Barbara Michalczyk: Bohater na miarę historii?

7 kwietnia 2017

O spektaklu: Kuroń. Pasja według świętego Jacka w reżyserii Pawła Łysaka

w Teatrze Powszechnym w Warszawie

Kuroń. Pasja według świętego Jacka/mat. teatru

Kuroń. Pasja według świętego Jacka/mat. teatru

Czy świat potrzebuje jeszcze bohaterów? Herosów o hagiograficznych żywotach, którzy, choćby stali nad przepaścią, zła się nie ulękną? Niesamowitych charyzmatyków z misją, która wymaga poświęceń? Kogo potrzebuje Polska?

Przejście od nie-spektaklu do spektaklu jest bardzo płynne. Światła nie gasną, za to na scenę wchodzi wściekły Grzegorz Falkowski. Miał plan na cudowny wieczór, a tu wszystko trafił szlag. Nici z Czarodziejskiego Fletu, arię Królowej Nocy może sobie co najwyżej sam zanucić. Oto jesteśmy w Warszawie, gdzieś pomiędzy dwiema nacierającymi na siebie demonstracjami, w samym środku wojny polsko-polskiej. Świat po osiemdziesiątym dziewiątym to taki trochę chaos, a teraz to już w ogóle chaos totalnie spotęgowany. Kogo my w ogóle wybraliśmy? Oczywiście ten monolog to tylko pretekst, aby uruchomić aktorów siedzących na widowni. Wszyscy mają swoje własne, bardzo skonkretyzowane poglądy, które w opowieści o tej nowej, wolnej Polsce wskazują na to, jak bardzo zawiódł ich Jacek Kuroń. Dla Blondynki (Aleksandra Bożek) rozczarowaniem było to, jak Kuroń traktował kobiety – żadnej w polityce nie brał na poważnie. Harcmistrza (Kazimierz Wysota) bolał brak planu na Polskę, wtedy, kiedy potrzebowaliśmy go najbardziej. Kontrapunktem staje się trzeci głos: Melomana (Michał Jarmicki), który jest człowiekiem mocno zaangażowanym emocjonalnie i twierdzi, że Polacy w swoich sporach zupełnie nie zwracają uwagi na racje inne niż ich własne. Próby wskazania istotnych dla niego wartości kończą się jeszcze większą sprzeczką. Każdy z widzów ma przecież osobne zdanie i za nic nie chce ustąpić pola reszcie…

Akcja na zmianę toczy się na scenie i na widowni. Modyfikacje światła jasno sygnalizują przejścia między kolejnymi sekwencjami. Scenografia została zaprojektowana na wzór muzeum skrzyżowanego z mieszkaniem tytułowego bohatera. Jacek Kuroń cały czas patrzy na widownię z ogromnego zdjęcia powieszanego w głębi sceny. Obok wiszą inne fotografie z jego życia, wszystkie opatrzone podpisami, zaraz obok okna pozbawionego firanek. W pomieszczeniu znajdują się także meble z głębokiego PRL-u oraz ławka parkowa. Scenografia wydaje się podkreślać trudność, jaką się napotyka, gdy chce się oderwać prywatnego Jacka Kuronia od Bojownika-za-Polskę Kuronia. Obaj bowiem spletli się tak bardzo, że już nawet Gaja i Polska to dla Jacka jedno, co dodatkowo zostało podbite w spektaklu tym, że gra je ta sama aktorka.

