Anna Dąbkowska: Droga 66 – road does not end

29 sierpnia 2012

O książce Droga 66 Doroty Warakomskiej.

Okładka najnowszej książki Doroty Warakomskiej zachęca do wzięcia w rękę. Twarda, w ładnych kolorach, niebanalna. Jednak ten, kto liczy na równie atrakcyjne zdjęcia w środku, rozczaruje się. Droga 66 zawiera jedną wkładkę kolorowych zdjęć; reszta fotografii przyporządkowanych tokowi narracji jest czarno-biała. Szkoda. Ciekawe natomiast jest rozpoczęcie każdego z ośmiu rozdziałów (jeden rozdział to jeden stan Ameryki, przez który przebiega Droga 66) w postaci mapki stanu, gdzie pokazana jest Route 66.

Książka Doroty Warakomskiej zawiera informacje na temat legendarnej drogi, która liczyła 3939 kilometrów i przebiegała przez trzy strefy czasowe; obecnie zachowało się 85% szosy mającej dziś status zabytku.

Są fragmenty doskonale zachowane, wyremontowane, dobrze oznakowane. I są też opuszczone i zapomniane. Stan Drogi 66 odzwierciedla nastawienie mieszkających przy niej ludzi. Jedni radzą sobie z upływem czasu, odnajdują się w nowych warunkach, patrzą w przyszłość. Inni zatrzymali się w pół kroku i tylko wspominają czasy, kiedy byli szczęśliwi. Droga 66 jest naturalnym przekrojem przez społeczeństwo amerykańskie, pokazuje zmiany, jakie zaszły w tym kraju. Jest symbolem nieuchronnego upływu czasu i wkraczania nowoczesności. Jest jak lustro, w którym przegląda się Ameryka[1].

Pierwszym, co rzuca się w oczy przy czytaniu książki, jest optymizm Amerykanów – ich wiara w to, że chcieć to móc. Warakomska w czasie swojej podróży po Drodze-Matce (tak Drogę 66 nazwał John Steinbeck) często spotyka ludzi pokiereszowanych przez los, którzy postanowili żyć mu na przekór. Na przykład Down Welch, której spaliła się kawiarnia, mówi: „American Dream nie oznacza dla mnie bogactwa, ale chęć, by odnieść sukces, robiąc to, co się lubi, by zarazić tym myśleniem swoje dzieci” (s. 162). Mało tu narzekania, do którego jesteśmy tak przyzwyczajeni w polskiej rzeczywistości. Jednak nie jest to przesłodzona bajka o wspaniałej krainie za oceanem. Amerykanie wiedzą, że życie nie zawsze jest różowe. Angel Delgadillo, który jako pierwszy zaczął walczyć o przywrócenie ruchu na Drodze 66 po tym, jak kierowcy przenieśli się na nowsze autostrady, stwierdza: „W naszym kraju obowiązuje zasada: »Jeśli możesz przepłynąć, płyń. Jeśli nie potrafisz – toń«. Władza nas zostawiła” (s. 334).

Mimo przeszkód Amerykanie nie wstydzą się walczyć o szczęście. Autorka pokazuje ludzi, którzy po życiowych perypetiach lub po przejściu na emeryturę zaczęli robić to, o czym zawsze marzyli, i chcą być szczęśliwi.

Bo, według Angela, jeśli ktoś chce czegoś wystarczająco mocno, to na pewno to osiągnie. Tylko jedna osoba może powstrzymać cię przed spełnieniem marzeń – ty sama – powiedział do mnie z uśmiechem (s. 337).

„Co by mi dał milion dolarów?” – zapytał sam siebie i szybko odparł: „Bogaci ludzie rzadko są szczęśliwi, bo pogoń za pieniędzmi nie daje spełnienia. Wspinanie się po trupach po szczeblach kariery nie przynosi radości. Ważne jest to, co człowiek ma w sobie i czy może się tym podzielić z innymi” (s. 339).

Drodze 66 jest trochę historii, dat, odwołań do literatury, filmu, muzyki, ale także są żywe relacje Amerykanów, których podczas podróży spotykała autorka. Uwagę poświęca ona także jedzeniu i miejscom, w których jest ono serwowane, hotelom, motelom, atrakcjom turystycznym, rozrywkom. Warakomska formułuje kilka tez odnoszących się do jej własnego życia (dostrzega na przykład paralele między bejsbolem i życiem reportera), ale nie jest to nigdy moralizowanie. Nigdy też nie porównuje życia w Ameryce z życiem w innym kraju. Do tych wniosków czytelnik dochodzi sam, między innymi przy czytaniu o muzeum drutu kolczastego w McLean. Drut ten wyznaczał granice własności. Niektórzy uważają, że był końcem epoki starego Zachodu i jego nieograniczonych możliwości. Właściciele rancz tworzyli oryginalne wzory drutu, który był ich wizytówką. Dla Europejczyków drut kolczasty ma zupełnie inną symbolikę. Mało uwagi Warakomska poświęca największym, najbardziej znanym miastom, przez które przebiega Droga 66, jak Chicago czy Los Angeles; łatwo zauważyć, że autorka woli małe miasteczka i tam właśnie szuka nowych wrażeń.

Autorce książki nie brakuje poczucia humoru, z jakim opisuje otaczający ją świat:

Zauważyłam na ścianie tabliczkę: „Uwaga, emerytowany pracownik. Może opowiadać godzinami”. Rzeczywiście, niezły gawędziarz z tego Blaine’a. Mijały kolejne kwadranse, a my wciąż rozmawialiśmy (s. 132).

Droga 66 to lekka i przyjemna lektura zarówno dla tych, którzy zamierzają ruszyć w podróż Route 66, jak i dla tych, którzy wolą poznawać świat, nie ruszając się z domu. Choć książka nie zawsze opisuje sielankową stronę Ameryki, przebija z niej ciepło i duża sympatia dziennikarki do ludzi i miejsc pokazywanych czytelnikowi. Czasami jednak negatywnie lub pobłażliwie opisuje niektóre amerykańskie zjawiska.

Warakomska w niezwykły sposób opisała swoją nieśpieszną podróż Drogą 66. Magnetyzm tej szosy zaskoczył nawet ją samą.

Dotarłam do celu podróży. W Los Angeles, jak zwykle, cudownie spędzałam czas: świetna pogoda, zachwycające widoki, niezwykłe atrakcje, fantastyczni ludzie. Ale coś nie pozwalało mi się tym cieszyć. Słuchałam szumu fal i zastanawiałam się, dlaczego. Wreszcie zrozumiałam, że tęsknię za widokiem szosy, za wiatrem, że chcę odkrywać coraz to nowe miejsca. Że to Droga jest moim celem. Wskoczyłam do auta i ruszyłam z powrotem na wschód. Drogą 66 (s. 402-403).

Anna Dąbkowska

Dorota Warakomska, Droga 66, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012.

 


[1] D. Warakomska, Droga 66, Warszawa 2012, s. 12.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 − six =