Barbara Michalczyk: Dla wyższego dobra

24 lipca 2015

O spektaklu Nic się nie stało w reżyserii Barbary Wiśniewskiej w Teatrze Ateneum w Warszawie

 

Nic się nie stało/fot. Bartek Warzecha

Nic się nie stało/fot. Bartek Warzecha

Po raz kolejny Barbara Wiśniewska postawiła na zwięzłą formę. Całość trwa jedynie godzinę z hakiem, ale co to za godzina! Silnie skondensowana treść, ogromna ilość sprzecznych emocji i tylko troje bohaterów, prowadzących swoje monologi. I właściwie nic więcej.

Aktorzy są obecni na scenie od samego początku. Ubrani współcześnie, siedzą we wnęce stworzonej w drewnianej scenografii, o której trudno powiedzieć cokolwiek konkretnego. Ściany zostały obite drewnianymi listwami, które gną się w faliste kształty. W niewielkich przestrzeniach pomiędzy nimi umieszczono reflektory, światło w spektaklu pozostaje jedynie w ciepłych, żółtych barwach, ale zależnie od emocji jest mocniejsze lub słabsze. W połączeniu z odgłosem tykania, jego niemal zupełne wygaszenie rozjaśnia wszelkie wątpliwości, co do tego, że w życiu bohaterów znowu minęło sporo czasu.

A co się dzieje? Magda S. (Emilia Komarnicka) oraz Maks S. (Mateusz Banasiuk) są po rozwodzie, ale mają córkę. Ich kontakty są całkiem niezłe, mała bardzo kocha oboje i choć mieszka z matką, bardzo wiele czasu spędza z ojcem. I w takiej sytuacji dochodzi do wypadku, który okazuje się brzemienny w skutki, oskarżenia i długotrwałe śledztwo w prokuraturze. W momencie gdy w życie tej rodziny wkracza Prokurator (Olga Sarzyńska) o spokoju można raz na zawsze zapomnieć.

Tekst jest tragikomedią, choć temat jest nadzwyczaj poważny – chodzi przecież o oskarżenie o pedofilię – raz po raz dochodzi do wybuchów śmiechu na widowni. Bardzo ciężko się pohamować, widząc całą tę bezradność bohaterów, słysząc ich uszczypliwe komentarze czy w końcu orientując się, że przedstawiona tutaj fikcja wcale nie leży tak daleko od rzeczywistości.

Bohaterowie wydają się być tutaj zawieszeni na przeciwnych szalkach wagi, im lepiej układa się sprawa Maksa S., tym gorzej w życiu układa sobie Prokurator – i na odwrót. Bo, warto wspomnieć, że jej życie także plącze się w jej monologach, zaraz obok informacji o tym, że znowu wzięła wolne, bo nazbierało jej się urlopu, a tak poza tym to nie zamierza zabierać pracy do domu. Bo nie. Paradoksalnie nie wzbudza nienawiści czy niechęci – choć takie mogło być założenie przy konstruowaniu tej postaci – raczej łatwo się złapać na tym, że uznaje się ją za kompletnie żałosną jednostkę i wówczas rodzi się dziwny rodzaj współczucia. W przypadku Magdy i Maksa jest ono znacznie bardziej oczywiste. Bo od wejścia wiemy – on tego nie zrobił. Więc kto? Problemy się mnożą, śledztwo stoi w miejscu, a dziewczynka jest coraz bardziej nieszczęśliwa. Ale przecież chodzi o jej dobro. To wyższe i ważniejsze niż całe dotychczasowe życie, które jedną urzędową decyzją można przewrócić do góry nogami.

Gra aktorska stoi na wysokim poziomie. Nie ma tutaj miejsca na ekwilibrystykę, popisy czy interakcję między bohaterami. Są tylko monologi, aktor w konfrontacji z widzem ma do dyspozycji tylko swój głos i opowieść. Paradoksalnie to wystarcza aż nadto. Sceny różnią się między sobą tylko tym, że bohaterowie wypowiadają je z różnych miejsc. Nie ma tu materiału na głęboką analizę, nie doszło do żadnej żywej polemiki z tekstem, ale całość trzyma w napięciu i naprawdę interesuje.

Można się śmiać, tekst sam do tego prowokuje. Można płakać – jak Emilia Komarnicka w finałowej scenie – bo przecież w tej okropnej sytuacji cierpiał nie tylko oskarżony Maks S., ale cała jego rodzina. Można też podejść do tego z chłodnym dystansem. I boleśnie skrzywić, kiedy fikcja boleśnie schłoszcze realizmem.

 

Barbara Michalczyk

Nic się nie stało

Autor: Wacław Holewiński

Reżyseria – Barbara Wiśniewska

Scenografia – Karolina Fandrejewska

Reżyseria światła – Paulina Góral

Obsada: Emilia Komarnicka, Mateusz Banasiuk, Olga Sarzyńska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

four × three =