Początkowo trzy wątki toczą się równolegle. Mamy skłóconą widownię, historię Jacka Kuronia, który właśnie powrócił z zaświatów i opowiada nam o swoim życiu oraz opowieść Autora o pisaniu powieści dotyczącej założyciela KOR-u. Dopiero wraz z postępem akcji wątki zaczynają coraz mocniej się splatać i wzajemnie przenikać. Nie da się tak po prostu opowiedzieć historii zawartej w dramacie. Jacek Kuroń, przez którego życie nonszalancko się przechadzamy, to trochę pretekst do rozmowy o współczesnych Polakach, ich bolączkach i rozczarowaniach. Grający go Oskar Stoczyński ze swoim spojrzeniem przepełnionym dobrem i naiwnością przypomina Jezusa. Ubrano go w nieśmiertelny kuroniowy dżins oraz koszulkę z wiadomą podobizną. Cały wydaje się być radością, ciepłem i miłością, pasuje idealnie na bohatera moralitetu. Załamuje się tylko raz i jest to jeden z najlepszych aktorskich popisów w tym spektaklu – kiedy mówi o śmierci Gajki (Ewa Skibińska). Aktor ma łzy w oczach, jego oddech jest urwany. Jest w tym rozpaczliwa prawda, emocje i rysa na tym idealnym wizerunku, którego do tej pory nie udało się złamać.

Jednocześnie spektakl nie jest opowieścią o życiu Jacka Kuronia. To poszarpane fragmenty, które spoić może tylko znajomość jego biografii. Do tego oczywiście nie brakuje wtrąceń o sytuacji Polski, która od kilku stuleci ma stale pod górkę. Nawet teraz, bo przecież aktorzy wciąż przypominają o trwających demonstracjach i zamieszkach. Na ten obraz nakłada nam się historia Autora (Grzegorz Artman), który mówi o ziemi pijącej krew i rosnących na niej roślinach, wykorzystywanych potem do różnych celów. Niemalże oczywiste staje się pytanie, czy na takiej glebie może wyrosnąć lub wydarzyć się cokolwiek dobrego?

Nie da się uciec od wrażenia, że spektakl jest bardzo gęsty, miejscami wręcz przeładowany treścią i symboliką. Po pewnym czasie w głowie pozostają już tylko pojedyncze sceny, szczególnie te o bardzo mocno symbolicznym wydźwięku. Jak choćby ta z polonezem, do którego zgrzytliwej melodii tańczą wszyscy bohaterowie – tak jakby Łysak na podstawie dramatu Sikorskiej-Miszczuk chciał nam zafundować współczesne Wesele. Wyspiański chciał wykazać, że nic nie może się zmienić. Tutaj z kolei spotykają się demonstranci, kuszą ich proste i chwytliwe hasła wygłaszane przez oponentów, ale nie są w stanie porozumieć się ponad podziałami. Nic nie może się zmienić ani wydarzyć. Teoretycznie Łysak dopuszcza do głosu różne opcje polityczne, ale profil i sympatie teatru są na tyle oczywiste, że wątpliwe jest, aby spektakl przemyślał głębiej ktokolwiek z drugiej strony barykady.

Reżysersko całość została bardzo dobrze przemyślana i zapleciona, to bardzo misterna robota. A jednocześnie wiele z zaprezentowanych w spektaklu gestów wydaje się pustych lub tak mocnych, że aż przestrzelonych. O tak wielu rzeczach próbowano opowiedzieć, że, mam poczucie, o żadnej nie opowiedziano w pełni. Bohaterski Kuroń pozostał bohaterem. Polska pozostała krajem pełna podziałów. Wpisują się w nie nawet aktorzy, którzy wychodząc do oklasków poprzez zaklejenie usta taśmą pokazali swoją solidarność z Teatrem Polskim we Wrocławiu. Nie ma już nikogo, kto mógłby zostać bohaterem wszystkich Polaków.

Barbara Michalczyk

Małgorzata Sikorska-Miszczuk

Kuroń. Pasja według św. Jacka

Premiera: 24.01.2017

Reżyseria: Paweł Łysak

Dramaturgia: Paweł Sztarbowski

Scenografia: Robert Rumas

Kostiumy, reżyseria światła: Agata Skwarczyńska

Muzyka: Stefan Węgłowski

Układ tańca: Izabela Żak

Inspicjentka: Barbara Sadowska

Obsada: Aleksandra Bożek, Ewa Skibińska, Grzegorz Artman, Grzegorz Falkowski, Michał Jarmicki, Oskar Stoczyński, Kazimierz Wysota

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two + nine =