Agata Skrzypek: Wspólny pierwiastek

28 października 2012

O spektaklu Wszystko o kobietach w reżyserii Pawła Szumca w Katowickim Centrum Kultury. wszystko o kobietach

Zarówno autorem, jak i reżyserem sztuki Wszystko o kobietach jest mężczyzna, co budzi wiele wątpliwości jeszcze przed spektaklem. Czy podejście kobiet do takiego przedsięwzięcia nie byłoby naturalną koleją rzeczy sceptyczne? Niewątpliwie bowiem męski punkt widzenia, choćby najbardziej dowcipny, przenikliwy i życzliwy, nie jest w stanie dokonać pełnej analizy kobiecej natury. To w ogóle nie podlega dyskusji! Wychodząc zatem z tego wygodnego założenia, a także będąc kobietą łagodną i wyrozumiałą,  wybrałam się na spektakl. Bądź co bądź – skoro ma to być „wszystko” o naszej płci, to może dowiem się czegoś nowego?

Nie dowiedziałam się, enigmatycznie rzecz ujmując. Doszłam natomiast do ogólnego wniosku, że mimo różnic w wieku bohaterek, ich poziomie intelektualnym, w poczuciu humoru, stanie cywilnym i majątkowym – każda kobieta jest w gruncie rzeczy niespełnionym, zawiedzionym i głęboko zranionym człowiekiem.

„Komedia to tragedia, która przydarzyła się komuś innemu”, jak stwierdził Woody Allen. Scenariusz jest przeplatanką słodko-gorzkich epizodów, ze zręcznie skonstruowanymi osobowościami dobrze rozlokowanymi dowcipami, które rozjaśniają jałowiejące momentami dialogi. Chociaż więc przez większość czasu na widowni króluje radosny chichot, to refleksja po spektaklu wcale nie nastraja pozytywnie. Tytuł zdaje się nie do końca oddawać to, co chorwacki dramaturg chciał przekazać. Znacznie lepiej od „wszystko” brzmiałoby słowo „prawda”. Gavran stawia nas bowiem przed rzeczywistymi problemami kobiecej psychiki: brakiem akceptacji i miłości, potrzebą spełnienia zawodowego. Opowiada o typowej dla kobiet umiejętności chowania żalu przez lata, o ukrywaniu swoich pragnień dla dobra kogoś bliskiego, tłamszeniu własnej osobowości. Poruszane się tu kwestie elementarne i uniwersalne dla każdego wrażliwego człowieka, zobrazowane przykładami skomplikowanych  relacji damsko-męsko-damskich.

W role piętnastu kobiet wcielają się trzy aktorki Teatru Ludowego w Krakowie – Marta Bizoń, Magdalena Nieć oraz Beata Schimscheiner. Jak łatwo się domyślić, każda z pań reprezentuje odmienny typ kobiety, a w przedstawieniu dodatkowo „rozszczepia się” na pięć różnych osobowości. Filarami opowieści są dwie historie, które rozgrywają się w jednym bloku – tudzież kamienicy – na przestrzeni dwóch pięter. Do obchodzącej swoje sześćdziesiąte urodziny matki przyjeżdżają obie jej córki. Nie kontaktowały się ze sobą przez szereg lat, gdyż starsza „odbiła” młodszej mężczyznę i założyła z nim rodzinę. W trakcie konfrontacji każda z nich wypowiada o kilka słów za dużo, lecz z pozytywnym skutkiem: wychodzą na jaw wszystkie skrywane dotąd fakty; siostry godzą się.

Piętro wyżej samotnej, trzydziestodwuletniej Anicie pęka łazienkowa rura, zalewając przy okazji mieszkanie znajomej nam już jubilatki. Zakompleksiona nauczycielka ma jedną przyjaciółkę, która, pochłonięta robieniem kariery za oceanem, zakłada maskę nieprzystępnej kobiety sukcesu. Pragnąc być kochaną przez kogokolwiek i posiadać tę osobę na wyłączność, odseparowuje Anitę od matki i układa jej życie na nowo, ściśle je kontrolując. Tymczasem w szkole pojawia się nowa nauczycielka, która wchodzi w relację towarzyską z Anitą i pokazuje jej życie od innej strony. Namawia do pogodzenia się z matką, do wyjazdu na wspólne wakacji, zmiany fryzury…  Rozpoczyna się walka o Anitę, lecz obie kobiety dążą do czego innego. Długoletnia przyjaciółka chciałaby zatrzymać swoją „własność”, zaś nowa koleżanka próbuje „wyzwolić” zahukaną znajomą. Żadna nie bierze pod uwagę tego, w jakim układzie szczęśliwa byłaby Anita.

