Agata Skrzypek: Niekonwencjonalnie o konwencji

25 października 2012

O spektaklu Parady w reżyserii Edwarda Wojtaszka.

Parady

Jak to często bywa w gronie studentów Akademii, tych, którzy – jeszcze – teatrem żyją, oddychają i pragną w nim zamieszkać, pewnego dnia odbywałam z koleżanką kulturalną rozmowę na tak zwanym „wysokim poziomie”. W pewnym momencie Kulka zagaiła dyskusję na nowy, modny temat:

– Słyszałam, że widziałaś Parady Wojtaszka w Polskim! Na czym polega właściwie ich fenomen?

Zalałam ją więc radosnym słowotokiem: konwencja teatru dell’arte, cyrkowe wygibasy na linach, scenografia jak w przedstawieniu szkolnym, w dodatku plenerowym; sześć epizodów i muzyczne interludia, pięć barwnych kurtyn, makijaż aktorów jak u bohaterów kreskówek, szczególnie te rzęsy i różowe policzki Zerzabelli; gdy pojawił się Kasander, to w pierwszym odruchu chciałam czmychnąć z sali, gdyż skojarzył mi się z klaunem, który w moich koszmarach sennych porywa dzieci; a te orientalne, zdobione kostiumy – i koszulka Gila z napisem „I love NY”, tenisówki na obcasiku, jakich na pewno nie noszono w czasach Potockiego, jakież to subtelne i pomysłowe odniesienie do współczesności! – w dodatku sugestywne modulacje głosu, toż to się nadawało w całości na słuchowisko radiowe!

Zaczerpnęłam tchu. Kulka wyraźnie straciła wątek, zatem podjęłam kolejną próbę.

–  Wyobraź sobie, że jesteś mądrzejsza od wszystkich ludzi.  Zostajesz wciągnięta w bajkę, która ma się spodobać każdemu, kto ją ogląda. Masz do dyspozycji tylko pięciu bohaterów, którzy jednak są na tyle charakterystyczni, że nie mogą wystąpić wspólnie w jednej opowieści bez zdominowania siebie nawzajem. Tworzysz zatem serial, sześcioodcinkową operę mydlaną, ale ponieważ twoja telewizja jest niskobudżetowa, za całą scenografię musi wystarczyć ci jedno tło na każdy odcinek.  Pamiętaj, że stracisz oglądalność, jeśli nie nadrobisz tych wizualnych niedociągnięć. Co byś jeszcze dodała? Bo ja na przykład – muzykę. Filuterną, lekką, ilustracyjną. Operowałabym nią tak, by zastępowała mi większość rekwizytów! W tej niskobudżetowej telewizji są naprawdę minimalistyczni… Musisz więc dobrze wykorzystać przestrzeń, którą dysponujesz. Każ się ruszać swoim bohaterom, każ im się ścigać, przewracać, koziołkować, niech te kolorowe stroje migoczą w oczach jak w kalejdoskopie! I nie zapomnij o dobrym skeczu z puentą, najlepiej w pantomimie. Na sam koniec zaś koniecznie zaskocz swoich widzów… Oni pozostaną w tym jarmarcznym, uciesznym światku, a twoi bohaterowie wyjdą z niego jako pierwsi i role się odwrócą.

Kulka zatrzepotała wymownie rzęsami, a ja poczułam, że osiągnęłam sukces dydaktyczny. Czekałam skromnie na  jej komentarz bądź zachętę do dalszych rozważań. Usłyszałam natomiast:

 – No dobrze, ale o czym to właściwie było?

I dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, co w istocie najbardziej wyróżnia Parady spośród innych spektakli: po raz pierwszy od dawna oglądałam przedstawienie opierające się nie na przekazie treści i słowa, lecz na wyjątkowej i jedynej w swoim rodzaju konwencji. Co więcej, konwencji udoskonalonej, wycyzelowanej, gdyż będącej kwintesencją typowej komedii dell’arte. Stwierdzając, że nastąpił przerost formy nad treścią, można całkiem wiernie oddać istotę Parad. Biada adaptacji, w której część fabularna próbowałaby dominować! Oznaczałoby to zupełne rozminięcie się z celem.

Aranżacja sztuki nie odbiera jej jednak możliwości nawiązania relacji z widzem, wręcz przeciwnie. Wymaga od publiczności ciągłego skupienia uwagi, aktywnego uczestnictwa, reagowania na komiczne i przerysowane zachowania aktorów. Żeby w pełni poznać i docenić walory spektaklu, ja, jako widz, musiałam spojrzeć na niego oczami szesnastowiecznej włoskiej dworzanki. Dopiero po przyjęciu przez obie strony tego nowego kryterium prawdy, Parady zaskakują kunsztem aktorstwa i reżyserii. Tym mocniej oddziałuje na publikę ostatnia „odsłona”. Dezorientuje, mąci komfort odbioru, znów stymuluje do przyjęcia innego punktu widzenia, pobudza kolejne pola wyobraźni. Bawiłam się jak dziecko, w bezpiecznym poczuciu, że nawet wielcy wizjonerzy teatru mają poczucie humoru.

Lecz nie ode mnie dowie się Kulka „o czym to właściwie było”!

Agata Skrzypek

PARADY

Autor:Jan Potocki
Przekład:Józef Modrzejewski, Anna Wasilewska
Reżyseria:Edward Wojtaszek
Scenografia:Weronika Karwowska
Kostiumy:Weronika Karwowska
Muzyka:Tomasz Bajerski
Ruch sceniczny:Leszek Bzdyl
Maski:Tadeusz Znosko
Asystent reżysera:Kamila Łapicka
Asystent scenografa:Wisłomira Nicieja (ASP)
Inspicjent :Katarzyna Zbrojewicz

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × 3 =