersje wydarzeń, może pamięć nie płata figli (albo właśnie płata je jeszcze większe!). Niemniej jednak zbiorowa spowiedź ukazuje, że olimpijska piątka czuje przede wszystkim żal za niesprawiedliwość i niedocenienie rzetelnie wykonywanych obowiązków, które w tamtych czasach nie miały przecież w ogóle swoich odgórnie ustalonych wzorców i norm, zależały więc prawie wyłącznie od indywidualnych predyspozycji.

Świetnym kąskiem dla zainteresowanych politycznymi koneksjami telewizji z Partią jest rozdział poświęcony dwóm pierwszym prezesom Radiokomitetu, Włodzimierzowi Sokorskiemu „Wujkowi Chłodkowi” oraz Maciejowi Szczepańskiemu „Krwawym Maćku”. Byli to ludzie, którzy łączyli w sobie sentyment do artystów, wierność ideom socjalizmu, tyranię władzy i poczucie humoru, z głową na karku i głową w chmurach. Obaj do telewizji trafili bardziej niż przypadkiem, lecz prawdziwie zaangażowali się w nowe obowiązki. O Szczepańskim mówi się w podsumowaniu, że zastał telewizję czarno-białą, a zostawił kolorową. Choć swej sympatii do Sokorskiego czy Szczepańskiego nie kryje najbardziej krytyczna spośród dam telewizji, Irena Dziedzic, wiele osób przedstawia swoich byłych przełożonych w niekorzystnym świetle. Obaj panowie posiadali wyjątkowe umiejętności wypraszania pieniędzy na realizację programów, o czym szeroko opowiadają Zaniewska i Dziedzic. Jak tymi pieniędzmi następnie zaskakująco dysponowano, zostawiam na razie w sferze domysłów przyszłych czytelników. Wspomnienia po Sokorskim i Szczepańskim są najbardziej pikantnymi fragmentami książki, nic dziwnego, naprawdę jest o czym opowiadać. Po tej kontrowersyjnej parze nie spotykamy już w historii Telewizji Polskiej przewodnictwa równie charyzmatycznych postaci. Być może przyczyniły się do tego zmiany w układach sił politycznych, nowy system wyboru prezesów – wreszcie, później nie mamy już do czynienia z tak długimi kadencjami na tym stanowisku.

Z punktu widzenia badacza, Prezenterki jako zbiór wywiadów i wspomnień można uznać za znaczący element dziedzictwa kulturowego. To pierwsza pozycja na rynku, która w ten sposób ukazuje i analizuje dzieje telewizji polskiej, szczególnie pod względem politycznym. Anna Szarłat wykonała pierwszy krok w stronę opowiedzenia wspólnej historii ludzi związanych z tą branżą od początku jej istnienia. Prawie czterystustronicowa książka nie jest oczywiście w stanie całkowicie rozprawić się z każdym poruszonym zagadnieniem, natomiast dotyka wielu ciekawych kwestii, których rozwinięcie da pole do popisu kolejnym ochotnikom. Chętnie dowiem się więcej o „Pegazie”, „Studio 2” i zagranicznych podróżach spikerek. Może kiedyś poznamy szczegóły spikerskich dyżurów w Wigilię i Sylwestra… Jak na razie wiele tematów spowija tajemnicza mgła chaosu, jakby ktoś gwałtownie wkroczył na wyjątkowo grząski grunt i z zaskoczeniem pozbierał tyle, ile zdołał podczas ucieczki. Efekty tej eskapady w nieznany teren są jednakże satysfakcjonujące. Poza tym – znakomicie nadają się na prezent świąteczny, co mam przyjemność ocenić na własnym przykładzie.

Drogi Czytelniku! Jeśli marzy Ci się praca przed kamerami, masz świadomość, jakie to niewdzięczne i katorżnicze zajęcie i sądzisz, że po lekturze Prezenterek skutecznie wybijesz sobie owo marzenie z głowy, to mam dla Ciebie złą wiadomość. Książka została pomyślana jako nostalgiczny powrót w złote czasy, skutecznie więc manipuluje uczuciami zarówno miłośników, jak i tych, którzy właśnie odkryli w sobie pasję teleprezentera.

 

Agata Skrzypek

Anna Szarłat Prezenterki. Świat Książki. Warszawa 2012.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three × 1 =