Kolejnym wątkiem jest dom seniora, gdzie mieszka przebojowa nestorka rodu skłóconych sióstr. Wiemy, że przeżyła trzech mężów, a pod profesjonalną opiekę oddała się w celu znalezienia sobie kolejnego absztyfikanta. Jednak życie jej i dwóch koleżanek nie prezentuje się radośnie: dokuczają sobie, gubią wątek, brakuje jakiegokolwiek przejawu typowego dla staruszek cieszenia się każdą chwilą. Kobiety te nie pogodziły się do końca ze swoim wiekiem i ograniczeniami, jakie niesie.

Dla kontrastu pojawia się kilka odsłon z życia przedszkolaka. To zdecydowanie lepiej dograna część przedstawienia. Dziewczynki bawią się lalkami, opowiadając sobie historie o tym, co rodzice robią w nocy i kim będą, gdy urosną. Wątek ten ma w sobie wiele uroku, choć i tak kończy się tragedią: jedna z mam nie przybyła na uroczystość z okazji Dnia Matki, by zobaczyć występującą córeczkę.

Wreszcie ostatnia trójka – znudzone i wyzwolone sekretarki, aspirujące do zajęcia najbardziej pożądanego stanowiska w firmie, to jest sekretarki naczelnego. Zajęcie to wiąże się głównie z umilaniem życia kierownikowi i ściąganiem na siebie złośliwości koleżanek z pracy, a jednak pozostaje w kręgu marzeń każdej z trzech kobiet. To smutna migawka z życia i też najsłabsze ogniwo spektaklu: trochę przeszarżowana gra upijających się „na głośno” we własnym gronie, słabe zróżnicowanie bohaterek i nieokreślona puenta tego wątku sprawiają, że odbieramy życie singielek w bardzo pejoratywnym świetle. Rzuca się w oczy jego bezcelowość i powtarzalność. Sekretarki zabijają czas uprawiając jogę, na ploteczkach, spotkaniach przy winie i wygląda na to, że czekają jedynie, aż stanowisko „obsługującej naczelnego” znów się zwolni.

Jednak moja kobieca duma nie została naruszona. „Mądrzy mężczyźni nigdy nie mówią, co myślą o kobietach”, zauważył niegdyś Samuel Butler, angielski pisarz, myśliciel i zwolennik teorii ewolucji. Jego stwierdzenie zdaje się być adekwatne do intencji reżysera. Paweł Szumiec nie starał się nikogo pouczać. Nie silił się także na komentarze, które wartościowałyby postępowanie bohaterek. Co więcej, nie organizował żadnej „wojny płci” (choć przedstawienie wchodzi w relację z innym autorstwa Gavrana, Wszystko o mężczyznach). Znalazł natomiast wspólny pierwiastek osobowości mężczyzny i kobiety, uniwersalizując rozterki bohaterek. Męskie, a więc czytelne i nierozczulające podejście sprawdziło się znakomicie. Sztuka broni się sama, a to widz powinien rozstrzygnąć, czy chce poprzestać na śledzeniu akcji, czy dociec jej źródeł. Podpowiem – w przypadku kobiet wszystko rodzi się w głowie i sercu.

 A to, co później dzieje się w życiu… można pokazać na scenie.

Agata Skrzypek

Miro Gavran, Wszystko o kobietach
Teatr Ludowy w Krakowie
Data premiery: 03. 02. 2006

tłumaczenie: Anna Tuszyńska
reżyseria: Paweł Szumiec
scenografia: Marek Braun
kostiumy: Jolanta Łagowska
występują: Marta Bizoń, Dominika Markuszewska, Beata Schimscheiner

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 − eight =